Przed nimi są już tylko Janne Ahonen, Adam Małysz, świętej pamięci Matti Nykaenen, któremu podczas weekendu w Finlandii oddawano hołd na każdym kroku oraz Gregor Schlierenzauer. Austriak, wracający bardzo powoli do dyspozycji sprzed lat ustanowił w Lahti kolejny rekord. Stał się pierwszym skoczkiem, który po raz siedemnasty cieszył się za zwycięstwa w konkursie drużynowym.   
 
Nas żywo interesuje coś innego. Czy i kiedy Kamil Stoch wyprzedzi na cytowanej liście Adama Małysza? Na razie ma w dorobku sześć wygranych mniej. „Ten moment na pewno przyjdzie. Jak w nie w tym sezonie, choć tego nie wykluczam, to w następnym. Kamil jest nieprzeciętny, kompletny i bardzo dużo osiągnął, ale wciąż mu mało” – goniony na tej liście dyrektor PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej nie ma wątpliwości.
 
 
Kolejny weekend ze skokami narciarskimi – mimo indywidualnej dominacji Stocha -  okazał się jednak słodko-gorzki. W niedzielę wpadkę zaliczył Dawid Kubacki, a w sobotę nasza drużyna tylko otarła się o podium. Dwa lata temu na skoczni w kompleksie Salpausselka  sięgnęła gwiazd zdobywając złoto mistrzostw świata, tym razem finiszowała na czwartej pozycji.
 
Odkąd stery przejął Stefan Horngacher nasza eskadra dopiero po raz trzeci nie znalazła się w pierwszej trójce. Roli czwartego do brydża nie udźwignął niestety Jakub Wolny. Już po jego pierwszej próbie przyszło nam atakować podium z ósmej pozycji, suma summarum strat nie udało się odrobić. „Na pewno Jakuba bardzo to gryzło, indywidualnie zrehabilitował się w niedzielę, ale jego skoki drużynowe nie były takie jak powinny być” – ocenia Małysz. Czy dostanie szansę w piątkowym konkursie drużynowym w Willingen, który będzie próbą generalną przed kolejnymi  mistrzostwami świata? Na liście kontrkandydatów będą tylko Maciej Kot oraz wracający do kadry A Stefan Hula.
 
 
Po wspomnianej i zbliżającej się wielkimi krokami imprezie sezonu w Austrii poznamy wreszcie przyszłość austriackiego trenera. Na razie – jak mówi portalowi Polsatsport.pl – Adam Małysz temat nie jest poruszany. Teraz najważniejszy jest święty spokój przed Seefeld.
 
A reprezentanci Polski skakali w miniony weekend także w Iron Mountain i w Ljubnie. W Pucharze Kontynentalnym w Stanach Zjednoczonych nieźle spisał się Aleksander Zniszczoł. Uczestnik ostatniego Turnieju Czterech Skoczni zajął 5. i 8. miejsce. Do oby przełomowego wydarzenia doszło w Pucharze Świata  pań. W Słowenii po raz pierwszy w historii punkty w jednym konkursie zdobyły dwie nasze zawodniczki. Kinga Rajda i Kamila Karpiel zajęły odpowiednio 25. i 26. miejsce. To już temat na inne opowiadanie, ale w rodzimych skokach narciarskich kobiet wreszcie coś drgnęło.