Choć te dywagacje mają swój uzasadniony, historyczny kontekst - wszak Niemcy nie raz i nie dwa kombinowali na wielkich turniejach jak ominąć faworytów - to nie spodziewam się jakichś wielkich niespodzianek. Jeśli ktoś myśli o finale Euro 2016 to i tak musi pokonać gigantów. W tej kwestii nieco rozśmieszył mnie Zbyszek Boniek, z którym zamieniłem kilka słów w hotelu, przed meczem z Niemcami. Otóż Zibi rzekł tak: "My - Polacy - jesteśmy narodem co najmniej dziwnym. Najpierw modlimy się o jednobramkowe zwycięstwo nad Irlandią Północną, a kiedy to się stało, to nie myślimy o meczu z Niemcami, tylko zaraz pytamy, z kim możemy zagrać w ćwierćfinale. No ludzie święci!"

Coś w tym jest, że nie tylko pierwsze strony polskich tabloidów kierują naszą reprezentację prosto do finału na Stade de France, ale prosty lud też to kupuje. Z drugiej strony, drużyna Adama Nawałki gra naprawdę wybornie i można - wręcz trzeba być z naszych chłopców dumnym i nie odmawiać im szans na wielki sukces. Na razie idzie im co najmniej nieźle i z tego powodu nasi kibice są szczęśliwi. Widać to było nie tylko w Nicei czy Paryżu, ale również na ulicach oraz na stadionach całej Francji. Ich aktywność jest zaskakująca. W czasie meczu Rumunia – Szwajcaria, na trybunach Parc des Princes zobaczyłem sporą polską flagę z podobizną Bolesława Chrobrego, Białym Orłem i napisem: „Wierni aż do śmierci, polscy emigranci”. Przed meczem z Niemcami zabawa na stadionie rozpoczęła się na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem. W pojedynku na głośność dopingu nasi kibice wygrali z Niemcami w decybelach 107 do 99, a i w czasie meczu mieli więcej polotu niż sąsiedzi zza Odry. Dlatego w jakimś sensie są to już także nasze mistrzostwa, chociaż w międzynarodowych mediach walka o przywództwo jest zacięta, przyjmując czasem kuriozalne formy.

Kiedy po meczach przegląda się prasę francuską, włoską czy niemiecką, to wszędzie są zdania o konotacjach polskich piłkarzy z ich krajem. I tak, L’Equipe przypomina, że Grzegorz Krychowiak od piętnastego roku życia jako piłkarz kształtował swój talent w Bordeaux, Nantes czy Reims. Gazetta dello Sport wychwala ponad miarę Kubę Błaszczykowskiego i Kamila Glika. Pisma niemieckie tradycyjnie podkreślają siłę polskiej drużyny opartą o szkołę z Dortmundu oraz Monachium itp., itd. Ale my też nie jesteśmy lepsi! Gdy bramkę dla Słowacji strzelił Ondrej Duda, to tak jakby zdobył ją Robert Lewandowski. Z upodobaniem też liczymy węgierskich reprezentantów grających w Ekstraklasie i denerwujemy się jak Nemanja Nikolic długo siedział na ławce.

 

Tak czy owak, nasze czy wasze Euro już jest bardzo fajne, a będzie jeszcze fajniejsze!

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!