Od początku czerwca 2015, kiedy Hoiberg został trenerem chicagowskiej ekipy, Bulls wygrali 115 spotkań, a przegrali aż 155. Jednak najbardziej niepokojący był fatalny początek bieżącego sezonu i to właśnie on przyczynił się do zwolnienia szkoleniowca. Klub poinformował o tym m.in. na Twitterze. 

Zaledwie pięć zwycięstw w 24 meczach to jeden z najsłabszych bilansów w całej lidze, Bulls ciągną się więc w jej ogonie. W Konferencji Wschodniej zajmują 14. miejsce. Gorsze jest tylko Cleveland Cavaliers. Kibice coraz bardziej zdecydowanie żądali od władz klubu zdecydowanego działania, bo Hoiberg zupełnie zawiódł pokładane w nim nadzieje.

 

- To nie są łatwe decyzje. Uważam jednak, że podejmujemy ją w odpowiedni momencie, bo przede wszystkim chcemy rozwijać nasz zespół. Chciałbym jednocześnie podziękować Fredowi za jego starania i oddanie tej drużynie - napisał w oświadczeniu John Paxson, wiceprezydent ds. koszykówki w Chicago.

 

Były koszykarz wchodził w nową rolę jako szkoleniowiec młodego pokolenia, który miał rozwijać ciekawy, ale niedoświadczony zespół. 

Tylko raz udało mu się awansować do fazy play-off, ale odpadł już po pierwszej rundzie. Pod wodzą Hoiberga nie było dobrej gry w obronie, ani w ofensywie. Zarzucano mu brak planu na odbudowanie siły "Byków". 

 

Pojawiały się też opinie, że szkoleniowiec nie zdobył szacunku zawodników, a funkcję pełnił wyłącznie dlatego, że jest dobrym znajomym  menadżera generalnego Chicago Bulls Gara Formana.

 

Według pierwszych doniesień klub z Chicago nie będzie szukać kolejnego trenera, Boylen nie jest "opcją tymczasową". Choć w NBA pracuje już ponad 20 lat, to nigdy nie prowadził drużyny jako pierwszy szkoleniowiec.