Jego rywalem będzie Ukrainiec Oleksij Żuk, a walka sześciorundowa. Na ogół debiutanci toczą czterorundowe walki, ale Jakubowski chce jak najszybciej zmierzać do celu jakim są mistrzowskie pasy w wadze junior ciężkiej. Nie mówi głośno, że będzie mistrzem świata, ale po cichu z pewnością o tym myśli.

 

Był przecież trzy razy mistrzem Polski, wygrał mistrzostwa Unii Europejskiej, ma srebrny medal mistrzostw Europy seniorów wywalczony w 2015 roku w bułgarskim Samokowie. Gdyby nie kontuzja walczyłby w finale z Rosjaninem Jewgienijem Tiszczenką, który dwa miesiące później zostanie mistrzem świata, a z igrzysk w Rio de Janeiro wróci z olimpijskim złotem. On też niedawno podpisał zawodowy kontrakt i stoczył pierwszą wygraną walkę.

 

- Gdyby w Samokowie Igor miał zdrową rękę, byłby mistrzem Europy, pokonałby Tiszczenkę, jestem o tym przekonany - mówi Zbigniew Raubo, były trener kadry narodowej.

 

- Igor powinien być mistrzem świata i wygrać igrzyska, miał potencjał, by to osiągnąć. Był jednym z najbardziej utalentowanych zawodników z jakimi pracowałem – twierdzi Raubo.

 

Jeśli ma rację, to Jakubowski będzie miał to szanse udowodnić na zawodowym ringu. Wreszcie uporał się z problemami zdrowotnymi, których nie brakowało w trakcie kariery amatorskiej i jest głodny sukcesu.

 

Nie ukrywam, ja liczyłem, że zobaczę go na igrzyskach w Tokio. W Rio de Janeiro przegrał pierwszy pojedynek z Anglikiem Lawrencem Okolie na własne życzenie. Komentowałem jego walkę, rozmawialiśmy zaraz po niej. Tak naprawdę przegrał z własnymi myślami. Gdy już opanował stres było za późno. Wygrał wprawdzie  ostatnią, trzecią rundę, ale dwie pierwsze sędziowie wypunktowali na korzyść rywala. Mierzący prawie dwa metry Okolie ma już na koncie 10  zawodowych pojedynków, wszystkie wygrał, w tym siedem przed czasem.

 

Polski boks amatorski od lat  nie ma się najlepiej. Wciąż wspominamy Wojciecha Bartnika, ostatniego polskiego medalistę olimpijskiego i uświadamiamy sobie, że to było ponad ćwierć wieku temu, na igrzyskach w Barcelonie (1992).

 

Wydawało się, że Jakubowski może pójść jego śladem. Pierwszy złoty medal MP seniorów zdobył w wadze średniej (75 kg), później walczył w półciężkiej (81 kg), by wreszcie swoje miejsce znaleźć w ciężkiej (91 kg). Dwukrotnie wygrywał mistrzostwa Polski w tej kategorii, bardzo dobrze radził sobie na arenie międzynarodowej, był mocnym punktem Husarii w rozgrywkach World Series of Boxing. On i Tomasz Jabłoński, który w Samokowie też zdobył srebrny medal mistrzostw Europy wygrywali walkę za walką.

 

Tomek też myślał o karierze zawodowej, ale zmogły go kontuzje, rozmawialiśmy o tym na gali w Kałuszynie. Będzie trenerem. Mam nadzieję, że dobrym, bo to mądry chłopak.

 

A Igor Jakubowski, choć nie ma najlepszych warunków fizycznych na tę kategorię, powinien trochę zamieszać, na razie w polskim, bardzo mocnym i licznym gronie cruiserów.

 

Krzysztof Głowacki czy Włodarczyk wiecznie boksować nie będą, podobnie Mateusz Masternak, ale są przecież Adam Balski, Nikodem Jeżewski (zobaczymy go w Koninie), Michał Cieślak, czy Michał Olaś, by wymienić tylko tych najbardziej znanych.

 

Jakubowski ma szansę szybko dołączyć do tego grona.

 

Bokserski zawodowy świat pełen jest niedawnych jeszcze amatorów. Na ogół to medaliści największych imprez. Najpierw wygrywają igrzyska, później zostają mistrzami świata zawodowców, tak jak Ołeksandr Usyk czy Anthony Joshua, i zarabiają miliony.

 

W Polsce medaliści wielkich imprez to wyjątki. Wielkie kariery zrobili Andrzej Gołota (olimpijski brąz w Seulu), Dariusz Michalczewski (brązowy medalista ME juniorów w polskich barwach i mistrz Europy seniorów w niemieckich), medal w rywalizacji kadetów miał Krzysztof Włodarczyk, późniejszy mistrz świata.

 

Teraz jest Jakubowski, ale droga do sukcesów przed nim jeszcze daleka.

 

Paweł Wierzbicki, wicemistrz świata młodzieżowców z Erywania (2012) w ubiegłym roku wygrał trzy zawodowe walki i słuch o nim zaginął. Marcin Siwy, brązowy medalista MMŚ z Guadalajary (2008) wygrał 18 walk, jest niepokonany, ale na zawodowym ringu, choć bije się na nim już siedem lat, tak naprawdę nie zaistniał.

 

Coraz więcej młodych polskich pięściarzy podpisuje zawodowe kontrakty, bo nie widzi perspektyw w olimpijskiej rywalizacji, narzeka na styl zarządzania w PZB.

 

Podczas ostatniej gali w Lublinie debiutowali bracia Stanisław i Maksymilian Gibadło, drugą zawodową walkę stoczył Kamil Bodzioch (waga ciężka), jeszcze wiosną ćwierćfinalista ME do lat 22.

 

Niektórzy podpisują kontrakty jeszcze w wieku juniora, jak Kevin Gruchała (wystąpi w Koninie) czy Oskar Kapczyński. Obaj wygrali już po dwie walki, ale mam duże wątpliwości, czy to właściwa droga. 

 

26-letni Kamil Gardzielik, były mistrz Polski wagi średniej, ma za sobą występy na najbardziej prestiżowych amatorskich turniejach, między innymi na I Igrzyskach Europejskich w Baku, podobnie jak inny „młody” zawodowiec Jordan Kuliński, walczył też w WSB w barwach Husarii. Na zawodowym ringu boksuje od dwóch lat, wygrał osiem pojedynków, w tym trzy przed czasem. Dziś w Koninie, gdzie mieszka i zaczynał przygodę z boksem, zmierzy się z Argentyńczykiem Marcosem Jesusem Cornejo, tym samym który na Polsat Boxing Night w Częstochowie, w kwietniu tego roku przegrał z Damianem Jonakiem. W starciu z Gardzielikiem nie będzie faworytem, ale myślę, że łatwo skóry nie sprzeda, więc będzie gorąco.

 

Transmisja gali Rocky Boxing Night w piątek 9 listopada od godziny 20:30 w Polsacie Sport i od godziny 19:30 w Polsacie Sport Fight.