Lorek: Dojrzałość krakowianki

Szkot Andy Murray, mistrz Wimbledonu’2013, wierzy w triumf Agnieszki Radwańskiej w Australian Open 2014. Serb Nenad Zimonjić, czołowy deblista świata twierdzi, że nie ma tak czarująco grającej tenisistki jak Agnieszka. Polka w porywającym stylu pokonała Białorusinkę Wiktorię Azarenkę i po raz pierwszy w historii zagra w półfinale Australian Open.
Dominik Hrbaty, tenisista – maratończyk, przewiduje że Polka ma 60% szans na zwycięstwo w konfrontacji z Dominiką Cibulkovą. Hrbaty, rodak Cibulkovej, słynie z sensownej analizy szans tenisistek. Dominik wiedział jak radzić sobie z australijskim upałem. Robił dziury w koszulce, żeby na plecach mogły hulać tatrzańskie wiatry. Co prawda, Andre Agassi śmiał się do rozpuku widząc niecodzienny strój Słowaka („jak poważny tenisista może nosić różowe koszulki z dziurami?” – pytał rebeliant z Nevady), ale Hrbaty do perfekcji opanował wygrywanie długich, pięciosetowych pojedynków w Wielkim Szlemie.
Bryndzove haluszki, numizmatyka i kobiecy tenis
Dominik odpoczywa na Słowacji, przebywa na sportowej emeryturze, zbiera znaczki i monety, a ponadto z uwagą przygląda się kobiecemu tenisowi. „W czwartek w Melbourne ma być gorąco, około 32-33 stopni Celsjusza. Wszyscy, którzy znają Dominikę z czasów, gdy była uroczym brzdącem szalejącym po ulicach Pieszczan, wiedzą, że Cibulkova lubi grać w skwarze. To jej jedyna broń przeciwko Agnieszce. Aga grała trzy sety z Julią Putincewą, trzy sety z Anastazją Pawliuczenkową i 3 sety z Viką Azarenką. Ma trochę w nogach, więc upatruję szans dla Dominiki w zmęczeniu Agnieszki. Cibulkova ma poważną „dziurę” w tenisowym elementarzu – nie potrafi sprzątać przy sieci, jej woleje pozostawiają wiele do życzenia” – uważa Hrbaty, który był dwunastą rakietą świata w październiku 2005 roku.
Dominik zdobył z Cibulkovą Puchar Harry’ego Hopmana w Perth w 2009 roku, a cztery lata wcześniej wygrał ten prestiżowy turniej z Danielą Hantuchovą.
Z kolei w 2009 roku Cibulkova dotarła do półfinału Roland Garros, więc Słowaczka odczuwa ogromny głód sukcesu. Historia jest przedziwną nauczycielką: ostatnią tenisistką ze Słowacji, która osiągnęła półfinał Australian Open była… Daniela Hantuchova. Tak, Daniela, była partnerka deblowa Agnieszki Radwańskiej i tenisistka, która pokonała krakowiankę w ćwierćfinale Aussie Open’2008. To był pierwszy ćwierćfinał Polki w Melbourne Park. Teraz na drodze do finału Agnieszka ma tylko jedną przeszkodę: Slavkovsky stit – górę niby groźną, której w żadnym wypadku nie wolno lekceważyć, ale nie jest też to poszarpana grań najeżona klamrami i łańcuchami…
Zapatrzona w stylistę Federera
Kilka lat temu Agnieszka Radwańska bardzo przeżywała każde spotkanie w Wielkim Szlemie. Nie mogła jeść, denerwowała się, wiedziała, że ranga spotkań z Kim Clijsters, Li Na, Sereną Williams, Viką Azarenką była ogromna. Dziś Agnieszka jest dojrzałą kobietą, która wie, że nie ma najmniejszego sensu, aby „spinać się jak agrafka” przed ważnym pojedynkiem, bo jak człowiek za bardzo chce, to niekoniecznie klocki układają się w zgrabną całość. Aga potrafi szczerze uśmiechnąć się kiedy reporter pyta ją o to co sądzi o przydomku Dominiki Cibulkovej–„Cipoletta” (mała cebulka). To logiczne, że Maria Szarapowa, obierając w IV rundzie cebulkę, musiała zapłakać…
