Ekspert Polsatu Sport wspomniał o erze w historii siatkówki, w której głównym czynnikiem było przygotowanie fizyczne. Wiązało się to z ówczesnymi zasadami gry.

 

- Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, ale było to związane z innymi regułami. Wtedy liczyły się tak zwane "przejścia", a nie jak w dzisiejszych czasach - każdy błąd to punkt dla rywala. Mecze trwały nieraz trzy godziny lub dłużej - dlatego trzeba było mieć dobrą kondycję, aby grać na najwyższym poziomie - powiedział.


Wójtowicz nawiązał również do filmu "Kat", który opowiadał o przygotowaniach legendarnej drużyny Huberta Jerzego Wagnera do igrzysk olimpijskich w 1976 roku.


- Ekranizacja była tylko namiastką i nie oddaje tego wszystkiego co zrobiliśmy, aby dobrze zaprezentować się w Montrealu. Przerzuciliśmy tony ciężarów i wylaliśmy litry potu w górach. Ogólnie rzecz biorąc, dostaliśmy mocno w kość - stwierdził.


W czym tkwił sekret sukcesu "złotej drużyny" Wagnera?


- Mieliśmy bardzo mocną "dwunastkę". Najistotniejsza była siła zespołu. Uzupełnialiśmy się. Nie było ścisłego podziału na podstawową "szóstkę". Każdy z rezerwowych w momencie pojawienia się na parkiecie, bezbłędnie zastępował grającego wcześniej kolegę. Nie mieliśmy dziur ani luk w zespole. To był kolektyw, który trzymał się ze sobą zarówno na parkiecie, jak i poza nim - podsumował.

 

Złoty medalista mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich cofnął się pamięcią do czasów, w których kadrę przejął legendarny selekcjoner.

 

- Wagner objął stanowisko trenera reprezentacji po zakończonej świeżo karierze siatkarskiej. Większość zawodników z kadry była jego kolegami z boiska. Jednak podczas odprawy nowy selekcjoner postawił jasne warunki. Przedstawił nam swoją wizję przygotowań do najważniejszych siatkarskich imprez. Koledzy z boiska ją zaakceptowali i podporządkowali się ostrym regułom. Ja to byłem jeszcze "młodym szczawiem" i nie miałem nic do powiedzenia. Staraliśmy się jednak wypełniać założone cele i chyba nam się udało - zakończył.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.