Jasne, że to tylko jeden mecz. Wiadomo, jaka jest polska liga. Każdy tu może wygrać z każdym. Często trenerzy, wymądrzając się na konferencjach prasowych na temat strategii, wymyślnego planu czy taktyki dobranej „pod przeciwnika”, tak naprawdę nie wiedzą, dlaczego wygrali albo przegrali. Bo to loteria w rozgrywkach, w których poziom słabości jest mniej więcej na równym poziomie. Jednego dnia można rozdzierać szaty po beznadziejnym meczu, aby za tydzień prężyć pierś do orderu po efektownym zwycięstwie. W Lechu miało być jednak inaczej. Adam Nawałka, w skali naszej ligi, jawił się jako autentyczna wartość dodana. Trener, który może i potrafi robić różnicę. Jego mit, który urodził się podczas pracy z reprezentacją, mimo kiepskiego mundialu i bełkotliwego raportu o przyczynach klęski, wciąż jest jednak żywy. Dla nas wszystkich to jest po prostu gość, który potrafił rzucić Niemców na kolana, ktoś z innej planety. Po prostu musiał coś poprawić, skoro jest w klubie już grubo ponad dwa miesiące i przeszedł z zespołem cały cykl przygotowawczy.


Po to Lech ściągnął go za wielkie pieniądze, po to zgodził się na zatrudnienie ulubionego sztabu i jeszcze kilka innych historii, aby drużyna zaczęła wyglądać choć trochę lepiej, aby spróbował wycisnąć z niej ciut więcej niż Nenad Bjelica i Ivan Djurjevic. Wciąż twierdzę, że to był też kapitalny zabieg marketingowy. Entuzjazm co prawda trochę osłabł, gdy na trybuny w meczu z Zagłębiem Lubin na pierwszy mecz rozdanie przyszło ledwie 13 tysięcy widzów. Ale, ok. Na meczu lidera w Gdańsku nie było więcej, Legia też przyciągnęła w Płocku tylko osiem tysięcy widzów. Może po prostu jest jeszcze zbyt zimno.

Tyle że wszyscy oczekiwali choćby delikatnej poprawy. Już nawet nie mówię o zdobytych punktach na własnym terenie z zespołem z dolnej połówki tabeli, ale zwyczajnie lepszej gry, jakiegoś pomysłu na drużynę. Po prostu można było się spodziewać, że widoczny będzie efekt zimowych przygotowań pod okiem byłego selekcjonera. Że ten wojskowy dryl, który wprowadził, słynne wstawanie skoro świt, obowiązkowa obecność w miejscu pracy przez cały dzień, dbałość o najdrobniejsze szczegóły czy też sama praca trenera przez 18 godzin na dobę coś da.

Z tego, co zobaczyliśmy, na razie nic te zabiegi nie dały. Na usprawiedliwienie trenera trzeba dodać, że Lech nie przeprowadził zimą żadnych sensownych transferów. Że to jednak nie jest personalnie drużyna skonstruowana przez obecnego trenera.

Generalnie miało to jednak wyglądać inaczej. A przekaz po tej pierwszej kolejce w 2019 roku jest oczywisty: Ekipa Nawałki była po prostu zdecydowanie słabsza od rywala. Tak jak w letnich meczach z Kolumbią i Senegalem.

 

WYNIKI I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY