12 zdobytych punktów w grupie Ligi Mistrzów, którą zgodnie nazwano „grupą śmierci” daje pańskiej drużynie po 10 kolejkach piątą lokatę. Czy to dorobek, który pana zadawala?

 

Tałant Dujszebajew: Jestem w stu procentach zadowolony z postawy zespołu, choć oczywiście jest też niedosyt. Przegraliśmy przecież tylko jedną bramką wyjazdowe spotkania w Veszprem i Skopje, więc mogliśmy mieć cztery punkty więcej. Ale musimy pamiętać, jakie problemy mieliśmy przed i w trakcie sezonu. W Kielcach w wakacje rozgrywane były młodzieżowe mistrzostwa świata kobiet i nie mieliśmy optymalnych warunków do przygotowań. Do tego doszły kontuzje w trakcie sezonu. Biorąc to wszystko pod uwagę możemy być zadowoleni z tego co osiągnęliśmy. 12 punktów w grupie, w której jesteśmy to dobry wynik.

 

Wspomniał pan o kontuzjach w drużynie. Urazy dotknęły czołowych zawodników, jak Luka Cindric, Michał Jurecki, Marko Mamic, Mariusz Jurkiewicz czy Władysław Kulesz. W żadnym meczu nie zagraliście w pełnym składzie. To chyba pokazuje, że możliwości tego zespołu są dużo większe?

 

Można raz zrobić niespodziankę i zaskoczyć rywali grając z moim synem Aleksem na środku rozegrania czy Blazem Jancem na prawym rozegraniu, ale to są rozwiązania krótkofalowe. Dlatego jestem dumny z chłopaków, jak walczyli i jak grali. Mogliśmy szukać usprawiedliwień i mówić, że jesteśmy w grupie śmierci, że mamy kontuzjowanych graczy. Ale mimo kłopotów widać było charakter i siłę tej drużyny. Pokazał to mecz w Veszprem, gdzie grając w bardzo okrojonym składzie byliśmy o krok od zwycięstwa.

 

- W wyjazdowym spotkaniu z Barcą na początku przegrywaliśmy pięcioma bramkami, ale zredukowaliśmy przewagę rywala do jednego trafienia. Później oni znowu nam odskoczyli, ale znów potrafiliśmy zmniejszyć straty. Nawet jak zespół z Katalonii prowadził już 29:22, to nie poddaliśmy się. Tak było w każdy meczu. Może jeszcze w niektórych momentach zabrakło umiejętności, ale charakteru tym chłopakom nie można odmówić. To drużyna, która się nigdy nie poddaje.

 

Przed sezonem kielecki zespół został poważnie odmłodzony i chyba tego doświadczenia zabrakło w decydujących momentach niektórych spotkań. Widać to było zwłaszcza w końcowych minutach wyjazdowej konfrontacji w Skopje (VIVE przegrało z Vardarem 27:28).

 

Zgodzę się z panem, że tego doświadczenia wtedy nam zabrakło. Nie szukam usprawiedliwień dla tej porażki, ale jeśli chodzi o ten mecz, to pewnych rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć. Właścicielem klubu ze Skopje jest Rosjanin, który jest dyrektorem związku piłki ręcznej w Rosji. Pięciu, sześciu zawodników Vardaru do Rosjanie, ale EHF (Europejska Federacja Piłki Ręcznej – PAP) wyznacza do tego pojedynku sędziów z tego kraju. Ktoś może powiedzieć, że ten mecz sami przegraliśmy i będzie miał rację, bo nie wykorzystaliśmy wielu stuprocentowych sytuacji. Ale uważam, że takie rzeczy nie powinny się zdarzać.

 

Przed sezonem zapowiadał pan walkę o pierwsze miejsce w grupie, ale prześcignięcie ekipy z Barcelony jest w tej chwili mało prawdopodobne. Natomiast już druga lokata na koniec fazy zasadniczej wydaje się chyba jak najbardziej realnym celem do zrealizowania?

 

Hiszpanie to w tej chwili jeden z najlepszych zespołów świata. Przegraliśmy z nimi w tym sezonie dwa razy. Ale przypomnę, że w Barcelonie zagraliśmy bez Jureckiego, Kulesza i Mamica. W rewanżu we własnej hali oprócz Michała i Marko nie było też Luki Cindrica, a dla białoruskiego rozgrywającego był to jeden z pierwszych meczów po kontuzji. Spotkanie w Kielcach przegraliśmy 36:42, ale nawet po takim pojedynku mogę być zadowolony z naszej postawy, bo zespół dał z siebie wszystko. Do końca rozgrywek grupowych pozostały nam jeszcze cztery mecze. Jak tylko ominą nas kolejne kontuzje, a zawodnicy po urazach wrócą do gry, to będziemy się prezentowali jeszcze lepiej niż w pierwszej części sezonu. Druga lokata w grupie to cel jak najbardziej w naszym zasięgu.

