Adrian Brzozowski: Nie tak to chyba miało wyglądać jeśli chodzi o wylot do Turcji? Wiedziałeś co Cię tam może spotkać, wiedziałeś do jakiego klubu lecisz, jednak zawsze te oczekiwania są wysokie.

 

Mariusz Sordyl: Cały zespół miał jeden cel przed tym sezonem. Wszyscy wiedzieli, że jest to klub z problemami i zdarzają się poślizgi w płatnościach. Natomiast nikt nie przypuszczał, że będzie to wyglądało tak dramatycznie.

 

Można podzielić ten okres trzech miesięcy na dwie grupy. Grupę, która pracowała w Ankarze - zawodników, trenerów i managera. I grupę, która powinna zając się sferą ekonomiczną, która pracowała w Kuli. Inaczej. Grupę, która była w Kuli. To co zależało od nas uważam, że zrobiliśmy super. Zespół pracował z pełną świadomością, żeby osiągnąć dobry poziom sportowy. Byliśmy przygotowani do sezonu, ale ta druga strona nam nie pomagała. Nie chodzi tylko o fakt, że nie dostawaliśmy wypłat. Nie mieliśmy wsparcia w organizacyjnych kwestiach. Przykład? Pojechaliśmy na pierwszy mecz. Mieliśmy czterech obcokrajowców i czterech nie było zgłoszonych. Graliśmy z jednym chłopakiem w kwadracie. Dodatkowo mecz był w telewizji i było trochę śmiechu, ale byliśmy z góry skazani na porażkę. To nam nie pomagało.

 

W kolejnym meczu ponownie nie udało nam się zgłosić obcokrajowców. Nie było pieniędzy, żeby ich zgłosić. Było coraz słabiej. W czasie tygodnia na treningach widziałem ambicję, dużo rozmawialiśmy. Mówili: "spodziewaliśmy się, że możemy dostać trzy- cztery pensje". Natomiast ważne było to, żeby przepracować pełny sezon i traktować to jako katapultę. Każdy tak to traktował. To było szczęście drużyny z Kuli, bo stworzyła zespół bardzo tanim kosztem, ale to i tak nie miało znaczenia. Nieistotne było to, czy budżet miał liczyć 10 milionów, czy milion., bo w budżecie klubowym było od początku zero. To był największy problem. Kiedy zawodnicy zorientowali się, że to bardzo trudna sytuacja - pojawiły się procedury, naturalne w Turcji, mianowicie prawnik. I w tym momencie nasza część organizacyjna z Kuli nie miała wyjścia i zaczęły się rozmowy o tym, że z tymi pieniędzmi jest kłopot…

 

Czujesz się mocno oszukany?

 

Ogólnie nie jestem rozczarowany tym, że wracam po trzech miesiącach, bez pieniędzy. Dla mnie największym problemem było to, że klub wziął odpowiedzialność za dwudziestu ludzi, dla których siatkówka jest pracą i oszukał ich. Ci ludzie czują się bezkarni i to jest najbardziej dramatyczne. Ja wracam z Turcji zadowolony. Wykonaliśmy kawał świetnej roboty z moim sztabem. Siatkarsko nam to zagrało i się rozwijaliśmy. Jednak to, co od początku nas ograniczało, urosło do takich rozmiarów, że balon pękł i zespół się zwinął.

 

Wyjeżdżając z Olsztyna przed laty do pracy poza krajem mówiłeś - pracuję tam, gdzie mnie chcą. Jestem tam, gdzie chcą Mariusza Sordyla. Powrót do Europy był - jak sam podkreślałeś - szansą na powrót do poważnej siatkówki. Chyba się nie do końca udało.

 

Nie zgodzę się. Uważam, że powrót jest jak najbardziej udany jeśli chodzi o sferę sportową. Te trzy miesiące są niezwykle istotne, bo to nie jest tak, że wyjechałem z Turcji i o naszej pracy jest cicho. Jestem przekonany, tak jak zawodnicy, że będzie się o nas mówić. W moim odczuciu to na co nie mieliśmy wpływu, czyli finanse - to totalna porażka.