Aga jest skoncentrowana i skupiona, ale funkcjonuje na ogromnej fali luzu. Uchwyciła właściwe proporcje. Śmieje się uroczo kiedy dziennikarze pytają ją jak odmierza czas na półkuli południowej: raz działa wedle polskiego zegara, innym razem wedle australijskiego. To zależy czy zegarek jest ułożony w pozycji Down Under…
Aga nie zadziera nosa, ale od chwili gdy nie bez problemów poradziła sobie w I rundzie z Julią Putincewą, jest świadoma sportowych celów. „Chciałabym wygrać turniej Wielkiego Szlema, więc nie mam faworytki w kobiecym turnieju. Faktycznie, w meczu z Putincewą wyszłam na kort w najgorszej możliwej godzinie, około 14.30. Wczesne popołudnie w porze australijskiego lata to wyjątkowo niedogodny moment. Pomyślałam sobie: jak bosko byłoby, gdybym teraz znalazła się w wannie pełnej lodu! Kort był potwornie nagrzany, dlatego po meczu musiałam spędzić kwadrans w wannie. Nauczyłam się, że w Wielkim Szlemie trzeba grać do końca, walczyć o każdą piłkę i nie zważać na to, że termometry wskazują 43 stopnie Celsjusza” – powiedziała krakowianka po zwycięstwie nad Putincewą.
Aga wie jak oszczędzać energię, jak meandrować w morzu pytań. Jest otwarta na świat, wspaniale konwersuje z kibicami z różnych stron globu, którzy szczelnie wypełniają Garden Square oczekując na spotkanie z gwiazdą. Australia to dla niej wymarzony kontynent. Tu nikt nikogo nie ocenia po kolorze butów, sposobie uczesania, słowotwórstwie. Freestyle. Aga lubi odpocząć od zawodowych obowiązków, dlatego z chęcią wyskoczyła na porcję solidnego, soczystego amerykańskiego supercrossu podczas pobytu w Los Angeles.
Lubi oglądać tenis w zaciszu hotelowego pokoju, a ponieważ nie znosi kołdry ciszy poza kortem, odpoczywa przy dźwiękach muzyki. Różnorakiej, choć z przeważającą domieszką rhythm and bluesa. Czarna muzyka pląsająca po zakamarkach duszy, a na ekranie telewizora Roger Federer. Agnieszka nie lubi plastikowych tenisistek, wytworów fabryki, głośno krzyczących zawodniczek. Tenis to etykieta. Roger jest wciąż ucieleśnieniem starej szkoły. Szwajcarski mistrz dostaje ciarek na ciele kiedy rozmawia z Rodem Laverem, bo docenia genialną koordynację dawnych czarodziejów. Agnieszka prezentująca ciekawy, nieszablonowy jak na dzisiejsze realia tenis, uwielbia zaglądać do świata magii, a Federer, choć coraz starszy, wciąż potrafi zachwycać wirtuozerią. Co prawda, Aga docenia też „czutkę” (wyjątkowe czucie piłki) jakie prezentuje Bernie Tomic, niepokorny Australijczyk, zna kunszt Andy’ego Murraya, ale nade wszystko „kręci” ją niewiarygodny „dotyk” rakiety Rogera Federera. 18 tytuł dla Szwajcara to życzenie Agnieszki, która potrafi odróżnić artystów od solidnych rzemieślników.
