Marta Ćwiertniewicz: Jak oceniłbyś finałową "dziesiątkę" plebiscytu?

 

Roman Kołtoń: Wiadomo, że każdy, kto interesuje się sportem, będzie miał własną "dziesiątkę", więc wybór jest zawsze subiektywny. Moja lista była podobna, a jednak trochę inna - kilka pozycji się zgodziło, a kilka nie. Najbardziej żałuję, że na podium nie znalazło się miejsce dla Justyny Święty-Ersetic. Ja przyznałem jej miejsce w pierwszej "trójce" i myślę, że zdecydowanie na nie zasłużyła, ponieważ nie dość, że najpierw sama wywalczyła złoty medal w biegu na 400 metrów podczas mistrzostw Europy, to jeszcze później "pociągnęła" do zwycięstwa drużynę. Sport jest jednak taki, że nieraz przychodzi zająć komuś czwarte miejsce. Wielkie słowa uznania należą się również Kamilowi Stochowi, który nie tylko wywalczył w Pjongczangu złoto, ale również pomógł drużynie stanąć na ostatnim stopniu podium. Podczas swojego typowania na pierwszym miejscu umieściłem Bartosza Kurka, ale do końca zastanawiałem się czy uda mu się zwyciężyć. Trzeba podkreślić, że to był piękny rok polskiego sportu, jeden z najlepszych jakie pamiętam, stąd też zapewne trudność wyboru.

 

Czy twoim zdaniem zabrakło kogoś w finałowej "dziesiątce"?

 

Chciałbym, żeby w przyszłości zawsze było w niej dwóch lub trzech piłkarzy. Oczywiście w tym roku nie było to możliwe ze względu na mundial, ale mimo wszystko cieszę się, ze na dziewiątym miejscu uplasował się Robert Lewandowski. Jest to przecież gwiazda światowego formatu, która pod względem liczby strzelonych goli dorównuje Lionelowi Messiemu, Cristiano Ronaldo czy Harry'emu Kane'owi. Mistrzostwa świata 2018 mu nie wyszły, ale liczę na to, że kiedyś zwycięży jeszcze w plebiscycie. Ciekawym przypadkiem jest również Andrzej Bargiel. Część osób jest zdania, że powienien on dostać "Superczempiona", ale nie być uwzględnionym w finałowej "dwudziestce". Ja uważam, że to, co zrobił jest sportem w czystej postaci i w swoim notowaniu umieściłem go bodaj na czwartym miejscu. Ze względu na swój wyczyn zasłużył on na miejsce w pierwszej "dziesiątce" bez dwóch zdań.

 

Czy jako pasjonat futbolu widzisz jakiegoś piłkarza, który w przyszłości mógłby - śladem Roberta Lewandowskiego - pojawić się w plebiscycie?

 

W 1974 roku, gdy reprezentacja Polski w piłce nożnej wygrała pierwszy medal na mistrzostwach świata, to pierwsze miejsce zajęła Irena Szewińska, a nie Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato czy Robert Gadocha. Dzisiaj pięknie pożegnaliśmy naszą "królową sportu", gdyż była ona osobą wyjątkową, absolutną mistrzynią - siedem medali olimpijskich, to niesamowity dorobek. W takich plebiscytach ludzie honorują właśnie często tych najlepszych sportowców, a nie tych najbardziej popularnych, wobec czego piłkarze mają pewnie trochę trudniej. Wyjątkiem był przed wojną Wacław Kuchar, a po niej Zbigniew Boniek, który wygrał plebiscyt w 1982 roku. Były to czasy stanu wojennego, a Boniek stał się symbolem nadziei Polaków na lepszy los. Jeżeli chodzi o młodych zawodników, to następny rok będzie bardzo ciekawy. Zarówno w kadrze U-21 jak i U-20 jest kilku piłkarzy, którzy mają szansę, by w przyszłości znaleźć się w "dziesiątce" plebiscytu.

 

Cała rozmowa z Romanem Kołtoniem w załączonym materiale wideo.