 

Chcę podkreślić, że mój wyjazd do Turcji nie wiązał się wyłącznie ze sferą finansową, tylko z zupełnie czymś innym. Gdybym myślał tylko o finansach wyjechałbym w inne miejsce, z którego miałem propozycje za wiele większą kwotę. Cel był inny i mój cel został osiągnięty. Porażka sportowa. Okej. Nie mogliśmy osiągnąć czegoś więcej, bo nie dano nam takiej szansy. Użyłem w pewnym momencie agresywnej przenośni podczas spotkania z włodarzami: chcemy latać a podcinają nam skrzydła. W zasadzie ledwo chodziliśmy w tych trudnych momentach. To nie było fajne. Z Turcji nie wracam zdruzgotany. Cieszę się, że jestem w domu. Zawodnicy będą czuli się trochę pewniej. Są rozczarowani, bo liczyli na dużo lepszy sezon. Czuli, że to może być ich moment, ponieważ jeszcze raz podkreślam - zespół udało nam się doprowadzić do bardzo ciekawego stanu jak na turecką ligę.

 

Kamil Drąg z Przeglądu Sportowego w magazynie #7Strefa przyznał, że ta sytuacja z Twoim powrotem nie jest dobra, bo Ostatni Mohikanin wraca. Jest jeszcze Grzegorz Ryś z kadrą Izraela. Temat wraca jak bumerang i pewnie często będzie wracać.

 

Tu się podnosi jakieś dyskusje na temat trenerów pracujących za granicą Polski. Ja grałem jako zawodnik sporo czasu za granicą, pracuję jako trener poza krajem i przyjechałem do Polski trochę odpocząć po czymś, co sporo energii ze mnie wyciągnęło i tyle. Nie przyjechałem po to, żeby zimować, tylko spędzić czas z rodziną, wspólnie zabliźnić mentalne rany i startuję dalej.

 

Pojawiają się komentarze, że Mariusz Sordyl zaryzykował i się nie opłaciło. Pojechał do Turcji, bo nie miał innych ofert i teraz wraca.

 

O Polsce nawet nie mówmy, bo Polska to jest odrębny temat. Nie zamierzam tego krytykować, ani nie zamierzam tego chwalić. Taki jest rynek. Prezesi wybierają tak jak wybierają i to nie jest dla mnie problemem.

 

Jednak też nie podejmujesz najłatwiejszych dla siebie decyzji.

 

Ponieważ, gdybym chciał pójść na łatwiznę wylądowałbym ponownie w jakiejś egzotyce. To już dzisiaj nie jest dla mnie interesujące, bo czuję się na tyle dobrze i mocno, że wiem o tym, że czas na te wyzwanie zdecydowanie większe. I jestem do nich przygotowany. To co się wydarzyło w Turcji… Nie mówmy, że nie wykorzystałem szansy. Wykorzystałem tę szansę i jeśli ktokolwiek będzie coś sugerował to zupełnie nie wie o czym mówi. Okej. Wracam z Turcji nie jako zamożny człowiek, ale wracam jako bogaty, bo dodałem do swojego trenerskiego życia i tego pozasportowego masę doświadczeń, która czyni ze mnie bogatego człowieka. Ktoś mówi, że nie wykorzystałem szansy? Tak. Nie wykorzystałem szansy, bo nie przywiozłem pieniędzy.

 

Co dalej w takim razie? Wspomniałeś, że odpoczywasz. Restartujesz głowę i...?

 

Jest wcześnie, więc… Będę mocniej przyglądał się temu, co się będzie pojawiać. Jeśli będą pojawiać się opcje obarczone podobnym poziomem ryzyka - to będę dłużej odpoczywał. Jeśli pojawi się ciekawa oferta pracy i będę mógł się skupić tylko na pracy to przepakuję torby i pojadę.