 

Niekwestionowanym liderem kieleckiego zespołu w tej rundzie był pana syn Alex, a przecież wobec kontuzji Cindrica musiał grać na środku rozegrania, nie na swojej nominalnej pozycji. Nie tylko zdobywał sporo bramek, ale umiejętnie kierował grą zespołu. Jego dokonania muszą budzić szacunek.

 

Alex daje nam inne rozwiązania, jak w swoim czasie było z Ivanem Cupicem czy teraz z Mateuszem Jachlewskim, który jako skrzydłowy potrafi grać na środku rozegrania, czy Michał Jurecki, który grał na prawym rozegraniu, kiedy nam brakowało zawodników na tej pozycji, albo na kole. Poświęcenie dla drużyny to atuty zawodników, których mamy, dlatego mamy świetną atmosferę w klubie, każdy pomaga każdemu. Chowa swoje ambicje w kąt i pomaga drużynie. To podstawa tego, co wybudowaliśmy w Kielcach przez ostatnie lata. Ten zespół jest jak jedna rodzina.

 

Przed sezonem do zespołu przyszło siedmiu nowych zawodników, w większości młodzi gracze. Jednym z nich jest Białorusin Arciom Karalek, o którym jeszcze przed sezonem mówił pan, że to chłopak, który ma papiery na to, żeby za kilka lat być jednym z najlepszych obrotowych na świecie. Jego dotychczasowe mecze chyba utwierdziły pana w tym przekonaniu?

 

Na pewno, ale pamiętajmy, że to bardzo młody chłopak, który ma dopiero 22 lata. To jest dopiero jego pierwszy sezon w Lidze Mistrzów. Brakuje mu jeszcze doświadczenia, robi postępy. Ale podobnie jak inni miał w trakcie tego sezonu bardzo dobre mecze, ale też zdarzały mu się gorsze spotkania. Ta stabilność przyjdzie z czasem, ale Arciom już teraz jest jednym z filarów naszego zespołu.

 

Arkadiusz Moryto - sporo było obaw o podstawę tego młodego zawodnika, który przyszedł z Zagłębia Lubin do klubu, który gra o zupełnie inne cele. Czy z jego postawy też jest pan zadowolony?

 

Kiedy w 2017 roku wziąłem go na mistrzostwa świata, dopiero od trzech miesięcy grał w ekstraklasie. Wszyscy wtedy mnie krytykowali, że na tak poważną imprezę zabieram tak niedoświadczonego zawodnika. To młody chłopak, który ma naprawdę predyspozycje do tego, aby być szczypiornistą światowej klasy. Na początku sezonu na pewno było mu bardzo trudno, ale widziałem, jak ciężko pracował. Z każdym meczem prezentuje się coraz lepiej, ale jeszcze nie jest na tyle doświadczony, żeby już teraz o nim powiedzieć, że jest światowej klasy zawodnikiem. Ale papiery na to ma. Podobnie jak Daniel Dujshebaev, Kulesz czy Karalek – ale przed nimi jeszcze dużo pracy.

 

Wspomniał pan o Władysławie Kuleszu. Białorusin swój pobyt w Kielcach zaczął bardzo pechowo, dosyć długo był kontuzjowany. Ale w rewanżowym meczu z Barcą Lassą wszedł na parkiet i z marszu rzucił sześć bramek. Tym występem chyba potwierdził, że drzemią w nim olbrzymie możliwości?

 

Dlatego podpisaliśmy z nim kontrakt, bo widzimy, że ma spory potencjał na przyszłość. My budujemy zespół na przyszłość. Oczywiście cały czas walczymy o mistrzostwo i Puchar Polski, oraz w Lidze Mistrzów, ale myślimy już o kolejnych latach. Drużyna, która wygrała Ligę Mistrzów w 2016 roku była budowana przez lata, jeszcze przez Bogdana Wentę i Bertusa Servaasa. Później ja kontynuowałem to, co oni zaczęli. Ta ekipa w ciągu czterech lat trzy razy zagrała w Final Four. Teraz budujemy nową drużynę. Może przespaliśmy kilka lat, bo tę zmianę pokoleniową mogliśmy zacząć wcześniej.

