Zawodnicy ci zmierzyli się w niedzielę po raz drugi w ciągu pięciu dni. W środowym spotkaniu grupowym zdecydowanie lepszy był Djokovic - 6:4, 6:1. W połowie tego roku forma Serba, którego w poprzednim sezonie dopadł kryzys, była imponująca. Zdobył dwa tytuły wielkoszlemowe, wygrywając Wimbledon i US Open, oraz zwyciężył w dwóch prestiżowych imprezach z serii Masters 1000.

 

W drodze do decydującego spotkania ATP Finals 31-letni zawodnik z Belgradu nie stracił seta.

 

Początek finału był bardzo wyrównany, a można było odnieść wrażenie, że nieco pewniej grał właśnie zawodnik będący pierwszą rakietą świata. To jednak piąty w tym zestawieniu Zverev popisał się efektowną i efektywną końcówką. Przy stanie 4:4 zaliczył przełamanie (był to pierwszy przegrany przez Djokovica gem przy własnym podaniu w tym turnieju), a po chwili utrzymał podanie i zapisał na swoim koncie pierwszą partię, wykorzystując drugą piłkę setową.

 

W sobotę 21-letni tenisista nie zyskał sympatii londyńskiej publiczności. W półfinale wyeliminował jej ulubieńca, czyli Rogera Federera, ale kibiców przede wszystkim rozzłościło, że przy jednej z ważnych wymian przerwał akcję, wskazując iż stojący w odległym rogu kortu chłopiec wypuścił piłkę w rąk i zrobił kilka kroków, by ją złapać. Zverev powołał się na przepisy, zgodnie z którymi w takiej sytuacji punkt powinien być powtórzony. Sędzia przyznał mu rację, a chwilę później Niemiec posłał asa, doprowadzając w tie-breaku do remisu 4-4. Szwajcar nie był w stanie później już wiele zdziałać. Zasiadający na trybunach fani wyrazili swoją dezaprobatę wobec zwycięzcy głośnym buczeniem podczas pomeczowego wywiadu.

 

W niedzielę byli już wobec niego bardziej przychylni. Doceniali udane zagrania tego zawodnika. Tak jak i fakt, że drugą partię zaczął od "breaka". Początkowo w tym secie własne podanie nie było atutem żadnego z zawodników. Djokovicowi zaczęły się dawać we znaki trudy turnieju i całego sezonu - przy wyniku 1:1 zaczęły łapać go skurcze. W szóstym gemie przy stanie 30:30 serwujący wówczas Zverev posłał dwa asy z rzędu i uspokoił sytuację, wychodząc na prowadzenie 4:2. Serb z kolei w dziewiątym gemie, przy 3:5, zanotował podwójny błąd. W ostatniej akcji pojedynku Niemiec utrzymał nerwy na wodzy i popisał się efektownym bekhendowym minięciem. Potem padł szczęśliwy na kort, a następnie poszedł uściskać bliskich. W jego boksie zasiadł m.in. Brazylijczyk Marcelo Melo. Deblowy partner Łukasza Kubota, który jest dobrym kolegą Zvereva.

 

Była to czwarta konfrontacja Niemca z Djokovicem. Bilans jest remisowy.

 

Finałowy pojedynek z trybun oglądali m.in. były angielski piłkarz David Beckham oraz była brazylijski tenisista Gustavo Kuerten. Ten drugi wniósł po meczu na kort trofeum dla zwycięzcy.

 

Zverev po raz drugi brał udział w imprezie tej rangi. W ubiegłorocznym debiucie zatrzymał się na fazie grupowej. Został najmłodszym zwycięzcą mastersa od 2008 roku, kiedy najlepszy był jego... finałowy przeciwnik.

 

W niedzielę Niemiec wywalczył 10. tytuł w karierze, a czwarty w tym roku.

 

Jest trzecim zawodnikiem z tego kraju w historii, który triumfował w tym turnieju. Michael Stich cieszył się z sukcesu 25 lat temu, a Boris Becker w latach 1988, 1992 i 1995.

 

Djokovic ma w dorobku pięć zwycięstw w zawodach kończących sezon. Ostatnie z nich odniósł trzy lata temu. Gdyby pokonał Zvereva, to wyrównałby rekordowe osiągnięcie Federera.

 

Jedynym Polakiem startującym w tegorocznej edycji był Kubot. Lubinianin wraz z Melo odpadł po fazie grupowej.

 

Pula nagród w ATP Finals wynosiła 8,5 mln dolarów. Zverev zarobił 2,509 mln oraz zyskał 1300 punktów do rankingu. W poniedziałek awansuje na czwarte miejsce w tym zestawieniu i zostanie na nim do końca roku.

 

W rozegranym kilka godzin wcześniej finale debla Amerykanie Mike Bryan i Jack Sock pokonali Francuzów Pierre-Huguesa Herberta i Nicolasa Mahuta 5:7, 6:1, 13-11.

 

Wynik finału singla:

 

Alexander Zverev (Niemcy, 3) - Novak Djokovic (Serbia, 1) 6:4, 6:3