I z tej trójki tylko 29-letni Joshua (22-0, 21 KO) ma na koncie same zwycięstwa. 33-letni Wilder (40-0-1, 39 KO) i 30-letni Fury (27-0-1, 19 KO) w ostatniej walce zanotowali remis, ale obaj wciąż mają prawo myśleć o skutecznej rywalizacji z Joshuą. Co więcej nie brakuje głosów, że Wilder i Fury byliby faworytami w starciu z najbardziej utytułowanym dziś pięściarzem wagi ciężkiej. 

 

Pozwolę sobie mieć inne zdanie, osobiście stawiałbym jednak na Joshuę w takich konfrontacjach, choć twierdzę że byłyby to dla niego bardzo ciężkie walki i żadnego scenariusza z góry bym nie wykluczał.

 

Wilder w walce z Furym potwierdził, że bije bardzo mocno i do końca jest niebezpieczny, ale ma też wady, o których przed walką w Los Angeles mówił trener Tysona. Anglik jest pięściarzem bardzo niewygodnym, o czym opowiadał mi między innymi Mariusz Wach, znakomicie wykorzystującym swoje parametry fizyczne i mobilność. Pamiętajmy też jak długą miał przerwę, co w tym czasie robił, i ile później musiał zbijać kilogramów. Ma jednak dopiero 30 lat, ale jeśli nie będzie o siebie dbał, to kiedyś zapłaci wysoką cenę za taką rabunkową gospodarkę własnego organizmu.

 

Jeśli jednak postawi na boks, tak jak ostatnio, to stać go na więcej niż w starciu z Wilderem. A to może oznaczać tylko jedno: kłopoty jego przeciwników. 13 kwietnia 2019 roku Eddie Hearn zarezerwował dla Joshui Wembley. Kto będzie jego rywalem ? Ze sportowego punktu widzenia najlepiej, gdyby zmierzył się z Wilderem lub Furym, ale być może obaj skorzystają z opcji rewanżu, który z pewnością sprzeda się jak świeże bułeczki. 

 

Nie można jednak wykluczyć innych scenariuszy. Interes i tak się kręci, więc coś mi się zdaje, że na megahit z udziałem Joshui przyjdzie jeszcze trochę poczekać. 22 grudnia rewanżowy pojedynek jego rodaków, Dilliana Whyte’a z Dereckiem Chisorą, która być może wyłoni kolejnego przeciwnika dla Anthony’ego. A przecież jest jeszcze Amerykanin Jarrell Milller, bardzo chętny do konfrontacji z każdym z tej trójki, ale chyba najbardziej z Joshuą.

 

W kolejce do Wildera stoi Dominic Breazeale, na swoją wielką szansę czeka nasz Adam Kownacki, ale najpierw musi w styczniu pokonać Geralda Washingtona. No i jest oczywiście znakomity Kubańczyk Luis Ortiz, wprawdzie coraz starszy, ale wciąż niebezpieczny dla każdego, co pokazała jego walka z Wilderem.

 

A gdyby tak jeszcze wrócił z emerytury Władimir Kliczko, na jedną walkę, za bardzo duże pieniądze? Osobiście w to wątpię, choć wiem, że w tym biznesie niczego nie można wykluczyć.

 

W dalszej perspektywie są jeszcze medaliści ostatnich igrzysk w wadze superciężkiej. Wicemistrz olimpijski z Rio de Janeiro, Anglik Joe Joyce (7-0, 7 KO), ma już 33 lata, więc narzucił sobie wysokie tempo i będzie jak najszybciej chciał konfrontować się z czołówką. Wielki potencjał ma znacznie młodszy, 26-letni, brązowy medalista olimpijski, Chorwat Filip Hrgović (6-0, 5 KO), ale sądzę, że w dużej walce zobaczymy najwcześniej pod koniec przyszłego roku. Jego rówieśnik, dwumetrowy mistrz olimpijski, Francuz Tony Yoka, na razie odpoczywa od boksu zdyskwalifikowany za unikanie kontroli dopingowych, ale to też kandydat do zawodowych tytułów.

 

Jak widać kolejka jest coraz dłuższa, a waga ciężka coraz ciekawsza. I to cieszy najbardziej. Na razie rządzi nią trójka dużych mężczyzn: Joshua, Wilder i Fury, i chyba na jakiś czas tak zostanie.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Januszem Pinderą.