Przejść do historii wcale nie jest tak łatwo. Czasami o powodzeniu decyduje jakiś przypadek, detal, zbieg okoliczności. Coś na ten temat mogłyby powiedzieć nasze mistrzynie Europy z 2003 roku. Turecki turniej miał fascynujący przebieg.

 

Jeszcze przed pierwszym meczem, na rozgrzewce, kontuzji nabawiła się Joanna Mirek. Później, po trzech zwycięstwach Polska przegrała z Włochami 1:3 i awans do półfinału stanął pod dużym znakiem zapytania, gdyż siatkarki Italii wcześniej uległy Holandii 0:3. Polski zespół, mimo jednej porażki w fazie zasadniczej mógł zająć dopiero trzecie miejsce w grupie, ale na szczęście z pomocą naszej drużynie niespodziewanie przyszły Bułgarki, które pokonały Włoszki 3:2. Tego absolutnie nikt się nie spodziewał, włącznie z naszą drużyną, która siedziała w hotelowym korytarzu spakowana i gotowa do powrotu do kraju. Koniec końców trzeba było wracać na boisko, co szczęśliwie skończyło się wywalczeniem złotego medalu. 

 

Tęsknimy bardzo do tamtych czasów. Do tych wcześniejszych też, mając świadomość, że dla obecnego pokolenia końcówka lat 60-tych i całe lata 70-te ubiegłego stulecia obfitujące w wielkie sukcesy, to swego rodzaju prehistoria. Przeglądając archiwalne zdjęcia czy gazety można odnieść wrażenie, że wtedy wszystko było czarno-białe, ale to przecież nieprawda. Świat i siatkówka były kolorowe, tylko zupełnie inne niż dzisiaj.


Podczas sobotniej imprezy idealnie oddały to nasze siatkarki, brązowe medalistki Igrzysk Olimpijskich z Tokio i Meksyku. To był naprawdę piękny moment, kiedy Krystyna Czajkowska-Rawska wraz ze swoimi koleżankami z zespołu oraz trenerem Benedyktem Krysikiem pojawiły się na scenie, aby odebrać pamiątkowe statuetki z okazji jubileuszu 90-lecia polskiej siatkówki.


W gronie wyróżnionych znalazła się też Krystyna Czajkowska, która dziesięć lat temu była stałym ekspertem Polsatu Sport podczas turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Nasza wybitna siatkarka nigdy nie ukrywała, że ma spory żal o to, iż osiągnięcia jej drużyny, te brązowe medale olimpijskie wywalczone ponad 50 lat temu - nie wiadomo dlaczego - pozostawały gdzieś w cieniu innych, a tu przecież mowa jest o medalach olimpijskich.


Patrząc na kobiecą siatkówkę w naszym kraju, na przestrzeni tych 90 lat, zdecydowanie najgłośniej i najwięcej mówiło się zawsze o „Złotkach” trenera Andrzeja Niemczyka. Dwa złote medale zrobiły swoje. Ten wspomniany już wcześniej z Turcji i ten wywalczony dwa lata później w Chorwacji rzeczywiście miały wyjątkowy smak.


Podobnie zresztą było z tym ostatnim medalem - nie licząc Igrzysk Europejskich w Baku - wywalczonym dziesięć lat temu na mistrzostwach Europy w Łodzi. Sam nie ukrywam, że do tego brązowego krążka mam największy sentyment, bo towarzyszyłem drużynie trenera Jerzego Matlaka na co dzień przez kilka dobrych miesięcy i widziałem na własne oczy jaką pracę wykonał zespół przed samym turniejem.


Do Mistrzostw Świata 2022 pozostało jeszcze sporo czasu, grubo ponad trzy lata. Myślę jednak, że już teraz trzeba zacząć się powoli oswajać z myślą, że oczekiwania w stosunku do naszej reprezentacji będą naprawdę duże. Tak jak dziesięć lat temu w Łodzi. I oby tak samo się skończyło, albo może nawet i lepiej.