Na placu boju pozostało już tylko sześć drużyn. Są niespodzianki. Do decydującej rozgrywki awansowały gospodynie wyrzucając za burtę w ostatnim meczu drugiej fazy turnieju Brazylię. Dla „Canarinhios” na przestrzeni ostatnich dwóch lat to druga poważna wpadka. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro podopieczne Ze Roberto odpadły już w ćwierćfinale i nie ma tu znaczenia, że w ostatecznym rozrachunku uległy późniejszym triumfatorkom z Chin. Teraz odpadły z rywalizacji jeszcze wcześniej.

 

Drugim wielkim nieobecnym w finałowej rozgrywce będzie Rosja. Japoński klimat zawsze służył Rosjankom, wystarczy przypomnieć, że po tytuły mistrzowskie siatkarki „Sbornej” sięgały tutaj w 2006 i 2010 roku.

 

Pierwszą i drugą fazę turnieju bez porażki przebrnęły Włoszki, których gra opiera się na piekielnie silnych skrzydłach. To samo można powiedzieć o reprezentacjach Chin i Holandii. Nieco inaczej zbilansowane są zespoły Serbii i USA, gdzie siła ognia równomiernie rozkłada się na wszystkie sektory boiska.

 

Na koniec zostaje Japonia, która prezentuje się może najmarniej jeśli chodzi o warunki fizyczne, ale serducho do walki ma niewyobrażalnie wielkie. Gospodynie prowadzi do boju najbardziej doświadczona w zespole Erika Araki. Środkowa bloku jest jedyną zawodniczką w zespole, która uczestniczyła w wielkich wydarzeniach japońskiego volleya w ostatnich latach. Była mianowicie podstawową zawodniczką drużyny, która wywalczyła brązowe medale na mistrzostwach świata w 2010 roku i Igrzyskach Olimpijskich w Londynie dwa lata później.


Na koniec nostalgiczna refleksja z retorycznym pytaniem, dlaczego w tych mistrzostwach nie gra nasza reprezentacja? No tak, nie gra, bo nie przebrnęła przez eliminacje. Przebrnęły za to Kenia, Kamerun, Trynidad i Tobago, Argentyna, Kuba i jeszcze z osiem innych, które - przepraszam za wyrażenie, ale nasze panie grając tak jak w Lidze Narodów zwyczajnie wciągnęłyby nosem.

 

Nie wiem, może warto pomyśleć nad zmianą systemu kwalifikacji na mundial (to samo dotyczy mężczyzn), bo zwyczajnie w pierwszej rundzie niektórych spotkań nie dało się oglądać, a wyniki setów w stosunku 25:5 są najprościej rzecz ujmując kompromitujące dla tej rangi zawodów. I od razu dodam, że teza mówiąca o tym, że taki to urok mistrzostw świata, niektórzy mówią nawet, że święto (sic!) po prostu mnie nie przekonuje.

 

Jak powinny wyglądać mistrzostwa pokaże finałowa szóstka w niedzielę, poniedziałek i wtorek. To będzie wielkie show w wydaniu siatkarek.

 

Transmisje meczów MŚ siatkarek na sportowych antenach Polsatu.