Szwecja pokonana! Piotr Wielki Wyszomirski! Słaby początek, a potem szaleństwo

Emocji w mistrzostwach Europy ciąg dalszy, w Aarhus Polacy mierzyli się we wtorek ze Szwedami, czyli aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi. Pierwsze minuty zawalili bardzo, na szczęście szybko się obudzili, bo jeszcze w pierwszej połowie. A w to, co działo się na boisku po przerwie, trudno było uwierzyć. Polska 35, Szwecja 25! - To co robił Piotrek Wyszomirski, to się w głowie nie mieści. Zamurował bramkę. Szwedzi nie wiedzieli, co mają robić. Opadły im ręce - powiedział Jakub Łucak.
Szanse były, nawet spore. Jeżeli...
Polacy przeszli do drugiej fazy imprezy, w tej pierwszej minimalnie, bo jedną bramką, przegrywając i z Serbią, i z Francją, by potem wygrać z Rosją. Dwa dni temu siłowali się z Białorusią, już w fazie drugiej. Po grze bardzo nierównej, momentami chaotycznej, po wielu błędach, ale i ogromnej ambicji, pokonali rywali 31:30, tego decydującego gola zdobywając na trzy sekundy przed końcem spotkania.
Bartosz Jurecki był zadowolony, ale był też zdenerwowany tym, co on i jego kumple z drużyny wyprawiali na boisku. - Chyba byliśmy nieodpowiedzialni. Zamiast mecz kontrolować, prowadzić kilkoma bramkami, robiliśmy jakieś szopki. Siedząc potem w szatni nie mogliśmy uwierzyć, że jednak wygraliśmy - wyznał obrotowy reprezentacji. Dodał, że takie wydarzenia powinny dodawać pewności siebie. Co miał do powiedzenia o Szwedach? - Grają w tych mistrzostwach falami, jak my. Z Rosją byli świetni w pierwszej połowie, zdobyli w niej 20 bramek, a po przerwie dołożyli tylko dziewięć. Zapowiada się ciekawie...
Ze Szwedami walczymy regularnie, w ostatnich pięciu latach obydwie ekipy spotkały się trzy razy w wielkich imprezach. W mistrzostwach Europy 2010 byliśmy górą (27:24), w mistrzostwach świata 2011 górą byli Szwedzi (24:21), wreszcie w mistrzostwach Europy 2012 padł remis (po 29). Jak będzie tym razem? - Jeżeli nie popełnimy błędów i dokładnie zrealizujemy założenia taktyczne, to mamy spore szanse na zwycięstwo. Wynik jest sprawą otwartą - stwierdził Biegler.
Dobrą wiadomość miał przed meczem lekarz polskiej kadry. Zapewnił, że Piotr Chrapkowski, który w pierwszych akcjach spotkania z Białorusią zbił prawy piszczel tak mocno, że pokuśtykał na ławkę rezerwowych i na boisko już nie wrócił, jest gotowy do boju.
Aż w bramce stanął Wyszomirski...
W pierwszych trzech minutach straciliśmy trzy bramki, wszystkie zdobył biegający z numerem 25 na koszulce Kim Ekdahl Du Rietz. Zawodnicy Bieglera nie radzili sobie i w ataku, i - niestety - w obronie. To Szwedzi byli wtedy agresywni, nieustępliwi, tak bardzo, że sędziowie odgwizdywali ich faule. Karol Bielecki w kilkanaście sekund rzucał dwa razy i dwa razy górą był bramkarz Johan Sjostrand. Jak Du Rietz dla Szwedów, tak Lijewski dla Polski strzelił trzy pierwsze gole, w tym jednego widowiskowym lobem. Niestety, obrona była dziurawa, powolna, więc Szmal szans nie miał i wpuszczał wszystkie rzuty rywali. A Sjostrand pewnie odbijał, albo nawet łapał piłkę.
Szmala zastąpił w końcu Wyszomirski. W ataku dwoił się Lijewski - w jednej z akcji zdobył bramkę, choć był faulowany, a faulujący go rywal dostał dwuminutową karę. Trzeba było gonić. I po kontrze zakończonej przez Jakuba Łucaka zrobiło się 11:11. Zadanie - nie zaspać, nie pozwolić Szwedom na kolejną ucieczkę. Teraz i Polacy stanęli murem w obronie, Wyszomirski nie dawał się pokonać nawet w sytuacjach sam na sam. Jak szalony krzyczał do siebie, mobilizował do jeszcze większego wysiłku. 13:12, Polska na prowadzeniu. A chwilę, kilkadziesiąt sekund potem, zrobiło się 15:12, głównie dzięki Lijewskiemu!
Bronił, bronił i bronił
W duńskich mistrzostwach Polacy często rozmawiają ze sobą - ostro, po męsku - w szatni. Tym razem rozmowa pewnie też była. Wrócili na drugą połowę i na całego wzięli się do roboty. Wyszomirski bronił i bronił, wyciagnął nawet karnego. Szmal stał obok linii, uśmiechnięty, zadowolony. Bił brawo młodszemu koledze. Lijewski rzucał i trafiał. 22:14, 24:15, 30:18! Ale miejsca na dekoncentrację nie było, w każdej akcji musieli dawać z siebie wszystko. I dawali, Szwedzi byli bezradni.
