Gala ta będzie jednocześnie benefisem „Tygrysa” Michalczewskiego, który w tym roku skończył 50 lat. Były mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej ostatni zawodowy pojedynek stoczył w lutym 2005 roku, przegrywając w Hamburgu z Francuzem Fabricem Tiozzo i zakończył karierę. Wygrał 48 pojedynków, w tym 38 przed czasem, przegrał dwa, z Meksykaninem Julio Cezarem Gonzalezem i właśnie z Tiozzo.  

 

Przez dziewięć lat był mistrzem świata organizacji WBO w wadze półciężkiej, a po wygranej z Virgilem Hillem w 1997 roku miał też pasy IBF i WBA. Wcześniej, w grudniu 1994 roku był też czempionem wagi junior ciężkiej, nokautując broniącego tytułu Argentyńczyka Nestora Hipolito Giovaninniego. Teraz Michalczewski wkracza na dobrze sobie znany teren, będzie promotorem. Świat boksu zna oczywiście od tej drugiej strony, ale twierdzi, że lata całe uważnie patrzył na ręce Klausowi Peterowi Kohlowi, szefowi Universum, więc promotorski biznes nie jest mu obcy. I oczywiście dodaje w swoim stylu, że jest zaprogramowany na sukces. A Izu Ugonoh będzie koniem pociągowym nowej stajni, która się dopiero tworzy.

 

Zobaczymy co z tego wyniknie. Ugonoh nie jest młodzieniaszkiem, skończył właśnie 32 lata. Wcześniej był kickbokserem z sukcesami w K1, później zaczął szukać własnej drogi na bokserskim ringu. Kiedy w lutym ubiegłego roku przystępował w Birmingham (USA) do walki z Dominickiem Breazealem był niepokonany. Miał na koncie 17 zwycięstw i 14 nokautów.

 

Rywal miał dwa metry wzrostu i kilka znaczących pojedynków za sobą, między innymi przegraną przed czasem z Anthonym Joshuą w walce o pas IBF. Izu stoczył z nim prawdziwą wojnę, w której losy zwycięstwa ważyły się przez kilka pierwszych rund. Ostatecznie wygrał Breazeale, sędzia Jeff Dodson zatrzymał pojedynek w piątym starciu, ale do chwili przerwania walki Izu prowadził u wszystkich sędziów 38:36.

 

Na ring wrócił  w czerwcu tego roku. Walka z  Fredem Kassim trwała krótko. Rywala rozbolała głowa i się poddał. Ten z którym zmierzy się 8 grudnia w gdańskiej Ergo Arenie głowę ma twardą. Mieszkający w Niemczech Turek, 28 letni Ali Demirezen, bo o nim mowa, wygrał do tej pory 10 walk, wszystkie przed czasem. Jest posiadaczem pasa europejskiego WBO w wadze ciężkiej, bronił go ostatnio w starciu z Siergiejem Werwejką, którego zatrzymał w ósmej rundzie.

 

- Ma mocny prawy, bity nad lewą ręką i dobry lewy sierpowy. Lubi się bić, nie pęka – mówi o Demirezenie Izu. Wie, że to twardy rywal i przyjdzie nad polskie morze po kolejne zwycięstwo. Ale nasz pięściarz myśli o tym samym.

 

Dla Michalczewskiego  Ugonoh, to diament, który trzeba oszlifować. I on, jako jego promotor, zamierza tego dokonać. Pierwszym krokiem na drodze do celu będzie grudniowa walka z Demirezenem, więc zrozumiałe, że trzeba ją wygrać. A co dalej, zobaczymy, czas pokaże, ale plany są bardzo ambitne.

 

Michalczewski i Ugonoh optymistycznie patrzą w przyszłość. Jak pamiętam „Tygrys” zawsze był taki, z Izu bywało różnie. Ale tym razem, jak twierdzi, podpisał dobry, uczciwy kontrakt, Michalczewski gra z nim w otwarte karty i jest nadzieja, że wzajemne zaufanie, które dopiero się buduje, nie zostanie wystawione na zbyt ciężkie próby, które w tym środowisku są na porządku dziennym.