Białoński: Polsko-polska wojna o Sousę

Piłka nożna
Fot. Cyfrasport
Białoński: Świat by się nie zawalił, gdyby Sousa jeden sobotni i jeden niedzielny mecz ligowy obejrzał na żywo, będąc u progu październikowego zgrupowania, które rozpoczyna się już dzisiaj. Nie róbmy z tego jednak dramatu.

Wojna polsko-polska nie od dziś, ani od wczoraj wkroczyła do piłki. Najnowsza jej odsłona dotyczy oceny Paula Sousy, a raczej jego niechęci do oglądania na żywo nawet najważniejszych meczów Ekstraklasy. Powstały dwie partie PPS – Partia Przeciwników Sousy i Partia Przyjaciół Sousy, dla odróżnienia nazwijmy je PPS1 i PPS2.

Ta pierwsza – PPS1 głosi, że Portugalczyk, popełniając grzech zaniechania, sam ogranicza sobie selekcję do kadry, gdyż na żywo wszystko widać dokładniej niż w telewizji. „Gdyby chodził na mecze, to do pierwszej kadry z polskiej ligi brałby nie tylko Kozłowskiego, ale kilku innych. Choćby Kamińskiego i Slisza” – pada argument.

 

Ta druga – PPS2 twierdzi, że dopóki reprezentacja czyni postępy i gra tak jak w zremisowanym meczu z Anglią, ekstraklasowa turystyka Sousy nie jest do niczego potrzebna.

 

189 obcokrajowców w Ekstraklasie. Kluby same odstraszają Sosuę

 

Oczywiście, poza bezdyskusyjnym argumentem, że sama obecność selekcjonera na ligowym stadionie podniosłaby rangę wydarzenia, a pomeczowa, kurtuazyjna nawet, rozmowa z trenerami byłaby dla nich wyrazem szacunku i poważania, jest też druga strona medalu. Kluby same robią wszystko, aby przyjazdy Sousy były bezcelowe. Polacy wymierają w naszej lidze niczym dinozaury!

 

ZOBACZ TAKŻE: "Pożegnanie Fabiańskiego to nonsens"!

 

Po meczu Cracovia – Stal Mielec miałem okazję rozmawiać z zacnym przedstawicielem świata tenisa Piotrem Robertem Radwańskim. Ojciec i były trener Agnieszki i Urszuli złapał się za głowę, widząc, że w „Pasach” gra tylko dwóch Polaków. – W Wiśle zresztą też nie jest o wiele lepiej, gra ich trzech. Z kim tu się identyfikować? Jakie to będą derby Krakowa? To bez sensu – skonstatował i postuluje, by dla uzdrowienia sytuacji wprowadzić regułę, obligującą każdy klub do wystawienia minimum sześciu Polaków. Najwyżej pięć miejsc w każdym wyjściowym składzie zostałoby dla „stranierich”. Sądzi, że ich mniejsza liczba przerodziłaby się w lepszą jakość sprowadzanych obcokrajowców. 

 

Na ogół jestem przeciwnikiem tego typu zakazów i nakazów, ale wolny rynek w krajowym futbolu balansuje na krawędzi zdrowego rozsądku, a w niektórych przypadkach znacznie ją przekracza. To uzależnianie się od piłkarskiego importu jest przecież podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Jaka mają mieć motywację młodzi adepci piłkarscy, wychowankowie, gdy widzą, że w ich klubach nawet na rezerwie trzymani są obcokrajowcy. Gdzie mają grać, tylko w Fortuna 1, Lidze, gdzie obcokrajowców jest o ponad połowę mniej?

 

Jakub Kamiński i Maike Nawrocki zasłużyli na powołanie?

 

Powszechnie głoszona jest opinia, że Jakub Kamiński zasłużył na powołanie do kadry, bo strzelił dwa gole niepokonanemu dotąd Śląskowi Wrocław. Pamiętajmy jednak, że młody lechita miał już jedną szansę u Sousy i nie był w stanie zaistnieć na tle piłkarzy z San Marino. Także po lekturze treningów, które są wnikliwie analizowane, Portugalczyk uznał, że Kuba musi dojrzeć w klubie i w reprezentacji do lat 21. Co nie zmienia faktu, że Kamiński pozostaje w orbicie zainteresowań Sousy.

 

Po meczu Legii z Leicester niektórzy rozpoczęli kampanię narodową forsowania do reprezentacji Polski młodego obrońcy mistrzów Maika Nawrockiego. Po wczorajszej porażce 1-3 z Lechią ten sam piłkarz trafia do zestawienia antybohaterów kolejki. Od ściany do ściany. Podobnie traktujemy Paula Sousę i jego kadrę. Niespełna miesiąc temu była radość, optymizm narodowy po remisie z wielką Anglią. Sousa nie przegrał od tego czasu ani jednego meczu, a słuchając niektórych opinii można uznać, że stracił już szansę na awans na mundial.

 

Beenhakker oglądał, bo czerpał z Ekstraklasy

 

Leo Beenhakker, szczególnie w początkowym okresie prowadzenia „Biało-Czerwonych”, pojawiał się na meczach ligowych. Pamiętajmy jednak, że w niektórych ważnych meczach połowę wyjściowego składu kadry budował w oparciu o zawodników z Ekstraklasy. Choćby w wyjazdowym 2-2 z Serbią, w eliminacjach Euro 2008, od pierwszych minut szansę dostali: Wojciech Łobodziński (Zagłębie Lubin), Jakub Wawrzyniak (Legia), Rafał Murawski (Lech), Kamil Kosowski (Wisła) i Tomasz Zahorski (Górnik). Tymczasem Sousie na dziś potrzebny jest tylko Kacper Kozłowski i to jako trzeci-czwarty zmiennik.

 

Świat by się nie zawalił, gdyby Sousa jeden sobotni i jeden niedzielny mecz ligowy obejrzał na żywo, będąc u progu październikowego zgrupowania, które rozpoczyna się już dzisiaj. Nie róbmy z tego jednak dramatu.

 

- W meczu z Albanią Polska wygrała 4-1, a polscy komentatorzy w telewizji ją krytykowali, jakby tyle przegrała. I dla mnie to jest dramat – podkreśla napastnik Lechii Flavio Paixao. Może bije na alarm nie tylko dlatego, że podobnie jak Sosua jest Portugalczykiem, tylko po prostu, jako przybysz z zewnątrz, futbolową wojnę polsko-polską widzi lepiej?

Michał Białoński, Interia

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.