Narty na bok
Aga uwielbia snowboard, góry, śnieżny puch oraz narty. Jednak wie jakie ryzyko niesie ze sobą zjazd ze stoku, więc z bólem serca zawiesiła miłość do białego szaleństwa. „Trzeba liczyć się z tym, że można sobie samemu zrobić krzywdę szusując na nartach, ale na stoku przebywają też inni ludzie. Warto mieć oczy dookoła głowy. Kocham szaleć na nartach i na desce snowboardowej, ale przestałam jeździć gdy miałam 12 czy 13 lat. Strach mnie oblatuje jak sobie pomyślę, że ponad 10 lat nie miałam zapiętych nart. Nie warto kusić losu, bo szkoda stracić tenisowy sezon. Taka błahostka jak wybity palec potrafi wykluczyć mnie z gry na 2 miesiące, więc myślę, że gra nie jest warta świeczki. Nie nosi mnie, żeby stanąć na stoku, bo ryzyko w tym wypadku zwyczajnie się nie opłaca. Wolę wybrać się na przejażdżkę rowerem wzdłuż rzeki Yarra, byleby nie po 2 i półgodzinnym meczu” – mówiła w Melbourne Park Agnieszka.
Australijski fizjoterapeuta
Aga jak sama przyznaje „jest trochę młodsza od Sereny Williams”, więc trudno przewidzieć czym krakowianka będzie zajmować się za 5 czy 10 lat, ale trenerski fach raczej jej nie „kręci”. Aga zna realia życia w tourze. Podróże, mecze, treningi, masaże, wieczna gonitwa, walka z czasem. „Nie mówię nie, bo nie wiem co będzie, co wydarzy się w moim życiu. Mogłabym być ewentualnie kapitanem Fed Cupu” – śmieje się 25 – letnia Agnieszka.
Radwańska umie otoczyć się właściwymi ludźmi. „Pytasz o gościa, który siedzi obok Tomka Wiktorowskiego? To Australijczyk–Jason. Jest też Krzysztof Guzowski, fizjoterapeuta kadry daviscupovej, ale wiadomo, że Krzyśkowi urodziło się dziecko, więc musi poświęcić się rodzinie. Krzysiek i Jason dzielą się obowiązkami: pół na pół. I każdy jest szczęśliwy. Australijski fizjoterapeuta w niedzielę wziął ślub, więc sporo się dzieje, ale wszyscy są w domowych pieleszach” – mówi uśmiechnięta Agnieszka.
Australijczycy i Polacy mają ze sobą wiele wspólnego. Lubią chodzić niezbadanymi ścieżkami, nie przepadają za utartymi szlakami. W marcu tego roku Agnieszka Radwańska skończy 25 lat. Finał singla pań zaplanowano na Rod Laver Arena na sobotni wieczór, 25 stycznia. Aga nie wierzy w magię liczb, ale czy potrzeba lepszej zachęty, aby pokonać dwie ostatnie przeszkody i odebrać nagrodę za 20 lat katorżniczej pracy?
Bryndzove haluszki, numizmatyka i kobiecy tenis
Dominik odpoczywa na Słowacji, przebywa na sportowej emeryturze, zbiera znaczki i monety, a ponadto z uwagą przygląda się kobiecemu tenisowi. „W czwartek w Melbourne ma być gorąco, około 32-33 stopni Celsjusza. Wszyscy, którzy znają Dominikę z czasów, gdy była uroczym brzdącem szalejącym po ulicach Pieszczan, wiedzą, że Cibulkova lubi grać w skwarze. To jej jedyna broń przeciwko Agnieszce. Aga grała trzy sety z Julią Putincewą, trzy sety z Anastazją Pawliuczenkową i 3 sety z Viką Azarenką. Ma trochę w nogach, więc upatruję szans dla Dominiki w zmęczeniu Agnieszki. Cibulkova ma poważną „dziurę” w tenisowym elementarzu – nie potrafi sprzątać przy sieci, jej woleje pozostawiają wiele do życzenia” – uważa Hrbaty, który był dwunastą rakietą świata w październiku 2005 roku.
Dominik zdobył z Cibulkovą Puchar Harry’ego Hopmana w Perth w 2009 roku, a cztery lata wcześniej wygrał ten prestiżowy turniej z Danielą Hantuchovą.
