Bolesna porażka Chicago Fire, to koniec turnieju. Lewandowski nie pomógł
Chicago Fire, z Robertem Lewandowskim w składzie, przegrało 1:2 z meksykańskim Monterrey w ćwierćfinale Leagues Cup. Tym samym "Strażacy" zakończyli udział w fazie pucharowej turnieju na zaledwie jednym spotkaniu. Polski snajper rozegrał pełne 90 minut, ale nie zdobył bramki - był szczególnie mocno kryty przez obrońców drużyny przeciwnej.

Fire znakomicie radziło sobie w fazie grupowej Leagues Cup. Zespół z Chicago wygrał wszystkie trzy mecze i wyglądało na to, że ma chrapkę powalczyć o tytuł. W pierwszym spotkaniu fazy pucharowej, w ćwierćfinale, Lewandowski i spółka wpadli jednak na Monterrey z Meksyku, który okazał się rywalem nie do przejścia.
ZOBACZ TAKŻE: Asysta Puchacza w doliczonym czasie gry! Zespół Polaka zagra w Lidze Mistrzów
Drużyna trenera Matiasa Almeydy wyszła na prowadzenie w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Na listę strzelców wpisał się Victor Guzman. Warto dodać, że Monterrey mogło otworzyć wynik kilka minut wcześniej, ale rzutu karnego nie wykorzystał Lucas Ocampos.
W drugiej części spotkania "Strażakom" udało się wyrównać. W 59. minucie bramkę zdobył Philip Zinckernagel. Remis utrzymywał się długo, ale końcówka meczu należała do Meksykanów. W 83. minucie do siatki trafił Orbelin Pineda, ustanawiając tym samym wynik na 2:1.
Lewandowski rozegrał całe spotkanie, lecz był to nieudany występ w jego wykonaniu. Obrońcy Monterrey skupiali się na pilnowaniu Polaka, przez co ten właścicie nie dochodził do sytuacji strzeleckich.
W kolejnym spotkaniu, już w ramach rozgrywek MLS, Chicago zmierzy się w sobotę ze Seattle Sounders.
Monterrey - Chicago Fire 2:1 (1:0)
Bramki: Victor Guzman 45+4, Orbelin Pineda 83 - Philip Zinckernagel 59

