- Emocje są wielkie, bo byłam bliska złota. Gdyby nie to, że na jedno okrążenie do końca wyścigu została wypchnięta, to... No było bardzo blisko. zawsze wchodzę na lód z myślą, że chcę bieg wygrać. Tego nie wygrałam, ale wiem, że zdarzyły się rzeczy, na które nie mam wpływu. Jednak srebrny medal z czwartej pozycji startowej to sukces. Umiem wyprzedzać i umiem szybko jechać. To były moje atuty i chciałam je wykorzystać - powiedziała.

 

- To jest niesamowite uczucie myśleć, że jestem najszybsza na świecie. Wiem jednak, że za parę tygodni są mistrzostwa świata, na które też mam chrapkę. To jest główny cel jeżeli chodzi o ten sezon, a to, co się po drodze wydarzyło, te sukcesy, które odniosłam, to jest tylko dodatek. To tam ma być najlepiej, ja jadę po medal. Nie powiem po jaki, bo jaki przywiozę, taki przywiozę. Może też się stać tak, że nie przywiozę żadnego. Bo w naszym sporcie często zdarza się tak, że człowiek może być najlepiej przygotowany, być najszybszy, najlepszy, a z biegu może wyjść bez medalu. To też jest urok naszego sportu. Ja to uwielbiam, bo to działa też w drugą stronę. Można nie być w najlepszej formie fizycznej, tak jak ja byłam w piątek i sobotę. potrafiłam jednak wyjść z tego z chłodna głową i zgarnąć medal. Decyzje, które podjęłam dzisiaj, to były decyzje podjęte w ułamku sekundy. I to były najlepsze decyzje - stwierdziła.

 

- Najbardziej brakowało mi bycia systematyczną zawodniczką. Cieszę się, że teraz cały czas jestem na najwyższym poziomie, że jestem w każdym finale i w nim pokazuję się z dobrej strony - dodała Maliszewska.