Jerzy Mielewski: Powiedziałeś, że spóźniłeś się cztery lata, ale jesteś. Oznacza to, że przeżyłeś tę sytuację i ona gdzieś ci ciążyła?

 

Bartosz Kurek:  Oczywiście, że tak. Ciążyła przez pierwsze miesiące, pierwsze tygodnie bardziej to na mnie działało. Później poukładałem sobie całą tę sytuację w głowie i używałem tego jako paliwa do tego, żeby jeszcze ciężej pracować i jeszcze więcej z siebie dać. Teraz, z perspektywy czasu pięknie się na to patrzy i wszystko wygląda fajnie. Ta historia się napisała i jest według mnie znakomita. Te lata nie były jednak dla mnie najłatwiejsze. Tylko z pomocą bliskich i z wiarą we własne siły udało mi się dotrzeć tutaj, gdzie jestem.

 

Domyślam się, że po tym, co się stało w 2014 roku chciałeś jak najszybciej oddać. Jak sportowiec. Los sportowy był jednak trudny, nie udało się na igrzyskach, mistrzostwa Europy też przyniosły porażkę. Wytrzymałeś to. Nie poddałeś się i walczyłeś.

 

Wytrzymałem, ale po drodze też się dużo nauczyłem. Na początku igrzyska olimpijskie w Rio były moim celem. Tam chciałem przegnać złe demony, odkuć się i pokazać, że ta drużyna może wygrywać wielkie rzeczy również ze mną w składzie. Tej chęci było za dużo, nie było równowagi i na boisku, i w moim życiu prywatnym, bo siatkówka przysłaniała mi w tamtym momencie wszystko. Teraz jest naprawdę fajnie. To, że wygraliśmy te mistrzostwa, jest wypadkową wielu rzeczy, ale też takiej równowagi, którą udało się osiągnąć nam, jako zespołowi i mi w życiu.

 

Vital Heynen na pewno nie nauczył Bartosza Kurka grać w siatkówkę, bo jesteś świetnym siatkarzem. Natomiast wydobył z was wszystkich coś, co było schowane w ostatnich latach. Paweł Woicki powiedział, że Heynen pokazał wam inną stronę siatkówki. Ja nadal próbuję zrozumieć, jaka to jest strona i nie wiem...

 

Zawahałem się, gdy to mówiłeś, bo chyba jednak trochę nauczył mnie siatkówki. Tej innej siatkówki, w której nie chodzi tak stricte o to co wykonujemy na boisku. Pokazał nam, że różne rzeczy mają znaczenie, są ważne, by czternastu facetów współistniało i nie chciało się pozabijać, tylko by parli w jednym kierunku. To była taka trochę lekcja życia dla mnie, dla wszystkich chłopaków. Trener wymagał od nas poświęcenia, wymagał, byśmy szli za jego wskazówkami. Dla nas to była piękna przygoda, w której mogliśmy odkrywać tę siatkówkę na nowo, w której mogliśmy odkrywać siebie na nowo. To jest chyba to inne spojrzenie: siatkówka grana na boisku nie jest najważniejszą rzeczą, ale to, co dzieje się między ludźmi w drużynie.

 

Jak można tłumaczyć jego zachowanie? Wiedzieliśmy jaki on jest i ja się trochę bałem, czy wy, siatkarze ukształtowani, doświadczeni to wytrzymacie. Dziwne napady furii, bezpośrednie uwagi w czasie meczu. Podczas jednego ze spotkań mistrzostw świata Heynen podszedł do Pawła Zatorskiego i mówił mu, jak ma ustawiać nogi... Taki zawodnik, który jest już mistrzem świata, może się poczuć trochę tym dotknięty.

 

Vital jest inteligentnym facetem i wiedział, że w tej drużynie ma za sobą jej trzon, tych doświadczonych zawodników. On podał rękę, pomógł, ale my odpowiednie rzeczy wykonywaliśmy w kuluarach. Rozmawialiśmy z chłopakami w szatni. Choć potrafił skarcić w ostrych, żołnierskich słowach, dbaliśmy o to, byśmy podążali tą samą ścieżką. My wykonaliśmy swoją pracę i trener wykonał swoją pracę. Wielkość Pawła Zatorskiego polega na tym, że choć wygrał wszystko i wie wszystko, takie rady przyjmuje z pokorą i stara się z nich wyciągnąć to, co najlepsze dla niego.

 

Cała rozmowa Jerzego Mielewskiego z Bartoszem Kurkiem w załączonym materiale wideo.