Zbigniew Boniek bez litości dla Lewandowskiego i Polaków! “Bez ikry i entuzjazmu”
Zbigniew Boniek z loży VIP PGE Narodowego oglądał inaugurację Ligi Narodów, w której walcząca o powrót do Dywizji B Polska zremisowała bezbramkowo z Bośnią i Hercegowiną. - Nasza reprezentacja nie daje radości, grała bez ikry i entuzjazmu - powiedział Polsatowi Sport.

Zbigniew Boniek ocenia reprezentację Polski Jana Urbana

Robert Lewandowski: Podchodziliśmy pod pole karne, ale brakowało kropki nad "i"

Jan Urban: Na pewno nie był to dobry mecz Roberta Lewandowskiego
Michał Białoński, Polsat Sport: Oglądał pan z PGE Narodowego starcie Polska - Bośnia i Hercegowina. Do jakich wniosków pan doszedł?
Zbigniew Boniek: To był mecz bez ikry. Reprezentacja Polski nie daje radości. Je gra to przepychanie meczu, bez entuzjazmu. Prawdę powiedziawszy, trudno się było domyślić, co ta reprezentacja chce grać, o co jej chodzi. Można powiedzieć, że był to mecz, o którym należy zapomnieć i to jak najszybciej.
Czy można powiedzieć, że to był jeden z najsłabszych meczów Roberta Lewandowskiego w reprezentacji? Ja nie pamiętam słabszego.
Robert będzie na półce historii polskiej piłki, może nawet na najwyższym miejscu. Ale dopóki gra, musimy oceniać nie jego dokonania historyczne, czyli imponującą liczbę występów i bramek, tylko to, co teraz prezentuje. A prezentuje się przeciętnie.
Opiera pan nadzieję na udanym debiucie Wiktora Nowaka, który z Polski musiał wyjechać do Czech, by został dostrzeżony?
Tak, ale bądźmy ostrożni w ocenach. Niedawno błyskotliwie zadebiutował Pietuszewski, ale trudno mu było o kolejne dobre występy. Co innego jest wejść do kadry bez obciążenia jakąkolwiek odpowiedzialnością za jej grę, błysnąć raz i być dobrym a czym innym jest regularnie brać na swoje barki spory kawał ciężaru odpowiedzialności za kadrę. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Natomiast potwierdzam, że młody Wiktor grał naprawdę dobrze.
Próbował szarpać Nicola Zalewski, ale widać po nim było brak ogrania w klubie.
Jak patrzyłem na ten mecz, to miałem nadzieję, że na naszą korzyść rozstrzygną go Piotr Zieliński albo właśnie Nicola. Natomiast wydawało mi się, że niemal wszystkim pozostałym piłkarzom chodziło tylko o to, żeby jeden podawał do drugiego i na odwrót.
Minął rok od pierwszego zgrupowania reprezentacji Polski pod wodzą Jana Urbana. Jest pan na tak czy na nie dla jego porządków?
Reprezentację rozliczać się powinno przede wszystkim z wyników. Według mnie, było szaro i nadal jest szaro. Oczywiście, na początku kadencji Janka, po odejściu Michała Probierza, kadra wyglądała lepiej pod względem wizerunkowym, bo był większy entuzjazm, ale nie zostało to udokumentowane na boisku. Nie ma na razie specjalnych wyników. Mieliśmy pojechać na MŚ, ale się nie udało. Jasiu dostał w spadku grupę B Ligi Narodów i zobaczymy, jak to się skończy.
Czy panu ogólnie podobają się porządki w powołaniach trenera Urbana. Jerzy Dudek bije na alarm, że zamiast jasnej hierarchii, nie tylko w bramce rządzi chaos.
