Igor Marczak: Damian Janikowski na gali KSW 46 w roli kibica. Cofnijmy się nieco w przeszłość, do Twojej walki z Michałem Materlą. Jakie wnioski wyciągnąłeś po przegranej?

Damian Janikowski: Myślałem, że nerwowo się nie będę spalał. W tej walce to jednak wyszło. Pierwszą zmianą po pojedynku było powołanie do naszego klubu psychologa. Jeśli chodzi o trening, to cały czas się rozwijam. Cofam się do podstaw, których nie robiłem, bo od razu z zapasów przeszedłem na grupę zawodową i musiałem się bić i bronić.

Jak wygląda praca tego wspomnianego psychologa w Waszym klubie?

Widzimy się codziennie. Na początku starał się ze mną zaprzyjaźnić, oglądał też moje treningi i podpowiadał. Od strony psychologicznej to on za dużo nie pracuje. Bardziej uczy mnie kontroli, opanowania oddechu i przede wszystkim cierpliwości.

W kategorii średniej na razie czekasz zapewne na rozstrzygnięcie walki Scott Askham - Michał Materla. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Najprawdopodobniej na pierwszej gali po nowym roku będę walczył i czekał na finał pojedynku Askhama z Materlą. Później zobaczymy jak szefowie KSW będą rozdzielać walki.

Do KSW przychodzi Szymon Kołecki i w pierwszej walce zmierzy się z Mariuszem Pudzianowskim. Jak przewidujesz to starcie?

Na pewno Szymon jest solidnym zawodnikiem. Widać, że staranie odrabia lekcje, wiele się nauczył. Mariusz będzie miał ciężko. On jednak zawsze powtarza, że poświęcił MMA dużo czasu i doświadczenie zrobi swoje. Młodością, szybkością i siłą dominuje Kołecki, ale doświadczenie jest po stronie Pudzianowskiego.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.