Walka wieczoru gali w Manchesterze zachwyciła chyba nawet tych wybrednych fanów boksu. Obaj pięściarze zapowiadali fajerwerki i tych rzeczywiście nie zabrakło. Przede wszystkim za sprawą Bellew, bo przecież klasę Usyka każdy zna doskonale. Anglik po raz kolejny pokazał jednak, że jest w stanie zagrozić praktycznie każdemu zawodnikowi na świecie. Nawet takiemu wirtuozowi jak niesamowity Ukrainiec. Ostatecznie Usyk wygrał przez nokaut w ósmej rundzie, a Bellew po tym starciu zakończył karierę.

 

- Walczył bardzo dobrze - ocenił "Bombera" w programie "Puncher Extra Time" Janusz Pindera. - Nie było widać różnicy szybkości w pierwszej fazie, a to miało być decydujące. To jest ten problem, że Usyk może tak boksować 12 rund, a Bellew nieco krócej. Jeżeli ktoś liczył, że on ruszy do szaleńczego ataku, by liczyć na błąd Usyka, to tak się nie stało. Kilka razy próbował, ale dostał kontrę. Ukrainiec się trochę pogubił, miał problem z dystansem, przestrzelił dużo lewych, ale był konsekwentny. Od szóstej rundy zaczął się jego koncert, a końcówka to mistrzostw - dodał.

 

Bellew wielokrotnie miał w życiu pod górkę. Mało kto dawał mu szanse w pojedynku z Ilungą Makabu, z ten znokautował go zaskakująco szybko, choć sam też miał problemy. Później David Haye miał się po nim przejechać, ale również skończył na deskach. W rewanżu po raz kolejny zawodnik z Liverpoolu nie był faworytem, ale oczywście wygrał - tym razem w jeszcze bardziej dominującym stylu. Na Usyka to jednak nie wystarczyło...

 

- Bellew to jeden z najdziwniejszych bokserów ostatnich lat. Gdyby ktoś po laniu od Adonisa Stevensona w wadze półciężkiej powiedział, że on będzie za jakiś czas mistrzem WBC wagi junior ciężkiej, że będzie tak popularny, że będzie zapełniał hale, że w końcu dorwie Haye'a... A Usykowi też się postawił - powiedział Pindera.

 

Całość w załączonym materiale wideo.