Co to „fusy”? Doprecyzujmy kadrowe „fusy” - piłkarze z polskiej ligi, jak to określił swego czasu Artur Jędrzejczyk. Mają duże zegarki i wcale niemałe samochody. Jednak piłkarze z Zachodu mają jeszcze większe chronometry, a także big auta. Jednak łączy ich drużyna narodowa. Łączy albo i... dzieli. Zależy od czasu, zależy od trenera... Ba, czasami podziały w kadrze idą jeszcze innym torem, niż Zachód a „fusy”. Dzielą się między sobą w podgrupach – nazwijmy je - „terytorialnych”... „Fusy” to obecnie Michał Pazdan, Artur Jędrzejczyk, Krzysztof Mączyński, Tomasz Jodłowiec, Bartosz Kapustka. Ba, nawet teraz „fusem” jest joker, Sławomir Peszko!

Adam Nawałka potrafił ich spoić. Potrafił wypromować wielu piłkarzy, nie oglądając się, czy grają w polskiej lidze, czy na Zachodzie. Zbudował ich z zadziwiającą konsekwencją. Najlepszymi przykładami Krzysztof Mączyński i Michał Pazdan. „Mąka” partnerem Grzegorzach Krychowiaka w środku pola, a „Pazdek” partnerem Kamila Glika na środku defensywy. Mało kto potrafił to sobie wyobrazić jakiś czas temu. Wcale nie tak odległy – kilkanaście miesięcy temu.

Mój redakcyjny kolega, Marcin Lepa powiedział w samochodzie na trasie Paryż – La Baule: „Tak się zastanawiam, czy obrońcy z pokolenia, które grało na Mundialu w 2002 roku – a nazwiska były, że hej, Jacek Bąk, Tomaszowie Wałdoch, Hajto i Kłos, Michał Żewłakow – zagrali taki mecz w finałach wielkiej imprezy, jak Michał Pazdan w czwartkowy wieczór na Stade de France?”. Nie przypominam sobie - ani w finałach MŚ 2002, ani w finałach MŚ 2006, ani w finałach EURO 2008. Pazdan pokazał klasę walcząc z z mistrzami świata, Thomasem Muellerem, Mario Goetze, czy Mesutem Oezilem. Z mistrzami świata wyglądał pewniej, niż z Irlandią Północną!

Takie paradoksy niesie za sobą futbol. To dlatego wierzę w ludzi i staram się wystrzegać fałszywych proroctw, przed którymi niezmiennie ostrzega mnie mój przyjaciel, pisarz Jan Grzegorczyk. Już zawsze będę powtarzał jego słowa: „Na piłce nożnej zna się piłka nożna”. Genialnie proste – trafiające w punkt.

Wracając do „fusów” - największe nazwiska w naszej drużynie narodowej, na czele z Robertem Lewandowskim, żyją z piłkarzy, którzy grają w Ekstraklasie. Gdy nie było „team spirit”, to był wstyd w eliminacjach Mundialu 2010, klapa na EURO 2012, czy bezradność w eliminacjach Mundialu 2014. „Lewy” - choć w skali klubowej szedł w górę – w reprezentacji cierpiał, jak mało kto i kiedy, mając taką klasę indywidualną. Niech żyją „fusy”! „Pazdek” - cieszę się, że niósł cię pomysł Nawałki i Twoja wielka ambicja!

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!