O ile Polacy mieli przygotowany plan na rzuty karne - bo po co coś zmieniać, skoro ze Szwajcarią wszystko zagrało idealnie? - to Portugalczycy mieli problem. Nie wszyscy piłkarze czuli się na siłach, by wziąć na siebie odpowiedzialność za losy turnieju.

To właśnie kapitan i największy gwiazdor Portugalczyków przejął rolę selekcjonera, motywując swoich kolegów. Przede wszystkim natchnął Joao Moutinho, który po zakończeniu dogrywki od razu udał się za linię boczną, by dać innym czas na mobilizację przed kluczowym momentem spotkania. Wtedy jednak usłyszał, że ktoś go woła. To był właśnie Ronaldo. - Hej, hej! Chodź uderzać, chodź uderzać - powtarzał. To mogło go nieco zaskoczyć, lecz posłusznie zbliżył się do grona partnerów. - Dobrze uderzysz. Jeśli przegramy, pie****ić to! Bądź silny, dobrze uderzysz, chodź. Teraz wszystko jest w rękach Boga - przekonywał.        

To pomogło Moutinho, który podszedł do piłki jako trzeci z Portugalczyków i bez problemów pokonał Łukasza Fabiańskiego. Po chwili pomylił się Jakub Błaszczykowski, a podopieczni Fernando Santosa wygrali konkurs rzutów karnych 5:3, awansując do półfinału Euro 2016. W nim zmierzą się z Walią.

 

KLIKNIJ I POLUB POLSATSPORT.PL NA FACEBOOKU!