W czwartkowym meczu Pucharu Włoch rozgrywanym na Stadio Luigi Ferraris prowadzenie nieoczekiwanie objęli goście. Stało się to w 20. minucie za sprawą trafienia Simone Icardiego. Jednak na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Sześć minut później arbiter prowadzący to spotkanie, Valerio Marini podyktował wątpliwy rzut karny. Do jedenastki podszedł Piątek, który pewnie go wykonał. Najlepszy snajper ekipy z Genui, tym samym strzelił swojego piątego gola w rozgrywkach Coppa Italia.

 

Po przerwie Piątek i spółka nie potrafili udowodnić wyższości piłkarskiej nad trzecioligowcem. Ku zdziwieniu wszystkich zgromadzonych na stadionie, to przyjezdni po raz drugi tego dnia wyszli na prowadzenie. W 83. minucie po raz drugi doświadczonego Federico Marchettiego pokonał Icardi.

 

Wydawało się, że dwie bramki pochodzącego z Rzymu 22-latka wystarczą do sensacyjnego wyeliminowania Genoi przez ekipę z Serie C. Gdy jednak widmo odpadnięcia zajrzało głęboko w oczy podopiecznym Ivana Juricia, z pomocą przyszedł... sędzia. Marini po raz drugi odgwizdał rzut karny dla genueńczyków.

 

W 86. minucie jedenastkę po raz drugi pewnie wykonał Piątek, który jednocześnie strzelił swojego szóstego gola w drugim meczu w Pucharze Włoch. Polski snajper w trzeciej minucie doliczonego czasu znalazł się w wybornej sytuacji, żeby przesądzić losy czwartkowej rywalizacji. Jego uderzenie ku rozpaczy miejscowych fanów było niecelne i do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka oraz jak się później okazało również rzuty karne.

 

W pierwszym kwadransie dogrywki kolejną kapitalną sytuację miał znowu Piątek. Tym razem jego uderzenie zatrzymało się na poprzeczce bramki gości. Virtus, którego barw w sezonie 2014/15 bronił polski obrońca Mateusz Lewandowski, również wykreował sobie świetną okazję. Jednak Marchetti popisał się wyborną interwencją. Podobnie jak w 114. minucie, gdy wykazał się znakomitym refleksem.

 

Cztery minut wcześniej nim były bramkarz reprezentacji Włoch uratował swoją ekipę, trzecią bramkę dla Genoi zdobył Gianluca Lapadula. 28-letni napastnik był faulowany w polu karnym i sędzia po raz trzeci wskazał "na wapno". Tym razem nie Piątek, a sam poszkodowany wykonał stały fragment gry. Włoch peruwiańskiego pochodzenia uderzył nie do obrony, choć w sam środek, bowiem bramkarz rzucił się w lewą stronę.

 

W samej końcówce Genoa mogła podwyższyć wynik potyczki na 4:2, ale strzał Piątka trafił w słupek. Niewykorzystana sytuacja zemściła się w 122. minucie! Wtedy węgierski zawodnik Krisztian Adorjan strzałem głową wyrównał zdobył bramkę na 3:3!

 

W serii rzutów karnych swoją próbę perfekcyjnie wykonał Piątek. Jednak Lapadula, który ponownie uderzył w środek, został skarcony. Ostatecznie rzuty karne lepiej wykonywał trzecioligowiec, który awansował do kolejnej fazy Pucharu Włoch. W 1/8 finału Coppa Italia, ekipa z Serie C zmierzy się Romą.