Kolejny mecz Lewandowskiego w Chicago. Trwa świetna passa
W nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego Chicago Fire z Robertem Lewandowskim rozegrało kolejny mecz w MLS. Rywalem był Portland Timbers. Gospodarze wygrali 2:1 i przedłużyli serię zwycięstw do pięciu. Tym razem Polak nie zanotował trafienia.

Chicago przystąpiło do tej potyczki po trzech wygranych spotkaniach w ramach Pucharu Lig dla klubów z Ameryki Północnej oraz Centralnej. Wcześniej udało się pokonać Charlotte 2:1 w MLS. Śladu po wcześniejszych porażkach z Interem Miami i New York City już nie widać, czego dowodem kolejny mecz.
Tym razem rywalem był Portland Timbers. Gospodarze objęli prowadzenie już w 9. minucie za sprawą Robina Loda. Zaledwie trzysta sekund później rezultat podwyższył Dje D'Avilla. Taki rezultat utrzymał się do przerwy.
W drugiej połowie kibice na Solidier Field byli świadkami jednego trafienia przyjezdnych autorstwa Finna Surmana w 85. minucie. To jednak nie wystarczyło, aby pójść za ciosem i doprowadzić do wyrównania. Dzięki temu Chicago odniosło piąte zwycięstwo z rzędu i zajmuje trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej.
ZOBACZ TAKŻE: Górnik Zabrze z kompletem zwycięstw w Ekstraklasie! Teraz hit w Lidze Konferencji
W poniedziałkowym meczu nie zabrakło Lewandowskiego, który pojawił się w wyjściowym składzie i opuścił plac gry w 60. minucie. Tym razem Polak nie zapisał się na liście strzelców, a jedyną dogodną sytuację miał wtedy, gdy nie zdążył do piłki lecącej wzdłuż linii bramkowej. Futbolówka po drodze minęła obrońców Portland, czym zaskoczyła 37-letniego kapitana naszej reprezentacji.
Lewandowski pozostaje zatem z dorobkiem trzech trafień dla "Strażaków", a kolejną szansę na poprawienie bilansu będzie miał już 20 sierpnia, kiedy Chicago zmierzy się na wyjeździe z Orlando City.
Chicago Fire - Portland Timbers 2:1 (2:0)
Bramki: Lod 9., D'Avilla 14. - Surman 85.

