Mariusz Hawryszczuk: Jakie uczucia towarzyszą premierze filmu "Underdog" i - przede wszystkim - jaki to jest film?

 

Emma Giegżno: Muszę przyznać, że jestem bardzo zestresowana, ale o efekt akurat w ogóle się nie martwię. Mam wrażenie, że praca nad tym filmem była tak świetna, że zwyczajnie w świecie nie mógł się on nie udać. Najbardziej stresuje mnie fakt, że jest to moja premiera kinowa, więc nie wiem jeszcze gdzie mam iść, co mam robić... (śmiech), ale jestem bardzo podekscytowana.

 

Dlaczego jest to film wyjątkowy, bo są takie głosy, że opowiada on o czymś więcej niż tylko o sportach walki?


Maciej Kawulski pięknie powiedział, że ludzie do końca nie wiedzą jak wygląda życie zawodnika MMA, kojarzy im się to wyłącznie z brutalnością, a tak naprawdę wewnątrz są to wrażliwe i cudowne osoby. Ten film świetnie to pokazuje, a w dodatku opowiada o relacjach, które czasem nas tłamszą, ale później pozwalają nam "rozkwitnąć".

 

Jakim reżyserem jest Kawulski?

 

Myślę, że ma on przed sobą wielką przyszłość i nie będzie to jego ostatni film. Bardzo współpracuje on z aktorem, niczego nie narzuca, ale stara się stworzyć z nim różne alternatywy. Współpraca z nim była czystą przyjemnością.

 

Powiedziała Pani, że dobrze poznała środowisko MMA. Czy wcześniej interesowała się Pani właśnie tą materią?

 

To była dla mnie absolutna nowość! Wcześniej wszechstylowa walka wręcz kojarzyła mi się tylko z brutalnością, bólem i krwią, ale teraz wiem już, że zawodnicy nie skrzywdziliby tak naprawdę motylka na ziemi, choć walka jest ich pasją i pracą.

 

Cała rozmowa z Emmą Giegżno w załączonym materiale wideo.