- Takie jest pięściarskie życie. Trzeba się z tym pogodzić, trenować i nie myśleć... albo zwariujesz - mówi Polak, który miał wyjść na ring 23 lutego w Minneapolis, na gali Dirrell-Yildrim.
 
- Od listopada trenowałem w Kalifornii u Joe Goossena, mając w głowie taką datę walki z LaBombą Rodriguezem. Wszystko było pod kontrolą, dostałem zgodę na wypad świąteczny do żony i syna w Chicago. Nawet mogłem coś zjeść bo waga była ok - zaczął Fonfara.
 
- W drugim dniu pobytu w Chicago, jeszcze się nie przestawiłem czasowo… a tu telefon: Wracaj natychmiast, chcemy ciebie miesiąc wcześniej, na gali 26 stycznia z Adamem Kownackim w Barclays Center. Nawet nie pomyślałem o tym. To byłby bezsens, a ja nie jestem desperatem - dodał.
 
- Wiadomo, że stawka walki z Rodriguezem jest jasna - przegrywasz, wypadasz z obiegu. U mnie to koniec kariery. Powiedziałem, że na wariata walk nie biorę, odmówiłem. Od tego czasu znowu były przemeblowania z datami, ale najważniejsze, że rywal zostaje ten sam - Edwin Rodriguez. Obecnie w grę wchodzą dwie daty - 2 marca na gali Showtime Erislandy Lara - Brian Castano, albo 24 marca na Peterson - Lipinetz, w Maryland. Podobno mojemu trenerowi ta data pasuje najbardziej, ale...zobaczymy" - zakończył pięściarz.