Ciężko mnie namówić na jakąkolwiek krytykę działań Janka Urbana. Z dwóch względów: po pierwsze, to jest mój dobry kolega z boiska. Z drugiej strony, jak już powiedziałem, że kadrę widzę szaro. Zaczęło się szaro i jest szaro. Każdy może sobie resztę dopowiedzieć. Poza tym, każdy trener ma swój styl, swój sposób prowadzenia drużyny na różnych pozycjach. Michał Probierz raz stawiał na jednego bramkarza, później na drugiego i mawiał, że później zdecyduje, kto będzie “jedynką”. Z kolei Janek ma do dyspozycji trenerów bramkarzy Dawidziuka i Młynarczyka, z którymi omawia te tematy. Ja się nie czuję dziś na siłach i nie czuję się na tyle kompetentną osobą do tego, żeby krytykować i oceniać. Mamy sto tysięcy ekspertów, którzy się na piłce znają i wyrażają opinie na każdy temat. Ja w tej kwestii wolę milczeć.
Nie sądzi pan jednak, że wbrew pojedynczym błyskom, takim jak ten Wiktora Nowaka, czy Kacpra Potulskiego, potencjał naszej kadry topnieje? Pokolenie urodzone w latach 80. Odchodzi, Robert Lewandowski jest jego ostatnim przedstawicielem, ale to młodsze ma kłopoty ze śmiałym podniesieniem naszego sztandaru w górę. Oczywiście, pojawiają się perełki, jak Oskar Pietuszewski, obecnie kontuzjowany, ale np. Nicola Zalewski nie rozwinął się tak, jak się na to zanosiło. Jakub Kamiński po błyskotliwym meczu z Milanem ostatnio siedział na ławce w prestiżowym starciu Benfiki z FC Porto, na dodatek w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną zszedł z kontuzją.
Na pewno brak Roberta Lewandowskiego w przyszłości będzie dużym ubytkiem. Taki piłkarz rodzi się raz na wiele lat i nie wiadomo, kiedy doczekamy następnego talentu tej miary. Robert wykręcił liczby nieprawdopodobne, co wcale nie znaczy, że reprezentacja musi źle grać, bo może grać inaczej. W dalszym ciągu nie brakuje nam piłkarzy uzdolnionych. Przypomnę tylko nasz najlepszy występ na ME, w 2016 r. W obronie mieliśmy zawodnika z Jagiellonii i Legii Warszawa, przed nimi Krzysztof Mączyński z Wisły Kraków. W historycznym meczu z Niemcami bramkę strzelił Sebastian Mila ze Śląska Wrocław. To pokazuje, że nawet w Ekstraklasie są odpowiedni piłkarze, tylko trzeba umieć zrobić z nich drużynę. Jeśli się to uda, to możemy jeździć regularnie na MŚ i ME. Tam już nikt nam nie zagwarantuje awansu do półfinału czy finału. Uważam jednak, że mamy potencjał.
Zbigniew Boniek o aferze nagraniowej w PZPN-ie i problemach sędziów
Przed mecze z Bośnią i Hercegowiną zarząd PZPN-u, decyzją prezesa Cezarego Kuleszy, pozostawił na stanowisku sekretarza generalnego Łukasza Wachowskiego, zamieszanego w aferę nagraniową. Aż 11 członków zarządu domagało się zwolnienia sekretarza. Jak pan to ocenia?
Ten temat związany z nagraniami w ogóle mnie nie interesuje. Zostawiam to wam, dziennikarzom. Nie mieści się to w mojej głowie, że w takich okolicznościach ktoś może kogoś nagrywać. Nie mam tu żadnego zdania.
Druga decyzja zarządu, to pozostawienie Marcina Szulca na stanowisku szefa sędziów, a zanosiło się na zmianę. Na jego następcę kreowany był Robert Małek.
Jeżeli by PZPN znalazł kogoś lepszego od pana Szulca, kogoś z większą charyzmą, to zmiana byłaby rzeczą normalną. Natomiast robić zmianę dla samej zmiany, to lepiej, że go pozostawiono. Pan Szulc ma doświadczenie i wprawę, ale musi wymagać od sędziów dyscypliny. Świat sędziów najbardziej ucierpiał na konflikcie wewnętrznym, a nie na krytyce zewnętrznej. Oni się samo podkładają, że tak to ujmę, pod walec.


