Iga Świątek zabrała głos po porażce w Roland Garros! "Spięło mnie w ciele"

Iga Świątek

Iga Świątek pożegnała się z tegoroczną edycją Roland Garros w czwartej rundzie. Polka na tym etapie musiała uznać wyższość Ukrainki Marty Kostiuk. Czterokrotna triumfatorka paryskiego Wielkiego Szlema zabrała głos po porażce na konferencji prasowej.

Tenisistka w trakcie meczu, zasłaniająca oczy dłonią, trzymająca rakietę.
fot. PAP/EPA
Iga Świątek

Do niedzieli Iga Świątek pozostawała jedyną zawodniczką w tegorocznej edycji Roland Garros, która w przeszłości triumfowała w tym turnieju. Polka dokonała tego w latach 2020, 2022, 2023 i 2024.

 

ZOBACZ TAKŻE: Ile Iga Świątek zarobiła na Roland Garros? Kwota robi wrażenie

 

Teraz już wiadomo, że Paryż będzie miał nową królową. Świątek pożegnała się ze zmaganiami w stolicy Francji. Lepsza w czwartej rundzie okazała się Ukrainka Marta Kostiuk, która triumfowała 7:5, 6:1.

 

Po spotkaniu Świątek pojawiła się na konferencji prasowej. Skomentowała swoją porażkę.

 

- To nie był dla mnie dobry dzień. Czułam się dziwnie. Mogłam zrobić wiele rzeczy trochę lepiej, ale było mi bardzo trudno utrzymać taki poziom, jaki chciałam. Popełniałam błędy, których nie chciałam. Chciałam grać bezpiecznie, lecz piłka latała wszędzie. Nagle te uczucia wróciły i próbowałam nad tym popracować, rozmawiając ze sobą, ale było ciężko. Mój poziom drastycznie spadł i grałam coraz gorzej. Na tym etapie każda przeciwniczka wykorzysta taką okazję. Gratulacje dla Marty - skwitowała.

 

Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa jest świadoma tego, co zawiodło.

 

- Zestresowałam się. Tak mnie spięło w ciele, że trudno było mi sobie z tym poradzić, przerobić to w trakcie meczu. Wiem, że przegrałam, bo byłam spięta i moje ciało nie było w stanie wykonać właściwych rzeczy. To nie pierwszy raz. Muszę nad tym popracować - jest ku temu powód i może jakieś rozwiązanie. Może to nie zająć tygodnia czy miesiąca. Być może potrwa to sezon albo dłużej. Muszę wierzyć, że dam radę to przepracować - wyjaśniła.

 

Świątek przyznała, że niedzielna porażka nie jest dla niej łatwa.

 

- Po meczu nie było mi zbyt miło, bo wiem, że mogę zagrać lepiej, lecz dzisiaj nie dałam rady. Szczerze mówiąc, dla mnie chyba najcięższą porażką jest ta, kiedy trzymasz mecz w swoich rękach, ale podejmujesz głupie decyzje i nagle przeciwniczka wraca do gry. Na pewno straciłam kontrolę nad meczem i nie było mowy o powrocie, bo czułam się coraz gorzej. Więc to nie jest pozytywne i nie różni się względem porażki z Eliną w Rzymie czy z Mirrą w Stuttgarcie - oceniła.

 

Polka zwróciła również uwagę na aspekty techniczne.

 

- Wciąż nie ustawiam łokcia przy serwisie dokładnie tak, jak chcę. Więc na pewno, technicznie rzecz biorąc, kiedy mamy więcej czasu na trening, chcę to powtarzać setki razy, żeby było lepiej. Myślę, że podanie to najtrudniejsze uderzenie. Jeśli coś rozpada się pod presją, to najpierw serwis, potem poruszanie się, a później już wszystko trafiam źle. To przydarzyło się w tym meczu - dodała.

 

Tym samym w kobiecej drabince Roland Garros pozostała jedna reprezentantka naszego kraju. Maja Chwalińska swój pojedynek czwartej rundy rozegra w poniedziałek. Jej rywalką będzie Francuzka Diane Parry.

jc, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie