Maciej Turski: Do gali FEN 23 pozostała ostatnia prosta. Nawet na treningu medialnym było widać, że jesteś w doskonałej formie. Prędkość wyprowadzania przez Ciebie ciosów naprawdę imponowała.

 

Szymon Dusza: Bardzo zależało mi na tym, żeby na treningu medialnym trochę się "przepalić". Do gali zostało zaledwie kilka dni, więc muszę usuwać glikogen z moich mięśni. Dlatego też potraktowałem trening medialny jak normalną jednostkę treningową. Na szczęście moje przygotowania przebiegły bez żadnej kontuzji i myślę, że widać po mnie dużą pewność siebie, także po prostu wejdę i zrobię swoje.

 

Dużo mówisz o kwestiach związanych z organizmem i nikogo nie powinno to dziwić, gdyż jesteś przecież zawodnikiem zbijającym sporo kilogramów przed każdym pojedynkiem. Często widać to później na ważeniach... Czy tym razem uda Ci się być w najwyższej dyspozycji? 

 

Nie będę miał żadnego problemu z wypełnieniem limitu, gdyż szczerze mówiąc obecny proces zbijania wagi jest dla mnie do tej pory jednym z najłatwiejszych. Dzieje się tak dlatego, że od mojej ostatniej walki minęło pół roku i mój organizm zdołał się w pełni zregenerować. W maju miałem z tym problem, ponieważ przyszło mi stoczyć walkę po zaledwie dwumiesięcznej przerwie i miałem wtedy duże skoki wagi. Organizm ludzki jest bowiem na tyle mądry, że w kryzysowych chwilach gromadzi wodę, by wyrównać wagę, dlatego w dniu tamtego ważenia miałem do zbicia jeszcze ponad cztery kilogramy... Faktycznie była to istna męczarnia, co przełożyło się ostatecznie na walkę. Tym razem, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, nie będę się musiał nawet dodatkowo odwadniać.

 

W zeszłym roku stoczyłeś jedną walkę w marcu, w maju zadebiutowałeś w organizacji Fight Exclusive Night, a wcześniej miałeś 2,5-letnią przerwę od zawodowego MMA, spowodowaną dwoma porażkami z rzędu. Udało ci się poukładać wszystko w głowie?

 

Ostatni rok był dla mnie bardzo udany pod względem kariery. Dopisałem do swojego rekordu jedną wygraną, ale też jedną porażkę, jednak przede wszystkim udało mi się wrócić do walczenia, z czego bardzo się cieszę. Im jestem starszy, tym mądrzej podchodzę do treningów, żywienia i tym lepiej się czuję. W tym momencie czuję się chyba nawet lepiej niż wtedym, gdy miałem dziewiętnaście lat. Póki mam z tego frajdę, to chcę walczyć i prezentować swoją formę.

 

Czy po porażce z Oskarem Somerfeldem (6-2, 5 SUB) na FEN 21 pojawił się u Ciebie głód zwycięstwa?

 

W sporcie liczy się efekt końcowy i nawet jeśli jesteś w świetnej formie mentalnej i fizycznej, ale tego najważniejszego dnia nie jesteś sobą, to później pojawia się sportowa złość i chęć udowodnienia swojej wartości. Dzięki temu było mi łatwiej wyrzec się niektórych rzeczy, a wiadomo, że okres świateczno-noworoczny nie sprzyja diecie i tego typu sprawom. Bardzo pomógł mi też mój dietetyk, dzięki któremu dopiąłem wszystko na ostatni guzik. Podczas ostatniej walki pojawił się u mnie dość duży stres, bo jednak debiutowałem w znanej organizacji, a wydarzenie było transmitowane przez telewizję.

 

Twój kolejny rywal jest pewnym fenomenem na polskiej scenie MMA, ponieważ ma w swoim rekordzie zaledwie trzy walki, a już rozdaje karty. Przyzwyczaił już do tego, że gabarytowo nie pasuje do kategorii półśredniej, ale zawsze radzi sobie z zawodnikami wyższymi i cięższymi od siebie.

 

Na pewno nie można lekceważyć Łopaczyka. Jest zawodnikiem przekrojowym, ponieważ nie wywodzi się z żadnej dyscypliny, tylko od początku trenuje każdą płaszczyznę MMA. Do tego ma dobrych trenerów i sparingpartnerów i dzięki temu zybko pnie się do góry. Oczywiście dostrzegam pewne luki w jego grze i w sobotę postaram się być od niego lepszy. Uważam, że jestem w stanie wygrać i po prostu to zrobię.

 

Cała rozmowa z Szymonem Duszą w załączonym materiale wideo.