Pindera: Wiało, ale klasyfikacji nie wywróciło

Zimowe
Pindera: Wiało, ale klasyfikacji nie wywróciło
Wolfgang Loitzl został stłamszony przez wiatr /fot. PAP

Wiatr nie pozwolił wprawdzie rozegrać serii finałowej na Bergisel w Innsbrucku, ale kandydatów do ostatecznego zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni nie wywiał. Najlepszego skoczka poznamy w poniedziałek w Bischofshofen. Na razie liderem jest wciąż wcześniej znany tylko nielicznym Austriak Thomas Diethart, który wyprzedza Szwajcara Simona Ammanna o 9,4 pkt.

Trzeci miejsce zajmuje rodak Dietharta, Thomas Morgenstern (strata 15,4). Najlepszy z Polaków, Kamil Stoch, który w Innsbrucku był trzeci, dalej jest liderem Pucharu Świata, a w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni ma ósmą lokatę, tracąc do młodego Austriaka 53 pkt, a do trzeciego Morgensterna 37,6 pkt.

Z wiatrem jeszcze nikt nie wygrał

Być może przed ostatnim konkursem w Bischofshofen sytuacja byłaby bardziej klarowna, gdyby udało się na Bergisel rozegrać serię finałową. Tym razem rządził jednak wiatr, co w tej dyscyplinie nie powinno dziwić. I niczego nie zmienią najnowsze osiągnięcia techniki, specjalne zasłony przed podmuchami, czy regulaminowe  przeliczniki sprawiające, że ten, kto skoczył dalej, przegrywa z tym, który lądował bliżej. A to dlatego, że dostał odpowiednio wysoką rekompensatę za „zły" wiatr.

Czasami jednak jest tak, jak w przypadku Wolfganga Loitzla, który stłamszony wiatrem już na progu spadł na zeskok, jak zestrzelony ptak tracąc szanse na dobre miejsce. Austriaka, byłego zwycięzcy tego turnieju, nie było jednak w gronie kandydatów do ostatecznego zwycięstwa. A gdyby spotkało to jednego z faworytów? Z wiatrem jeszcze nikt nie wygrał, choć doskonale pamiętam, co mówił Fin Janne Ahonen w czasach, gdy pięciokrotnie wygrywał Turniej Czterech Skoczni. - Jeśli jesteś w wielkiej formie, żaden wiatr ci nie przeszkodzi - powtarzał. Nie wiem, być może miał rację, ale dziś, gdy skoki zmieniły się diametralnie, nawet najmniejszy, niekorzystny podmuch jest już dla niego problemem.

Znacznie pewniej od „Milczącego Fina"  czuje się widać cztery lata młodszy od niego Ammann, bo ryzykował wiele,  rezygnując z udziału w kwalifikacjach do sobotniego konkursu. A to oznacza, że musiał walczyć w pierwszej serii systemem KO (przegrywający odpada) ze zwycięzcą kwalifikacji Norwegiem  Andersem Fannemelem.

I gdyby powiało mu, powiedzmy, mocno w plecy, to mógłby stracić wszelkie szanse na ostateczny sukces w TCS, jedyny,  którego brakuje mu w tak bogatej kolekcji. Ale czterokrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich wykorzystał dobre warunki, pokonał Fannemela  i po pierwszej serii przegrywał tylko z Anssi Koivurantą. Warto podkreślić, że Fin był w przeszłości zwycięzcą Pucharu Świata w kombinacji norweskiej, a specjalistą od skoków został przez przypadek kilka lat temu z powodów zdrowotnych, które uniemożliwiły mu starty w jego koronnej konkurencji.

Niespodzianka, zasłużone zwycięstwo, bez sensacji  

Trzeci po pierwszej serii Kamil Stoch szansę na ostateczne zwycięstwo w turnieju stracił wprawdzie wcześniej, ale to wciąż lider Pucharu Świata i jeden z kandydatów do medali olimpijskich, a to jest najważniejsze.

W tym kontekście fakt, że nie rozegrano w Innsbrucku finałowej serii, nie ma większego znaczenia. Wiatr wiał mocno, ale na szczęście nie wywrócił do góry nogami klasyfikacji, nie wywiał tych, którzy zasłużyli sobie najbardziej, by walczyć o ostateczne zwycięstwo w Bischofshofen.

Jeśli Turniej Czterech Skoczni wygra 21-letni Thomas Diethart, to będziemy mieć największą niespodziankę ostatnich lat, jeśli Ammann, to radość jego zwolenników będzie tym większa, gdyż mało kto zasługuje na ten sukces tak, jak on. A jak przyjmiemy wygraną Morgensterna ? Nikt nie uzna jej za sensację, to zrozumiałe, choć przecież start utytułowanego Austriaka stał pod znakiem zapytania do samego końca. Kiedy wreszcie zdecydował się skakać ze złamanym palcem lewej ręki (wynik upadku w Titisee-Naustadt), kibice odetchnęli z ulgą. Bez „Morgiego" ten turniej na pewno byłby sporo uboższy. A tak wszystko jeszcze możliwe, czekamy do poniedziałku.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze