Maciej Turski: Widać po Tobie duży spokój, ale w twoim przypadku to akurat norma. Czy przygotowania przeszły zatem zgodnie z planem?

 

Łukasz Pławecki: Jestem bardzo zadowolony z przygotowań. Wszystko idzie zgodnie z planem, choć nie chcę jeszcze zapeszać. Na szczęście obyło się bez kontuzji, odbyłem wszystkie obozy przygotowawcze i czekam już tylko na sobotnią walkę. Myślę, że będę w stuprocentowej formie.

 

Można o Tobie powiedzieć "człowiek-instytucja", "człowiek-firma", ponieważ prowadzisz swoją karierę niczym dobry biznes. Czy faktycznie jest tak, że całe Twoje życie kręci się wokół sportów walki?

 

Dobrze to określiłeś. Faktycznie traktuję moją karierę jak biznes, ponieważ jestem zawodowym kickbokserem i z tego żyję. Nie zarabiam tylko na walkach, ale mam też swój własny klub, organizuję gale, więc cały czas muszę dbać o wizerunek i do każdej walki przygotowywać się w stu procentach. Mam jednak czas na życie prywatne. Nie jestem jakimś świrem, który cały dzień spędza na sali treningowej.

 

Ale, by móc dojść do momentu, w którym zarabia się na życie poprzez sporty uderzane, trzeba pracować wiele lat i mieć w sobie dużo pokory. Tej ostatniej cechy chyba akurat ci nie brakuje?

 

Zajmuję się sportami walki już przeszło piętnaście lat i przez ten czas sporo musiałem poświęcić, by znaleźć się tu, gdzie jestem teraz. Cały czas mam jednak nadzieję, że moje "pięć minut" dopiero się zaczyna i szczyt kariery osiągnę za jakieś dwa lub trzy lata.

 

Będzie to już twój drugi pojedynek dla organizacji Fight Exclusive Night, gdyż 25 maja minionego roku pokonałeś we Wrocławiu Wojciecha Wierzbickiego (13-4). Co dał ci ten pojedynek?

 

Dzięki konfrontacji z Wierzbickim moja osoba została dostrzeżona - wiele osób, które na co dzień nie interesują się sportami walki, mówiło mi później, że oglądało ten pojedynek. Cieszę się też, że przyszło mi się bić w Polsce, gdyż wcześniej wiele walk stoczyłem za granicą.

 

Obecnie masz na swoim koncie sześć zwycięstw z rzędu. Gdzie jest Twój limit, jeśli w ogóle takowy posiadasz?

 

Szczerze mówiąc nie stawiam sobie jakichś ostatecznych celów. Mam kilka pomysłów na zdobycie tego czy innego pasa, ale tak naprawdę chciałbym po prostu dalej robić to, co lubię, czyli występować na dużych galach, prowadzić biznes oraz mieć poukładane życie prywatne.

 

Jakim rywalem będzie dla Ciebie Dominik Zadora?

 

Oglądałem kilka jego pojedynków i analizowałem je z trenerem. Widać, że kładzie on duży nacisk na siłę i mocno zaczyna każdą walkę oraz idzie jednym tempem do przodu. Na pewno będzie chciał wchodzić ze mną w wymiany, ale nie obawiam się jakoś bardzo jego siły. Myślę, że pięć rund może dać mu się we znaki, ale może walkę uda się nawet zakończyć wcześniej.

 

Doświadczenie będzie na pewno po Twojej stronie, ale czy obawiasz się trochę "młodzieńczej fantazji" Zadory?

 

Myślę, że największym atutem zawodnika K-1 jest właśnie doświadczenie. Młodzieńcza fantazja może się przydać, ponieważ pozwala czasem podjąć ryzyko, ale jeżeli przeciwnik jest doświadczony i widzi co się dzieje, to będzie na nią przygotowany.

 

Jakiego typu pojedynku się spodziewasz? Jaką chciałbyś dać walkę i co zaprezentować?

 

Z reguły zawsze dążę do znokautowania przeciwnika, ale jeśli mam być szczery, to tym razem nie będę szukał zakończenia walki przed czasem. Korzystniej byłoby dla mnie, gdyby walka skończyła się po pięciu pełnych rundach, ale najważniejsze, żeby podobała się ona kibicom.

 

Cała rozmowa z Łukaszem Pławeckim w załączonym materiale wideo.