 

- Chciałbym jednak, żeby ludzie zrozumieli, że nie da się zbudować zespołu w ciągu trzech czy sześciu miesięcy. Mamy bardzo zdolnych szczypiornistów, jak Blaz Janc, Moryto, Kulesz, Karalek, Daniel Dujshebaev, czy Branko Vujovic, który też jest naszym zawodnikiem. To jest nasza przyszłość, ale potrzebują czasu i zebrania doświadczenia, grając z takimi asami jak Mateusz Jachlewski, Alex Dujshebaev, Luka Cindric czy Michał Jurecki. Najprawdopodobniej ten zespół będzie miał możliwość wygrania Ligi Mistrzów w 2020, 21 roku. Mamy długofalowy plan, nie myślimy tylko o tym, co jest teraz.

 

Z Celje Pivovarna Lasko wrócił wcześniej drugi z pana synów Daniel. Prezes Servaas zapowiedział już, że grający w tym klubie Branko Vujovic za rok także wróci do Kielc. Widać, że obu zawodnikom wypożyczenie do zespołu mistrza Słowenii wyszło na dobre, nabrali doświadczenia, które mogą teraz wykorzystać grając w VIVE.

 

T.D.: Daniel wrócił do nas wcześniej, bo w zespole mieliśmy sporo kontuzji. Chciałem mu bardzo podziękować nie jako synowi, ale zawodnikowi. Mógł zostać w Celje, bo był bardzo zadowolony z pobytu na Słowenii. Przyszedł do nas i w ciągu 24 godzin był już na treningu, a dwa dni później zagrał już w pierwszym meczu. Ale to zawodnik na przyszłość, dlatego go wypożyczyliśmy. Chcieliśmy, żeby on i Branko nabrali doświadczenia. W VIVE zawsze walczymy o jak najwyższe cele, dlatego dla Daniela to będzie bardzo trudny rok. On musi znać swoje miejsce, swoją rolę w drużynie. Dla niego na początku nie liczy się Liga Mistrzów, ale musi dać odpocząć naszym najważniejszym zawodnikom w meczach polskiej ekstraklasy.

 

- Jeszcze raz powtórzę, Daniel nie jest zawodnikiem na dziś, jest przyszłością tego klubu. Jeśli za rok przyjdzie do nas Branko, to nie oczekujmy od niego, że ma dla nas wygrać Ligę Mistrzów. Musi być pomocnikiem, nabrać doświadczenia najpierw w polskiej lidze. Jeśli będzie doskonalił swoje umiejętności i szedł do przodu, to za kilka lat może stanowić o sile tej drużyny.

 

Nie mówiliśmy jeszcze nic o polskiej ekstraklasie, ale tutaj od lat nic się nie zmienia. Na czele klub z Kielc, a później długo, długo nic. Nawet przetrzebiona kontuzjami kielecka drużyna była poza zasięgiem krajowych rywali. Nie najlepiej to chyba świadczy o kondycji i poziomie polskiej ligi?

 

Przede wszystkim gratulacje dla mojego zespołu, bo w niektórych meczach graliśmy mając zaledwie 10 zawodników do dyspozycji. Tak było w spotkaniu z Górnikiem Zabrze czy z Gwardią w Opolu. Ale my nie mamy w zwyczaju płakać i narzekać na zły los - idziemy do przodu i gramy. Ale co do tego, co dzieje się za naszymi plecami nie zgadzam się z panem. Rywalizacja o miejsca od drugiego do piątego jest bardzo ciekawa i trudno w tej chwili przewidzieć, jak będzie wyglądała klasyfikacja na koniec sezonu. Ale to dobrze. Im więcej będziemy mieli silnych drużyn, tym z większym optymizmem możemy patrzeć na rozwój polskiej piłki ręcznej. Skorzysta na tym nie tylko liga, ale również reprezentacja narodowa.

 

-

 

Tałant Dujszebajew pracuje w kieleckim klubie od 2014 roku. Pod jego wodzą VIVE zdobyło pięciokrotnie mistrzostwo i Puchar Polski, a w 2016 zespół triumfował w Lidze Mistrzów. Rok wcześniej kielczanie zajęli w tych rozgrywkach trzecie miejsce. W październiku ubiegłego roku przedłużył kontrakt do 2023 roku.