Już we środę czeka Polaków mecz o półfinał, z brązowymi medalistami olimpijskimi - Chorwatami. Ci w niedzielę ulegli Francji, a dzisiaj pewnie (33:25) ograli Rosjan.
Powiedzieli po meczu:
Michael Biegler (trener reprezentacji Polski): - Drużyna wykonała wielką robotę. Bardzo ciężko pracowała przed tym meczem. W odróżnieniu od poprzednich spotkań cały czas konsekwentnie realizowała założenia taktyczne. Na początku jeszcze nie wyglądało to za dobrze, ale wreszcie obrona się spięła i Szwedzi przestali strzelać bramki".
Bartosz Jurecki (obrotowy reprezentacji Polski): - Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwy mecz. Na początku trochę nam się nie układało, ale na szczęście nie wpadliśmy w panikę. Szybko skorygowaliśmy naszą grę, do bramki wszedł Piotrek Wyszomirski i ją zamurował. Trener nas uczulał, że mamy uważnie grać na początku drugiej połowy. Udało nam się odskoczyć jeszcze na parę bramek więcej i później mecz był już pod naszą kontrolą. Kibice jak zwykle pomogli, była świetna atmosfera.
Jakub Łucak (prawoskrzydłowy reprezentacji Polski): - Mieliśmy już dość horrorów w naszym wykonaniu. Chcieliśmy zrobić kibicom przyjemność i wreszcie wygrać na spokojnie. Oczywiście żartuję. Bardzo mocno się skoncentrowaliśmy, a dzisiaj wszystko nam wychodziło. Każdy wniósł coś na boisko, dodał swoją cegiełkę. Nie mieliśmy dziś słabych punktów. To co robił Piotrek Wyszomirski, to się w głowie nie mieści. Zamurował bramkę. Szwedzi nie wiedzieli, co mają robić. Opadły im ręce. Nie przypuszczaliśmy, że pójdzie nam tak łatwo. Początek tradycyjnie mieliśmy trochę słaby, ale potem jak zwykle postawiliśmy się rywalom.
Adam Wiśniewski (lewoskrzydłowy reprezentacji Polski): - Nie spodziewaliśmy się, że wygramy taką różnicą bramek, ponieważ wcześniej Szwedzi bardzo dobrze prezentowali się na tych mistrzostwach. W drugiej połowie przestali wierzyć, że mogą z nami wygrać. Przełamaliśmy ich i dalej prowadziliśmy swoją grę. Tym ich dobiliśmy.
Jonas Kallman, lewoskrzydłowy reprezentacji Szwecji, przyznał: - Polacy byli dziś znakomici. To był chyba mój najgorszy mecz w reprezentacji w karierze.
Ola Lindgren, trener reprezentacji Szwecji, wyjaśniał: - Zaczęliśmy bardzo dobrze. Graliśmy uważnie w obronie, przeprowadzaliśmy szybkie kontry. Pod koniec pierwszej połowy zaczęliśmy marnować czyste pozycje do zdobycia bramki. W drugiej połowie próbowaliśmy różnych wariantów w obronie, ale zostawialiśmy zbyt wiele wolnego miejsca polskim zawodnikom. Polacy zagrali bardzo dobrze, mieli świetnego bramkarza.POLSKA - SZWECJA 35:25 (15:12)
POLSKA: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski – Bartłomiej Jaszka 3, Krzysztof Lijewski 6, Patryk Kuchczyński 3, Karol Bielecki 3, Adam Wiśniewski 3, Bartosz Jurecki 2, Michał Jurecki 1, Piotr Grabarczyk, Mariusz Jurkiewicz 3, Kamil Syprzak 3, Jakub Łucak 5, Przemysław Krajewski 1, Michał Szyba 2, Piotr Chrapkowski.
SZWECJA: Mattias Andersson, Johan Sjoestrand – Magnus Persson 1, Jonas Kallman 3, Magnus Jernemyr, Lukas Karlsson 1, Niclas Ekberg, Jonas Larholm 3, Tobias Karlsson, Johan Jakobsson 4, Patrik Fahlgren, Fredrik Petersen 3, Ekdahl Du Rietz 6, Mattias Zachrisson 1, Andreas Nilsson 2, Jesper Nielsen 1.
Kary: Polska - 6 min., Szwecja - 2 min.
Wyniki:grupa II (Aarhus)
Chorwacja - Rosja 33:25 (16:11)
Francja - Białoruś 39:30 (20:16)
Polska - Szwecja 35:25 (15:12)
tabela:
M Z R P bramki pkt
1. Francja 4 4 0 0 129-110 8
2. Chorwacja 4 3 0 1 116-98 6
3. Polska 4 3 0 1 117-105 6
4. Szwecja 4 2 0 2 108-109 4
5. Rosja 4 0 0 4 102-121 0
6. Białoruś 4 0 0 4 104-133 0
Komentarze