Kibice Chelsea już mogą zacierać ręce! Fabio Caressa, włoski dziennikarz, powiedział, że Antonio Conte w ciągu dziesięciu lat zostanie najlepszym trenerem świata, Andrea Pirlo przyznał, że z takim strategiem nie miał jeszcze do czynienia, a Gianluigi Buffon dodał, iż nawet przy wysokim prowadzeniu potrafi wściec się na drużynę, jeśli coś nie idzie po jego myśli. Taki właśnie jest - to właśnie udowadnia podczas Euro 2016, gdzie rozpracował już kolejną reprezentację.

Mówiło się, że Włosi nie mają szans na jakikolwiek sukces, bo skoro w składzie nie ma kluczowych graczy środka pola - Marco Verrattiego, Claudio Marchisio czy nawet Andrei Pirlo, który jednak sam się skreślił transferem do MLS, a w ataku brakuje klasowego snajpera, to samą obroną - która jest oczywiście znakomita - kilku ważnych meczów nie wygra. Starcie z Belgią raczej rozwiało wszystkie wątpliwości. Włosi wygrali 2:0 po perfekcyjnym meczu, a Conte triumfował.

Później przyszło wymęczone zwycięstwo ze Szwecją, porażka z Irlandią, tyle że Włosi zagrali rezerwowym składem, a pierwsze miejsce w grupie mieli już zapewnione. W 1/8 finału - na skutek wpadki Hiszpanii z Chorwacją - trafili właśnie na mistrzów Europy. To miał być rewanż za finał sprzed czterech lat. I był, pod dyktanto Italii.

Conte po raz kolejny pokazał, że potrafi rozpracować każdego przeciwnika. Do tego żywiołowo reagował przy linii bocznej, więc z kolejnymi minutami zyskiwał punkty sympatii u neutralnych kibiców. Jego naturalna radość po bramkach była kwintesencją tego spotkania, można ją oglądać wiele, wiele razy. A moment, w którym wykopał piłkę, która wyszła za linię, na pewno zapisze się w historii tego turnieju.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!