Raptors, w składzie których zabrakło w niedzielę jednego z liderów Kawhiego Leonarda, popisowo rozegrali pierwszą kwartę. Zbudowali w niej 25-punktową przewagę (42:17) i później mogli kontrolować wydarzenia na boisku. W ich szeregach wyróżnił się reprezentant Hiszpanii Serge Ibaka, który trafił pierwsze 14 rzutów (w całym meczu 15 zna 17 z gry), a łącznie uzbierał 34 pkt, co stanowi rekord jego kariery.

 

- Po prostu byłem skoncentrowany na swojej robocie - przyznał po końcowej syrenie bohater wieczoru, którego dorobek uzupełniło 10 zbiórek i dwie asysty.

 

W cieniu Ibaki znalazł się tym razem LeBron James, który w ciągu 28 minut uzyskał 18 pkt, o sześć mniej niż najskuteczniejszy w szeregach gospodarzy Kyle Kuzma.

 

- Jak zagrali rywale? Jak liderzy Konferencji Wschodniej i jedni z faworytów rozgrywek - skomentował James. Luke Walton, trener Lakers, którzy czekają na zwycięstwo nad Raptors od 2014 roku dodał: - Brak Leonarda wcale nie ułatwił nam zadania. Bez gwiazdy drużyna funkcjonuje inaczej, niektórzy gracze dopiero wtedy rozwijają skrzydła.

 

Ekipa z Los Angeles z bilansem czterech wygranych i sześciu porażek zajmuje 12. pozycję na Zachodzie.

 

Za Raptors w Konferencji Wschodniej plasują się Milwaukee Bucks (8-1). "Kozły" pokonały przed własną publicznością Sacramento Kings 144:109.

 

Gospodarze ustanowili klubowy rekord w liczbie celnych rzutów "za trzy" - 22, a Grek Giannis Antetokounmpo odnotował drugie w tym sezonie tzw. triple-double - 26 punktów, 15 zbiórek i 11 asyst.

 

- Giannis może błyszczeć, bo jego otoczenie spisuje się świetnie i wykonuje wielką pracę. Dużo rozmawiamy, jak zespół powinien funkcjonować i na razie wszystko się układa po naszej myśli - podkreślił szkoleniowiec Bucks Mike Budenholzer.

 

Liderem gości był Justin Jackson z dorobkiem 22 pkt. "Królowie" z bilansem 6-4 zajmują szóstą lokatę na Zachodzie.