Boniek nie wytrzymał! "Wołało o pomstę do nieba!". Odniósł się do "Lewego". "Nie robi różnicy"
Porażki w Lidze Europy Lecha Poznań z Crystal Palace 0-4 i Jagiellonii Białystok z Olympiakosem Pireus 1-2, a także stanowisko Roberta Lewandowskiego ws. wrześniowych meczów Ligi Narodów, specjalnie dla Polsatu Sport, skomentował Zbigniew Boniek.


Kamil Grabara: Jak grasz w Juventusie, zawsze masz wysokie aspiracje i ambicje

Wojciech Mońka: Uważam, że 0:4 to trochę za wysoki wynik, ale nie możemy się załamywać

Crystal Palace - Lech Poznań. Skrót meczu
Michał Białoński, Polsat Sport: Gdy rozmawialiśmy przed meczem, marzył pan o remisie, ale Lech został rozbity w Londynie przez Crystal Palace i to aż 4-0. Najbardziej niepokojące są chyba prezenty, jakie "Kolejorz" rozdawał w pierwszej połowie?
Zbigniew Boniek: Muszę powiedzieć, że z taką grą obronną w Europie się nic nie zrobi. Gdyby ktoś przenalizował, jak Lech przegrywał mecze w Europie w ciągu ostatnich dwóch lat, to by doszedł do wniosku, że na pewno nie ma w tym żadnego przypadku. To, jaki "Kolejorz" ma skład, jak jest mocny, to wystarczy, ale tylko na Polskę. W starciu z Crystal Palace, czy w środowym meczu Jagiellonii z Olympiakosem, gdy się oglądało nasze drużyny, to aż serce bolało!
Dlaczego?
Wrażenia artystyczne wcale nie były takie złe, jeżeli chodzi o sam sposób grania. Natomiast błędy w obronie, w ustawieniu wołały o pomstę do nieba! Weźmy pierwszą bramkę straconą przez Lecha: środkowy obrońca Yegbe wyrzuca aut w to miejsce, w którym powinien sam stać. To jest w ogóle niedopuszczalne! Jeżeli jesteś środkowym obrońcą i chcesz wyrzucić aut, to nie możesz rzucać wzdłuż swojej bramki, tylko do przodu, w pionie.
Zresztą Yebge nie popisał się także przy czwartej bramce. On powinien zablokować ten strzał, a nie stać w szerokim rozkroku i tam posłał piłkę rywal. Ogólnie Lech grał katastrofalnie w obronie.
ZOBACZ TAKŻE: Frederiksen przemówił po dotkliwej porażce. "Zostaliśmy ukarani"
Ale ofensywa też się nie popisała, marnowała okazję za okazją.
To się łatwo mówi. Podobieństw między meczem Lecha a Jagiellonii było dużo. Obydwie ekipy zaczęły bardzo dobrze, miały swe okazje strzeleckie. Ishak, z dwóch okazji stuprocentowych, nie zdobywa choćby jednej bramki. Ta pierwsza była wręcz wymarzona: piłka na lewej nodze, trzy metry do pustej bramki, a on nie trafia. W drugiej miał kozłującą piłkę i strzelił niecelnie z 16 m. Mógł bramkarzowi "rzucić" loba lub podciągnąć i uderzyć w róg. Na tym poziomie, stary, musisz strzelić bramkę! Na tym właśnie polega wielka piłka!
Natomiast późniejsze błędy spowodowały porażkę 0-4, po której trzeba siedzieć cicho i nie oglądać się na to, że sama gra nie wyglądała najgorzej. Bramki strzelał przeciwnik. Bardzo łatwo. Jak druga, zdobyta głową.
Przez Richardsa.
To był strzał w środek bramki. On był do obrony. Jeśli tak tracisz gole, to mecz się kończy tragedią.
Jagiellonia prowadziła w Pireusie, ale tuż przed przerwą straciła bramkę, również po rzucie rożnym.
Jagiellonii wmawiali wszyscy, że gra z nie wiadomo jak silnym zespołem. Tymczasem Olympiakos jest ciekawy, dobry, ale w kryzysie, w greckiej lidze ma bliżej do środka tabeli niż do lidera. Problem Jagiellonii jest troszeczkę inny: w ofensywie Nik Prelec coś się starał, natomiast Jesus Imaz w starciu z takim rywalem był niewidoczny. Jeżeli chcesz takie mecze wygrywać, to musisz mieć siłę rażenia z przodu. Jagiellonii tego brakuje.
Białostoczanie ustawili się mądrze, ale pod koniec meczu zabrakło im sił, a przez to wkradła się dezorganizacja w ich szeregi. Dlatego Grecy w końcu wymęczyli drugą bramkę.
Poza tym, w środowym meczu uderzyła mnie jedna rzecz: wyprowadzanie piłki od tyłu przez Abramowicza i obrońców Jagiellonii.
Bez wyciągania wniosków po błędach?
Tak. Przecież niemal każda próba rozegrania od bramki śmierdziała bramką dla przeciwnika i to na kilometr! Obrazowo ujmując, tak jakby sobie ktoś sam podrzynał gardło w meczu. Rada jest prosta: albo to robicie lepiej, albo musicie zastosować inny wariant. W przeciwnym razie takimi błędami napędzasz przeciwnika.
Wyraźnie brakowało pewności siebie piłkarzom "Jagi". Czy to nie jest czkawka po zamieszaniu wokół trenera Siemieńca o SMS wysłany do sędziego?
