- Wszystko u mnie dobrze. Jestem zdrowy, trenuję, a w poniedziałek zaczynam starty halowe. Mam już cały program na najbliższy miesiąc, który zwieńczę halowymi mistrzostwami Europy w Glasgow (1-3 marca - PAP). Sprawa z dłonią, która ciągnęła się przez ostatni sezon, poprawiła się. Może nie jest bardzo dobrze, ale dobrze, więc nie ma się czym przejmować - stwierdził Bukowiecki.

 

W grudniu kulomiot trenował w Portugalii, a w styczniu przez trzy tygodnie w RPA.

 

- Teraz siedzę w Polsce, ale znów nie na długo, bo rozpoczyna się karuzela startowa, a po mistrzostwach Polski pojadę na obóz do Kataru przed HME. Tak jak w ostatnich latach. Wiem, jak się czuję i na co mnie stać po odległościach uzyskiwanych na treningach. Starty, mistrzostwa, każdy mityng - wszystkie rządzą się jednak swoimi prawami. Już za chwilę się przekonam - na co mnie stać- - dodał Bukowiecki.

 

22-latek wystąpi w poniedziałek w Łodzi w mityngu Orlen Cup. 8 lutego wystartuje w mityngu IAAF World Indoor Tour w Madrycie, 12 lutego w Ostrawie, a dzień później w Poczdamie. 17 lutego rozpoczną się już mistrzostwa Polski w Toruniu, a po nich i krótkim zgrupowaniu w Katarze Bukowiecki wystartuje jeszcze w HME w Glasgow.

 

- Do Kataru pojadę już bodaj piąty raz. To sprawdzona metoda. Robi mi to dobrze. Zdecydowanie wolę siedzieć ostatnie dni przed mistrzostwami w Katarze przy słonecznej pogodzie niż w Polsce w zimnie i przy padającym śniegu - oznajmił.

 

Rok temu pomimo zmagań z kontuzją podczas Copernicus Cup w Toruniu Bukowiecki pchnął kulę na odległość 22 metrów, ustanawiając rekord kraju. Teraz przyznaje, że być może od początku sezonu nie można oczekiwać aż takich fajerwerków, ale "różnie może być".

 

Kulomiot AZS UWM Olsztyn ocenił, że jego starty często pokazują nieprzewidywalność formy. Dodał, że na szczęście wychodzi mu wszystko dobrze, gdy ma wychodzić, czyli podczas imprez rangi mistrzowskiej. W Glasgow będzie bronił tytułu mistrzowskiego z Belgradu, gdzie dwa lata temu zwyciężył z całą europejską czołówką pchając 21,97.

 

- Chciałbym, żeby moja forma była stabilna, ale trzeba pamiętać, że wygrywa się jednym pchnięciem. Jest mi potrzebny jeden "strzał", a nie sześć równych pchnięć. Oczywiście jednak im bardziej będę stabilny, tym pewniej będę się czuł - ocenił.

 

Dodał, że ma świadomość rywalizacji w konkurencji, która obecnie jest bodaj na najwyższym poziomie w historii. O pchaniu powyżej 22 metrów może myśleć na świecie nawet 8 do 10 zawodników.

 

- Dla mnie to gorzej, bo oczywiście ja chciałbym pchać jak najdalej, a rywale mogliby jak najbliżej. Wiem jednak, że wysoki poziom konkurencji przekłada się na większe zainteresowanie kibiców. Walka o medale jest bardzo trudna, ale widowiskowa - wskazał.

 

Do sezonu letniego Bukowiecki wybiegać jeszcze nie chce, bo zostało do niego sporo miesięcy. Przyznał, że startowanie przed polską publicznością jest świetnym doświadczeniem. Chciałby wystąpić w reprezentacji Polski podczas Drużynowych Mistrzostw Europy w Bydgoszczy, które odbędą się w sierpniu, ale ma świadomość, że miejsce w kadrze w jego konkurencji jest jedno, a kandydatów przynajmniej dwóch, bo Michał Haratyk jest również zawodnikiem na najwyższym światowym poziomie.

 

- W treningu przed tym sezonem wiele nie zmienialiśmy z moim tatą i szkoleniowcem w jednej osobie - Ireneuszem Bukowieckim. Ja nie jestem od komentowania przygotowań i ich sposobu, ale wykonywania pracy, którą mi tata zleca. Wierzę w jej znakomite efekty - zakończył Bukowiecki.