Postawa łodzian jest jedną z największych niespodzianek pierwszej części sezonu na zapleczu ekstraklasy. Prowadzona przez trenera Kazimierza Moskala drużyna, która na ten poziom rozgrywkowy wróciła po pięciu latach występów w niższych ligach, spisywała się bez kompleksów i systematycznie pięła się w górę tabeli. Beniaminek rundę zakończył w sobotę efektownym zwycięstwem nad Odrą Opole 5:1 i po 17 kolejkach zajmuje pozycję wicelidera, ustępując jedynie Rakowowi Częstochowa.

 

- W piłce trudno wszystko przewidzieć i na ma co się dziwić, że przed sezonem mało kto widział nas tak wysoko. To była dobra runda w naszym wykonaniu, a ja jestem najbardziej zadowolony z tego, jak gramy. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero koniec pierwszej części rozgrywek, bo nawet nie grania w tym roku. Przed nami jeszcze wiele spotkań i dużo ciężkiej pracy. Wciąż musimy twardo stąpać po ziemi – podsumował szkoleniowiec ŁKS.

 

W sumie w 17 meczach dwukrotni mistrzowie Polski odnieśli dziewięć zwycięstw, cztery spotkania zremisowali i tyle samo przegrali. Zdobyli 31 punktów, o pięć mniej od liderującego Rakowa i trzy więcej od spadkowicza z ekstraklasy Sandecji Nowy Sącz.

 

Zdaniem kapitana zespołu Kołby ten dorobek punktowy oraz liczba strzelonych i straconych goli (26-14) to efekt wypracowanego stylu, którym ŁKS wyróżnia się wśród pierwszoligowców.

 

- Mamy swój styl. Chcemy grać w piłkę, budujemy akcje przez dużą liczbę podań i naprawdę dawno ŁKS nie grał tak dobrze, jak teraz. Te wyniki nie są przypadkiem, bo jeśli udaje nam się wystrzec błędów w obronie, to z tą siłą ofensywną zawsze coś strzelamy i punktujemy – powiedział PAP wychowanek łódzkiego klubu.

 

Dobra postawa i pozycja w tabeli utytułowanego beniaminka rozbudziła nadzieje kibiców na powrót do elity. ŁKS na półmetku rozgrywek zajmuje bowiem miejsce premiowane awansem do ekstraklasy, w której klub z al. Unii spędził łącznie 65 sezonów, ale ostatni w 2012 roku. Sztab szkoleniowy i sami zawodnicy wolą jednak ostrożnie patrzeć w przyszłość.

 

Kołba podkreślił, że on i jego koledzy mimo dobrych wyników zamierzają twardo stąpać po ziemi. - Teraz nie możemy odlecieć, o co dba trener. Na razie nic jeszcze nie osiągnęliśmy, może poza rozbudzeniem apetytów fanów. Obyśmy w drugiej połowie maja byli na tym samym miejscu, ale nie ma co już teraz głośno mówić o awansie. Choć gra w ŁKS w ekstraklasie jest moim kolejnym marzeniem i mam nadzieję, że spełni się ono jak najszybciej – przyznał 26-letni bramkarz.

 

Trener Moskal dodał, że jego zawodnicy wykonali dobrą robotę, ale – jak zaznaczył - przed pozostałą częścią rozgrywek muszą... przyłożyć sobie do głowy woreczek z lodem.

 

Pierwszoligowcy w tym roku rozegrają jeszcze cztery kolejki rundy rewanżowej. Niepokonani od dziewięciu spotkań piłkarze ŁKS zmierzą się w nich z Chrobrym Głogów, GKS Katowice, Bruk-Betem Termaliką Nieciecza i Stomilem Olsztyn.