Jagiellonia nie zagrała złego meczu, ale przegrała z drużyną troszeczkę lepiej dysponowaną w tym dniu. Do remisu wiele nie zabrakło. Natomiast Siemieńcowi na pewno nie jest wygodnie z tym, co się teraz dzieje wokół niego. Dlatego uważam, że takie sprawy powinno się rozstrzygać w przeciągu kilku chwil, kilku godzin. To nie może trwać w nieskończoność. Albo się podejmie decyzję o sankcjach, o jakiejś karze i tak się zamyka temat, a jeśli się tego nie robi, to zamieszanie trwa. I Siemieńcowi na pewno nie jest z tym łatwo, ale to już nie jest mój problem.
Zbigniew Boniek komentuje decyzję Roberta Lewandowskiego o przyjeździe na mecze Ligi Narodów
Robert Lewandowski, w rozmowie z WP Sportowe Fakty, oświadczył, że doniesienia o tym, że przyjedzie tylko na jeden mecz reprezentacji podczas wrześniowych meczów Ligi Narodów, były nieprawdziwe. To dobry sygnał, że kapitan nie opuszcza tego pokładu?
Zobaczymy. W teorii można powiedzieć, że Lewandowski zawsze robił różnicę w reprezentacji Polski. Sęk w tym, że od jakiegoś czasu tej różnicy nie robi.
Pytanie też, kto puścił w eter informację o tym, że Robert przyjedzie tylko na jeden wrześniowy mecz?
Napisał o tym "Super Express". Myśli pan, że to był przeciek z obozu Roberta?
Na pewno nie ode mnie (śmiech). Pewne jest jedno, że ktoś ten temat musiał podrzucić. Natomiast ja nadal utrzymuję, że gdyby Robert przyjechał tylko na jeden mecz, to byłaby to heca. A jeśli kapitan przyjedzie na całe zgrupowanie, to bardzo dobrze. Chciałbym od niego usłyszeć jeszcze deklarację, że np. gram w kadrze, dopóki będziemy mieli szansę awansu na ME. A jeśli na nie awansujemy, to pojadę na Euro jako na ostatnią imprezę. Ja za Roberta nie będę decydował.
Ale on sam tego nie jest pewien. Podkreśla tylko, że nie wyobraża sobie, aby grał w kadrze po "czterdziestce". Zatem ewentualny występ na ME mógłby być jego pożegnalnym, Euro 2028 zostanie zakończy się kilka tygodni przed jego 40. urodzinami. Jeszcze niedawno byliśmy kopalnią świetnych napastników. Ale zostało po niej tylko wspomnienie. Krzysztof Piątek szuka klubu, po tym, jak Katarczycy wykreślili go ze składu, bo nie mieści się w limicie obcokrajowców. Arkadiusz Milik jest poza kadrą Juventusu. Adam Buksa grzeje ławę w drugiej lidze hiszpańskiej, a w najlepszym razie wchodzi na 20 minut. Karol Świderski strzelił zaledwie jedną bramkę w ośmiu meczach Widzewa. Mizeria.
Powiem zupełnie szczerze: gdybym miał dziś powoływać kogoś z Ekstraklasy, to zamiast Świderskiego wolałbym zdecydowanie Czubaka. Obaj grają w polskiej lidze, ale kto na dzisiaj lepiej wygląda?
Zdecydowanie Czubak. Ma już na koncie pięć bramek. Całe szczęście, po bezbarwnym początku w Benfice błysnął Jakub Kamiński, który był ojcem pierwszego zwycięstwa Lizbończyków z Milanem i to na wyjeździe.
Kuba grał znakomicie. Nie chodzi mi tylko o asystę i bramkę. Po prostu wyglądał bardzo dobrze. Tak samo jak w czwartkowy wieczór znakomicie spisał się Kamil Grabara, strzegąc bramki Juventusu.
Juve rozbiło Nijmegen 5-0, a on asystował przy pierwszej bramce Gonzaleza.
Asysta to jedno, ale Kamil był pewny przy każdej interwencji, skoncentrowany, szybki, z dobrą pozycją między słupkami. Muszę powiedzieć, że naprawdę bronił super. Dzisiaj bramkarze bardzo często lubią wybijać piłkę przed siebie, a on łapał wszystko. Wywarł naprawdę bardzo dobre wrażenie. W ogóle nie uważam, żeby Grabara był gorszy od Vicario, który na co dzień broni w Juventusie.
Uważa pan, że Grabara nadaje się na bramkarza numer "jeden" w reprezentacji? Skorupski podpadł w Bologni, przez co stracił miejsce w składzie. Drągowski jest bez formy, popełnia błędy regularnie, Adam Bułka wybrał Saudi Pro League, ligę wciąż egzotyczną.
Umówmy się, ona już nie jest tak bardzo egzotyczna. Messi przyjechał na mundial z jeszcze bardziej egzotycznej ligi, jaką jest MLS i doprowadził Argentynę do finału MŚ. Szanujmy też ligi spoza Europy. Natomiast jeżeli w kadrze są problemy z obsadą bramki czy ataku, to selekcjoner jest od tego, aby je rozwiązać. Zresztą tego typu problemy mają wszyscy selekcjonerzy.
Przejdź na Polsatsport.pl

