Piąta zawodniczka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro na dystansie 800 metrów ma za sobą trudne miesiące. Przewlekła kontuzja biodra, walka z bólem i czasem - w końcu stracony zupełnie sezon 2018. To wszystko spowodowało, że postanowiła zmienić wszystko - nie jest już zawodniczką AZS AWF Warszawa, a AZS AWF Katowice, rozstała się z trenerem Andrzejen Wołkowyckim, a ćwiczy pod okiem Jakuba Ogonowskiego, szkoleniowca Karola Zalewskiego, najszybszego obecnie polskiego 400-metrowca.
 
"W tej chwili w dalszym ciągu wykonujemy trening wzmacniający, który przygotowuje mnie do prawidłowych, czyli ciężkich, obciążeń. Chodzi o to, żeby problemy zdrowotne nie wracały. Przez rok byłam wyłączona z biegania, a przez dwa lata utrzymywał się ból biodra. Nie możemy więc niczego zakładać w tym momencie. Chcemy, żebym wróciła do pełnej sprawności i do występów w zawodach. Są konkretne plany startowe, ale to nie one teraz są najważniejsze" - powiedziała PAP halowa rekordzistka Polski na 800 m (1.59,29).
 
W grudniu Jóźwik będzie przygotowywać się w portugalskim Monte Gordo, a w styczniu prawdopodobnie wyleci do RPA.
 
"Zmieniłam całe swoje środowisko - od szkoleniowca po klub. Potrzebuję nowych bodźców, także treningowych. Po drugie bałam się wrócić do poprzedniego szkoleniowca, bo mogłabym znów wpaść w tę kontuzję. Ona była na tyle poważna, że nie potrafię już zaufać temu systemowi treningowemu. Najważniejsze jest dla mnie bieganie na wysokim poziomie. Rozważałam różne opcje. To była zbyt trudna decyzja, żeby skupiać się na jednej osobie. Nie mówiłam o tym głośno, ale myślałam o zmianach od czerwca" - nadmieniła Jóźwik.
 
Ogonowski jest osobą, która zna Jóźwik od dawna, gdyż podobnie jak trener Wołkowycki pracuje w Warszawie.
 
"Przemawiają za nim przede wszystkim dwa elementy - to, że zna mnie długo oraz trening dostosowany do +szybkościowców+, a ja takim typem zawodniczki jestem. On potrafi doskonale współpracować, a nieodzowne jest teraz konsultowanie wielu spraw z fizjoterapeutą" - podkreśliła.
 
Utrzymujący się przez wiele miesięcy ból spowodował, że zawodniczka nawet teraz potrafi go sobie "wkręcić".
 
"Nie mam w sobie adrenaliny związanej z obozami, wręcz zapomniałam już jak to jest. Rozkładając przed sobą torbę nie wiedziałam co spakować. Po przyjechaniu do Szklarskiej Poręby byłam tak szczęśliwa, że do wszystkich się uśmiechałam i machałam na ścieżce biegowej. Strasznie się cieszę, że tutaj wróciłam po roku tęsknoty. Stresu nie ma, jest chęć pracy" - zaznaczyła.
 
Pomimo przejścia do katowickiego klubu na co dzień zawodniczka będzie korzystać z bazy sportowej w Warszawie, bo w okolicach Polski mieszka też trener Ogonowski, więc podróże obojga do Katowic - jak podkreśliła - nie miałyby większego sensu.
 
"Nie samym bieganiem człowiek żyje, więc trzeba ludziom przekazywać wiedzę o odpowiednim zabezpieczaniu się przed kontuzjami. Staram się jako zawodniczka reprezentacji dzielić się tym z innymi ludźmi" - odparła na pytanie o większe zaangażowanie w promowanie biegów masowych.
 
Dodała, że kocha to, co robi i nie wyobraża sobie życia bez biegania.
 
"Bieganie jest moją pasją. Poświęcam mu całe swoje życie i wszystko pod to podporządkowałam. Chcę, żeby to się fajnie kręciło. Chciałabym swoją postawą pokazać ludziom, że bieganie może stać się sposobem na spędzanie wolnego czasu. Trzeba wyciągać z tego jak najwięcej - korzystać z endorfin i wyzwalać w sobie chęci do życia. Sport uczy nas fajnego podejścia do innych spraw" - oceniła.
 
Przyznała, że jeżeli wszystko się ułoży po jej myśli, chociaż nie chce zapeszać, to kibice w Polsce będą mogli zobaczyć ją już w lutym na mityngu Copernicus Cup w Toruniu. Celem na sezon zimowy jest natomiast udział w halowych mistrzostwach Europy w Glasgow (1-3 marca). "Na razie udział" - podsumowała.