Po tym, jak dowiedzieliśmy się, że rywalami Polski w fazie grupowej Euro 2016 będą Niemcy, Ukraina oraz Irlandia Północna, stało się jasne, że celem minimum na francuski turniej jest awans do 1/8 finału. Przesłanek, by tak myśleć, było wiele, zwłaszcza że w głowach mieliśmy dobrze rozegrane eliminacje, w których zajęliśmy drugie miejsce tuż za... Niemcami. W formie był Robert Lewandowski - król strzelców z dorobkiem trzynastu trafień - Grzegorz Krychowiak walczył o kolejne trofea w barwach Sevilli, a do tego wszyscy bramkarze trzymali równy, bardzo wysoki poziom. Można było patrzeć optymistycznie w przyszłość.

Na pierwszy ogień poszła Irlandia Północna. Przeciwnik bardzo niewygodny, grający twardo i prosto, bo nie trzeba być wybitnym taktykiem, by zorientować się, że ich styl polega głównie na długiej piłce w kierunku napastnika. Biało-czerwoni zdali jednak test i mimo zmarnowania wielu okazji wygrali 1:0. Strzelcem jedynego gola był Arkadiusz Milik. To było pierwsze zwycięstwo Polski na mistrzostwach Europy, a także pierwsze odniesione w meczu otwarcia na wielkiej imprezie. Mówiono jednak, że to tylko Irlandia Północna, a wyzwania przyjdą później. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia...

Czasy, w których baliśmy się spotkania z Niemcami raczej minęły. Jasne, mistrzowie świata byli faworytem, lecz mając w pamięci październik 2014 i historyczny triumf na Stadionie Narodowym nie wyglądali na tak strasznych. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, choć gdyby nieco skuteczniejszy był Milik, to mogło dojść do niespodzianki. Spotkanie stworzyło także nowego bohatera - Michała Pazdana, który od tego momentu jest praktycznie nie do przejścia dla innych zespołów.

Ostatni mecz fazy grupowej to starcie z Ukrainą, która we Francji zawiodła. Przegrała z Niemcami, przegrała z Irlandią Północną i żegnała się z turniejem. Postawiła nam trudne warunki, lecz ostatecznie po golu Jakuba Błaszczykowskiego skończyło się minimalnym zwycięstwem Polski. Siedem punktów, żadnej straconej bramki i drugie miejsce w grupie - scenariusz niemal idealny. Kolejnym rywalem - już w fazie pucharowej - była niebezpieczna Szwajcaria.

Pierwsza połowa była zaskoczeniem nawet dla fanów biało-czerwonych. Polacy zagrali bardzo agresywnie, a tego chyba nie spodziewali rywale, którzy nie potrafili narzucić własnego stylu. Dobra gra została udokumentowana golem w końcówce, którego po wzorowej kontrze strzelił Błaszczykowski. Niestety, w drugiej części to przeciwnicy rozdawali karty i nawet mimo fantastycznej dyspozycji Łukasza Fabiańskiego, który tylko sobie znanym sposobem obronił strzał Ricardo Rodrigueza z rzutu wolnego, wyrównali. Dokonał tego Xherdan Shaqiri uderzeniem nożycami... za pola karnego.

W dogrywce znowu dał o sobie znać Fabiański, który obronił z bliska strzał Erena Derdiyoka. Doszło więc do serii rzutów karnych. W niej w końcu trafił Robert Lewandowski, a po chwili pomylił się nowy nabytek Arsenalu Granit Xhaka. Nasi strzelali bezbłędnie: nie liczą snajpera Bayernu uczynili to Milik, Kamil Glik i Jakub Błaszczykowski. Rywale także już nie pudłowali, więc od jedenastki Krychowiaka zależało wszystko. Pomocnik Sevilli dostojnym, pewnym krokiem podszedł do piłki i... uderzył perfekcyjnie. Po chwili wszyscy Polacy zaczęli świętowanie!

- Mamy to - krzyczał komentujący spotkanie Mateusz Borek. I nie ma co się dziwić, bo awans do najlepszej ósemki Europy jest historyczny.

W ćwierćfinale zmierzymy się z Portugalią. I wcale nie stoimy na straconej pozycji.

Drogę Polaków do 1/4 finału zobacz w załączonym materiale wideo.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!