Katastrofalna nieskuteczność Polek w pierwszej połowie przesądziła o ich trzeciej porażce i wyeliminowaniu z turnieju finałowego ME. Nie pomogła świetna postawa w bramce Adrianny Płaczek (42 proc. udanych obron), ani znakomita dyspozycja strzelecka Kingi Grzyb, która jako jedyna w ekipie biało-czerwonych rzadko myliła się w ataku.

 

Podopieczne trenera Leszka Krowickiego po przerwie zaprezentowały się dużo lepiej. Dość nieoczekiwanie odrobiły straty i w 53. minucie objęły na chwilę prowadzenie (19:18). Ich gra wreszcie mogła się podobać, ale to nie wystarczyło do sukcesu. Polki, by awansować, musiały wygrać różnicą co najmniej czterech bramek lub zdobyć dwa punkty i liczyć, że w ostatnim spotkaniu grupowym Serbia nie przegra z Danią. Porażka ze Szwedkami od razu pozbawiła je złudzeń.

 

W pierwszej części oba zespoły popełniały mnóstwo błędów, choć Polki znacznie więcej. Gdyby wykorzystały świetną dyspozycję Płaczek, która broniła z prawie 50-procentową skutecznością, powinny objąć wysokie prowadzenie. Jednak były nieporadne w ofensywie, zaliczyły bardzo dużo strat, rzucały niecelnie bądź ich akcje kończyły się na Filippie Idehn, która też wielokrotnie popisywała się udanymi interwencjami.

 

Przez kwadrans, między ósmą a 23. minutą biało-czerwone nie zdobyły gola. Ale i rywalki zaliczyły dwa ośmiominutowe przestoje bez trafienia.

 

Po przerwie bramki padały znacznie częściej - na strzelenie pięciu goli, czyli tylu ile w całej pierwszej połowie, Polki potrzebowały... pięciu minut. Kwadrans przed końcem spotkania rozpoczęły serię czterech bramek z rzędu i od stanu 13:17 doprowadziły, po udanej akcji najskuteczniejszej na boisku Grzyb, do wyrównania w 49. min (17:17). Potem na krótko wyszły na prowadzenie, ale Szwedki jednak na tyle opanowały nerwy, że udało im się w końcówce utrzymać korzystny wynik.

 

Po meczu trener reprezentacji Leszek Krowicki powiedział: - Walczyliśmy do końca i za to należą się dziewczynom wielkie pochwały. W pierwszej połowie nie wykorzystaliśmy sporej liczby dogodnych sytuacji, które sobie wypracowaliśmy. Generalnie graliśmy dobrze w obronie, przy olbrzymim wkładzie bramkarki Adrianny Płaczek. Przegraliśmy na pewno z bardzo dobrym zespołem i pokazaliśmy, że drugie połowy wcale nie muszą być gorszymi fragmentami w naszym wykonaniu. Trochę skandalicznie zakończył się ten mecz, bowiem miałem jeszcze jeden czas do dyspozycji, niestety na tablicy ukazała się błędna informacja, gdyż to kolega ze Szwecji wykorzystał trzy czasy. To mi zabrało poważny argument, żeby ustawić odpowiednio grę w końcówce. Przy stoliku sędziowskim nikt nie chciał się przyznać do błędu, a to w takim meczu było dość istotne.

 

W podobnym tonie wypowiadała się rozgrywająca reprezentacji Polski Karolina Kudłacz-Gloc: - Sport jest bardzo brutalny. Uważam, że zasłużyłyśmy przynajmniej na jeden punkt w tym meczu. Pierwsza połowa nie była najlepsza w naszym wykonaniu. Grałyśmy bardzo krótkie akcje, indywidualne, nie udawało się nam wypracowywać dobrych pozycji dla koleżanek, co na pewno poprawiłyśmy w drugiej części. Piłka chodziła szybciej, było więcej ruchu. Grałyśmy zespołowo, każda dostawała szanse, przez co rywalkom trudno było skupić się na pojedynczej zawodniczce. Fantastycznie grałyśmy w obronie, przecinałyśmy podania, zamykałyśmy koło, biegałyśmy bardzo mocno po boisku, do tego świetnie pomagała nam nasza bramkarka. 

 

Polska - Szwecja 22:23 (5:10)

 

Polska: Adrianna Płaczek - Aneta Łabuda 2, Monika Kobylińska 3, Kinga Grzyb 9, Sylwia Matuszczyk 1, Karolina Kudłacz-Gloc 2, Aleksandra Zych 1, Joanna Drabik 2, Aleksandra Rosiak, Joanna Wołoszyk, Kinga Achruk 2, Ewa Urtnowska.

 

Szwecja: Johanna Bundsen, Filippa Idehn - Olivia Mellegard 1, Carin Stromberg 1, Linn Blohm 2, Jamina Roberts 1, Louise Sand 2, Mathilda Lundstrom, Daniela Gustin 2, Anna Lagerquist 1, Isabelle Gullden 1, Hanna Blomstrand 4, Nathalie Hagman 4, Mikaela Massing 1, Sabina Jacobsen, Jenny Alm 3.