Amerykanin przyzwyczaił już opinię publiczną do licznych problemów z komisjami antydopingowymi. Różnorakie testy kosztowały go wiele, choć za każdym razem wracał silniejszy. Tak też było ostatnio, kiedy organizacja UFC zrobiła wszystko, by Jones mógł stoczyć walkę z Aleksandrem Gustafssonem. Specjalnie dla niego galę przeniesiono z Nevady do Kalifornii. "Bones" wygrał przed czasem i odzyskał tytuł wagi półciężkiej.

 

Pierwsze testy z dnia walki pokazały dały wynik negatywny. Następnie w jego organizmie po raz kolejny wykryto zakazany turinabol, jednak Komisja Sportowa Stanu Kalifornia nie zdecydowała się na karę, gdyż już wcześniej został ukarany za to samo przewinienie.

 

Najważniejsze miało się jednak rozegrać na rozprawie sądowej w Las Vegas. Jones walczył i o dobre imię, i o pozwolenie na walkę o w stanie Nevada. Komisja Sportowa w końcu zgodziła się przyznać Jonesowi licencję na jeden pojedynek, choć ma swoje warunki. Chodzi przede wszystkim o to, że Amerykanin będzie zobligowany do przejścia minimum dwóch testów miesięcznie do końca 2019 roku.

 

Testy będą przeprowadzane przez trzy podmioty: USADA, VADA oraz Komisję Sportową Stanu Nevada. Ich wyniki mają być przesyłane bezpośrednio do Komisji bez znaczenia, gdzie Jones aktualnie przebywa.

 

Dzięki temu największa organizacja MMA na świecie ogłosiła, że 2 marca na UFC 235 Jones zmierzy się z Anthonym Smithem. Gala odbędzie się w Las Vegas.