Maciej Turski: Rewanżowego starcia mogliśmy spodziewać się po zakończeniu pierwszej walki. Długo mówiło się o rewanżu, długo fani zabiegali o tę walkę. Jak długo natomiast trwały formalne sprawy, aby doprowadzić to starcie do skutku?

Tomasz Narkun: Po walce myślałem, że Mamed nie chce tej walki. Mamed wyraził chęć, ja musiałem przystać na jego propozycję. Nie jestem typem zawodnika, który ucieka od rywalizacji. Zaakceptowałem propozycję, dogadałem ofertę z KSW i widzimy się 1 grudnia.

Pierwsza walka przeszła do historii. Co zrobić, żeby druga walka była równie efektowna? Jaka jest recepta, żeby wypełnić te oczekiwania?

Jesteśmy zwariowani, nieszablonowi w klatce. Po pierwszych ciosach szachy się skończą. Znowu pójdziemy na wyniszczenie. Wygra silniejszy, wygra bardziej zdeterminowany, wygra po prostu lepszy. W pierwszej walce nie było szachów i teraz też jeden będzie chciał pokazać drugiemu miejsce w szeregu. Radzę nie odrywać wzroku od tej walki, bo może zakończyć się w ułamku sekundy.

Mamed zapewnia, że on chce prawdziwej walki i liczy, że również nie będziesz asekuracyjny...

O to się nie musi martwić. Ja nie będę uciekał. Wystarczy obejrzeć moje poprzednie walki. Zawsze staram się iść do przodu, czasami aż za bardzo. Stawiam efektowność ponad asekuracyjność. Czasami mogę zapłacić za to wysoką cenę, ale coś za coś. Jestem zdania, że trzeba dawać dobre walki dla oka.

Pierwsza walka natomiast pokazała Ci, że trzeba być czujnym w każdej sekundzie, bo ręce Mameda śmigają z dużą prędkością...

Śmigają i to bardzo szybko! Nie lekceważę go, jestem nauczony szacunku do każdego rywala. Każdy rywal jest zagrożeniem. Mam respekt do umiejętności Mameda i to się nie zmieni. Wiem natomiast, w jakim celu wejdę do klatki.

Fragment rozmowy z Tomaszem Narkunem w załączonym materiale wideo!