A wcześniej miał Anglika cztery razy na deskach. Trzy razy po lewych hakach na korpus i raz po prawym na szczękę. Najpierw dwa razy w pierwszym starciu, później dwukrotnie w trzecim i sędzia ringowy przerwał walkę. Tym samym "Canelo" odebrał Anglikowi pas regularny WBA, który Fielding zdobył wygrywając w Niemczech  przed czasem z Tyronem Zeuge, w lipcu tego roku.

 

Byłbym jednak ostrożny z nazywaniem Alvareza mistrzem świata wagi superśredniej. Prawdziwym czempionem WBA jest rodak Fieldinga, Callum Smith, a Meksykanin co najwyżej wicemistrzem. Swoją drogą czas wreszcie skończyć z tymi półpaskami (regular, interim, w zawieszeniu itd.), bo tylko zamazują obraz i sprawiają, że mniej zorientowani w meandrach tej dyscypliny po prostu się gubią i nie wiedzą o co chodzi.

 

Ci, którzy liczyli że Fielding dotrzyma obietnicy i zaszokuje świat, byli naiwni. To była bezpieczna opcja dla Alvareza, który prawdopodobnie 4 maja walczyć będzie w Las Vegas z Danielem Jacobsem (był w MSG) lub Giennadijem Gołowkinem.

 

Myślę, że z tym pierwszym zmierzy się w maju, a we wrześniu, w kolejne meksykańskie święto, z Kazachem, by dopełnić trylogii z "GGG".

 

Warunki fizyczne nie wygrywają. Kilkanaście centymetrów przewagi wzrostu i zasięgu ramion nie pomogło Fieldingowi. Anglik był bezradny w starciu z Meksykaninem, nie potrafił się bronić przed ciosami na korpus, którymi "Canelo" ustawił sobie walkę zaraz po pierwszym gongu. Statystyki są brutalne dla Anglika. Alvarez trafił 73 ze 141 zadanych ciosów (52 proc), a Fielding tylko 37 ze 183 (20 procent).

 

Teraz Fielding twierdzi, że Alvarez jest w stanie walczyć o wygraną z każdym w wadze superśredniej, ale jestem gotów przyjąć zakład, że Meksykanin wróci w przyszłym roku do wagi średniej, gdzie jest mistrzem dwóch organizacji, WBC i WBA.

 

Z pewnością wrażenie robi też ponad 20 tysięcy widzów w Madison Square Garden. Od marca 1999 roku, od walki Lennoxa Lewisa z Evanderem Holyfieldem nie było tam tylu ludzi. Ale to potwierdza jedynie skalę popularności Alvareza.

 

Tydzień temu, Ukrainiec Wasyl Łomaczenko, według magazynu "The Ring" najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie, stoczył pojedynek unifikacyjny w wadze lekkiej z Portorykańczykiem Jose Pedrazą w MSG Theater, która mieści ok. 6 tysięcy widzów.

 

Dużej hali nie zapełniał nawet Miguel Angel Cotto, który w Nowym Jorku witany był szczególnie gorąco, a "Canelo" zrobił to w debiucie.