W środę w Toruniu rozegrany zostanie lekkoatletyczny Mityng World Indoor Tour Orlen Copernicus Cup. Święty-Ersetic rywalizowała będzie z innymi "Aniołkami Matusińskiego", a także Holenderką Lisanne de Witte oraz Szwajcarką Leą Sprunger. W tej samej serii co mistrzyni Europy wystąpi także wracająca po ciężkiej kontuzji i blisko dwóch straconych sezonach specjalistka od 800 metrów Joanna Jóźwik (AZS AWF Katowice).

 

- Nie wiem, czy sezon po wielkim sukcesie jest łatwiejszy czy trudniejszy. Być może presja jest troszeczkę wyższa, bo nie chciałabym schodzić już poniżej pewnych oczekiwań i poziomu. Staram się jednak dalej robić swoje. Jeżeli skupię się na treningach, to wiem, że będzie dobrze i będziemy mieli kolejny powód do świętowania - podkreśliła Święty-Ersetic.

 

Zawodniczka AZS AWF Katowice przyznała, że przed tym sezonem z trenerem Aleksandrem Matusińskim postanowili nieco zmniejszyć obciążenia treningowe.

 

- Niestety, przed sezonem letnim bardzo ciężkie treningi jeszcze przyjdą. One są przede mną. Do sezonu halowego podeszliśmy na spokojnie. Nie staraliśmy się nadrobić mojego dłuższego, bo blisko dwumiesięcznego, wolnego. Mam 27 lat, nie jestem więc już bardzo młodą zawodniczką i czułam zmęczenie po ciężkim poprzednim roku. Nie nastawiamy się za bardzo na halę. Wiadomo, że jakieś mocniejsze treningi były, ale nie typowo pod starty w hali. Jak zawsze postaram się jednak o jak najlepsze rezultaty - zadeklarowała podwójna mistrzyni Europy.

 

Dodała, że halowe mistrzostwa Europy w Glasgow (1-3 marca) na razie nie są celem, który sobie wyznacza. Stawka europejska jest bardzo wyrównana i w dobrej dyspozycji Polka mogłaby w Szkocji walczyć o zwycięstwo. W tej chwili liderką światowych tabel jest Rosjanka Antonina Kriwoszapka - 51,86, a druga jest Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz) - 52,13.

 

- Trudno w tej chwili cokolwiek powiedzieć o dyspozycji rywalek, gdyż wiele dziewczyn jeszcze nie biegało w tym roku. Rywalki na pewno o wiele się poprawią. Będzie na sto procent mocna paka do biegania. Jeśli nie uzyskam zadowalającego mnie rezultatu - to raczej nie planuję startu na mistrzostwach Europy. Przebiec się, aby przebiec - to nic nie daje. A w międzyczasie mogłabym trochę odpocząć i z głodem rozpocząć przygotowania do letnich startów. Być może po środowej rywalizacji w Toruniu to się zmieni, bo tak bywało w poprzednich latach - dodała z uśmiechem Święty-Ersetic.

 

Rok temu podczas Copernicus Cup podopieczna trenera Matusińskiego zajęła drugie miejsce, ale rezultatem 51,78 ustanowiła halowy rekord kraju w biegu na 400 m. Dwa lata temu zapowiadała, że na pewno nie wystartuje w mistrzostwach Europy w Belgradzie. Zdanie zmieniła po startach w Toruniu i dobrze na tym wyszła, bo w stolicy Serbii zdobyła złoto z koleżankami ze sztafety 4x400 m oraz brąz indywidualnie.

 

- Moja przerwa w treningach przed tym sezonem wynosiła dwa miesiące, ale wolnego było bardzo, bardzo mało, bo miałam pewne obowiązki po zdobyciu dwóch złotych medali. Byłam rozchwytywana medialnie. Ciągle byłam w podróży. Na wakacje jednak wyjechałam na dwa tygodnie. Spędziłam je na Kubie. Tam mogłam w końcu rzucić telefon w kąt - powiedziała.

 

Trener Matusiński powiedział, że sukces w Berlinie może tylko pomóc w rozwoju jego zawodniczki, a na pewno nie będzie przeszkodą.

 

- Bardzo często wracam do nagrań. Oglądam zarówno bieg indywidualny, jak i sztafetowy. To dla niej samej także niesamowita motywacja do pracy. Poniekąd to także presja, chociaż tak być nie powinno, bo ona nie jest robotem. Ustaliliśmy wcześniej, że tegoroczny sezon halowy potraktujemy z marszu, bo liczą się dla nas mistrzostwa świata w Doha na przełomie września i października. Jeśli wyjdzie hala - będziemy się bardzo cieszyli. Jeżeli nie - wrócimy do starych, sprawdzonych metod - przyznał Matusiński.

 

Dodał, że przygotowania Święty-Ersetic trochę się zmieniły, a zawodniczka nie miała tak dużego jak w ostatnich latach obciążenia treningowego. On starał się nie wywierać na niej presji. Przyznał, że zawsze cieszy się z "życiówek" swoich zawodników - na każdym poziomie ich kariery.

 

- Najbardziej cieszy mnie to, że Justyna jest zawsze w świetnej dyspozycji na imprezie docelowej. To na nich padają jej rekordy życiowe czy sezonu. Jeżeli będzie startowała na HME - to tam będzie w najwyższej formie. W maju ubiegłego roku Justyna pobiegła bardzo szybko i wszyscy dziennikarze pytali mnie, kiedy złamie granicę 51 sekund. Złamała ją raz, ale we właściwym momencie i to o 0,7 sekundy. Cierpliwość w sporcie jest bardzo potrzeba. Nie ma co wywierać niepotrzebnej presji. Poradzimy sobie z przygotowaniami - powiedział szkoleniowiec specjalistki od 400 m.

 

Zapewnił też, że zrobi wszystko, aby jego zawodniczka mogła złamać kolejną - magiczną dla wielu lekkoatletek - barierę 50 sekund na 400 metrów.

 

- Na to musi złożyć się wiele czynników - zdrowie, odpowiednia pogoda, warunki na stadionie i rywalki. Te będą odpowiednie podczas MŚ w Katarze. Termin jest jednak dość nietypowy. Może być tak, że tam wszystkie zawodniczki osiągną gorsze rezultaty. Postaramy się jednak zrobić tak, żeby tam bić "życiówkę" i osiągnąć najlepszy rezultat w sezonie. Wiadomo, że na tym poziomie nie bije się już rekordów co kilka dni. Potrzebna jest stabilizacja poniżej 51 sekund, a wtedy można myśleć o zejściu poniżej 50 sekund - ocenił Matusiński.