Bohater meczu: Dimitri Payet

 

Za zwycięską bramkę w ostatnich minutach meczu, która przejdzie do historii. Esencją futbolu było jego zejście z boiska, kiedy ze wzruszenia pojawiły się w jego oczach łzy. Był to dowód na to ile serca włożył w ten mecz i jak wiele znaczy dla niego gra w drużynie narodowej. Był niezwykle zaangażowany od samego początku. W zasadzie każda ofensywna akcja „Trójkolorowych” przechodziła przez niego. Bez wątpienia najjaśniejszy punkt ekipy Deschampsa. Był widoczny przez całe spotkanie i to nie tylko z przodu. Wykonał również tytaniczną pracę w defensywie.

 

Antybohater:

 

Na pewno nie wskazałbym Victora Kassaiego. Węgierski arbiter w ogólnym rozrachunku sędziował bardzo dobrze. Każdy, kto znajdował się na boisku zasłużył na pochwały. Zawodnicy stworzyli świetne widowisko, a sędziowie absolutnie nie zepsuli tego spektaklu.

 

Kontrowersja:

 

Przy pierwszym golu dla Francji Olivier Giroud delikatnie trącił ręką rumuńskiego bramkarza Cipriana Tatarusanu. Jednak było to bardzo trudne do wychwycenia. Jeżeli sam strzeliłbym takiego gola to zapewne nie zastanawiałbym się nad faulem. Tracąc miałbym wątpliwości. Obiektywnie mówiąc zachowanie Francuza było niekontrolowane. Napastnik „Trójkolorowych” nie zrobił tego celowo.

 

Kluczowy moment:

 

Było kilka momentów zwrotnych. Na samym początku dominacja Rumunów, którzy grali bardzo agresywnie. Byli świetnie zorganizowani i sprawiali mnóstwo problemów gospodarzom. Faul Patrice’a Evry w polu karnym był pierwszym momentem zwrotnym. Tak doświadczonemu piłkarzowi nie przystoi, tak bezmyślnie faulować. Wszystko wskazywało na to, że będzie podział punktów. Jednak geniusz Payeta przesądził o losach rywalizacji.

 

Co dalej z Francją i Rumunią?

 

Francja odniosła bardzo ważne zwycięstwo i jest w znakomitej sytuacji. W drugim meczu mogą postawić kropkę nad „i”. Po inauguracji możemy czuć się usatysfakcjonowani. Z reguły pierwsze mecze na takich imprezach są bardzo przeciętne. Żadna z drużyn nie chce się otworzyć, ale na Stade de France było inaczej. Obie ekipy walczyły o pełną pulę.

 

Rumuni muszą otrzepać się po porażce. Mimo, że nie zdobyli choćby punktu, to byli równorzędnym przeciwnikiem dla „Trójkolorowych”. Jeżeli w potyczkach ze Szwajcarią i Albanią zaprezentują taką dyspozycję, to wyjdą z grupy. Postawili się gospodarzom, którzy byli niesieni przez kibiców. Przed eliminacjami do mistrzostw świata polski sztab szkoleniowy ma się nad czym pochylić. Gra Rumunów naprawdę robi wrażenie.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!