Gdynianie sennie rozpoczęli to spotkanie, bo pozwolili rywalom objąć prowadzenie 9:0 i 14:3. W 13. minucie goście wygrywali już różnicą 18 punktów – 38:20. Co prawda pod koniec trzeciej kwarty było 62:55 dla Arki, jednak w ostatniej odsłonie zawodnicy MKS zdeklasowali gdynian 29:14. Koszykarze z Dąbrowy Górniczej rozpoczęli sezon od dwóch porażek, ale teraz wygrali trzeci mecz z rzędu.

 

- Gratuluję swoim zawodnikom ogromnego poświęcenia i niesamowitej walki przez 40 minut. Kiedy wydawało się, że roztrwoniliśmy 18-punktową przewagę z pierwszej połowy i zostaliśmy złamani, bo gdynianie w trzeciej kwarcie wygrywali różnicą siedmiu punktów, pokazaliśmy ogromny hart ducha i w fantastyczny sposób ponownie wyszliśmy na prowadzenie – podkreślił trener MKS Jacek Winnicki.

 

Największy udział w niespodziewanym sukcesie gości mieli Amerykanie Trey Davis i Melvin Cleveland, którzy w sumie zdobyli 58 punktów, co stanowiło 67 procent dorobku całego zespołu. Davis, który rzucił 31 „oczek” (miał też osiem zbiórek i siedem asyst) jako pierwszy koszykarz przekroczył w tym sezonie granicę 30 punktów. Rozgrywający MKS poprawił najlepsze do tej pory osiągnięcie zawodnika Arki Josha Bostica, który w wygranej 79:69 konfrontacji z Legią Warszawa zapisał na swoim koncie 28 punktów.

 

Źródeł sukcesu swojej drużyny szkoleniowiec gości nie upatrywał jednak tylko w znakomitej dyspozycji Amerykanów.

 

- Zdawaliśmy sobie sprawę z podkoszowej siły Arki, ale to my wygraliśmy zbiórkę 39 do 32, zebraliśmy także 10 piłek w ataku, czyli pięć więcej od gospodarzy. Na początku tego sezonu brakowało nam konsekwencji, tymczasem w tym meczu gdynianie zdobyli do przerwy z szybkiego ataku 15 punktów, a w drugiej połowie żadnego, a to oznacza, że realizacja naszych założeń była właściwa. Cieszymy się z tego co mamy, ale twardo stąpamy po ziemi, bo zdajemy sobie sprawę, że osiągnęliśmy to tylko dzięki ciężkiej pracy – stwierdził.

 

Z kolei zawodnicy Arki po czterech wcześniejszych zwycięstwach musieli przeżyć gorycz pierwszej porażki.

 

- Rywale zagrali bardzo ambitnie, walczyli przez 40 minut i trafili też sporo bardzo trudnych, często przez ręce, rzutów. Dzisiaj właściwie wszyscy nasi zawodnicy, nie licząc Deividasa Dulkysa, znaleźli się poza grą – zauważył trener gdynian Frasunkiewicz.

 

Do konfrontacji z MKS gospodarze przystąpili po wygranej w środę we własnej hali w Pucharze Europy 87:78 z francuskim Limoges CSP. Szkoleniowiec Arki zapewnia jednak, że jego zespół nie zlekceważył rywali.

 

- Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że w krótkim odstępie czasu rozegraliśmy 10 meczów. Widać było, że emocjonalnie i fizycznie jesteśmy wypompowani. Gramy intensywnie oraz atletycznie i dzisiaj tej fizyczności nam zabrakło. W ważnych momentach wahaliśmy się, czego do tej pory nie było. Nie jestem oczywiście zadowolony z tego, co się wydarzyło, ale trzy dni temu chłopacy dali się z siebie wszystko. Ta porażka nie była oczywiście wkalkulowania i musimy gdzieś ją odrobić - podsumował Frasunkiewicz.