Z kolei w 2009 roku Cibulkova dotarła do półfinału Roland Garros, więc Słowaczka odczuwa ogromny głód sukcesu. Historia jest przedziwną nauczycielką: ostatnią tenisistką ze Słowacji, która osiągnęła półfinał Australian Open była… Daniela Hantuchova. Tak, Daniela, była partnerka deblowa Agnieszki Radwańskiej i tenisistka, która pokonała krakowiankę w ćwierćfinale Aussie Open’2008. To był pierwszy ćwierćfinał Polki w Melbourne Park. Teraz na drodze do finału Agnieszka ma tylko jedną przeszkodę: Slavkovsky stit – górę niby groźną, której w żadnym wypadku nie wolno lekceważyć, ale nie jest też to poszarpana grań najeżona klamrami i łańcuchami…
Zapatrzona w stylistę Federera
Kilka lat temu Agnieszka Radwańska bardzo przeżywała każde spotkanie w Wielkim Szlemie. Nie mogła jeść, denerwowała się, wiedziała, że ranga spotkań z Kim Clijsters, Li Na, Sereną Williams, Viką Azarenką była ogromna. Dziś Agnieszka jest dojrzałą kobietą, która wie, że nie ma najmniejszego sensu, aby „spinać się jak agrafka” przed ważnym pojedynkiem, bo jak człowiek za bardzo chce, to niekoniecznie klocki układają się w zgrabną całość. Aga potrafi szczerze uśmiechnąć się kiedy reporter pyta ją o to co sądzi o przydomku Dominiki Cibulkovej–„Cipoletta” (mała cebulka). To logiczne, że Maria Szarapowa, obierając w IV rundzie cebulkę, musiała zapłakać…
Aga jest skoncentrowana i skupiona, ale funkcjonuje na ogromnej fali luzu. Uchwyciła właściwe proporcje. Śmieje się uroczo kiedy dziennikarze pytają ją jak odmierza czas na półkuli południowej: raz działa wedle polskiego zegara, innym razem wedle australijskiego. To zależy czy zegarek jest ułożony w pozycji Down Under…
Aga nie zadziera nosa, ale od chwili gdy nie bez problemów poradziła sobie w I rundzie z Julią Putincewą, jest świadoma sportowych celów. „Chciałabym wygrać turniej Wielkiego Szlema, więc nie mam faworytki w kobiecym turnieju. Faktycznie, w meczu z Putincewą wyszłam na kort w najgorszej możliwej godzinie, około 14.30. Wczesne popołudnie w porze australijskiego lata to wyjątkowo niedogodny moment. Pomyślałam sobie: jak bosko byłoby, gdybym teraz znalazła się w wannie pełnej lodu! Kort był potwornie nagrzany, dlatego po meczu musiałam spędzić kwadrans w wannie. Nauczyłam się, że w Wielkim Szlemie trzeba grać do końca, walczyć o każdą piłkę i nie zważać na to, że termometry wskazują 43 stopnie Celsjusza” – powiedziała krakowianka po zwycięstwie nad Putincewą.
Aga wie jak oszczędzać energię, jak meandrować w morzu pytań. Jest otwarta na świat, wspaniale konwersuje z kibicami z różnych stron globu, którzy szczelnie wypełniają Garden Square oczekując na spotkanie z gwiazdą. Australia to dla niej wymarzony kontynent. Tu nikt nikogo nie ocenia po kolorze butów, sposobie uczesania, słowotwórstwie. Freestyle. Aga lubi odpocząć od zawodowych obowiązków, dlatego z chęcią wyskoczyła na porcję solidnego, soczystego amerykańskiego supercrossu podczas pobytu w Los Angeles.
Lubi oglądać tenis w zaciszu hotelowego pokoju, a ponieważ nie znosi kołdry ciszy poza kortem, odpoczywa przy dźwiękach muzyki. Różnorakiej, choć z przeważającą domieszką rhythm and bluesa. Czarna muzyka pląsająca po zakamarkach duszy, a na ekranie telewizora Roger Federer. Agnieszka nie lubi plastikowych tenisistek, wytworów fabryki, głośno krzyczących zawodniczek. Tenis to etykieta. Roger jest wciąż ucieleśnieniem starej szkoły. Szwajcarski mistrz dostaje ciarek na ciele kiedy rozmawia z Rodem Laverem, bo docenia genialną koordynację dawnych czarodziejów. Agnieszka prezentująca ciekawy, nieszablonowy jak na dzisiejsze realia tenis, uwielbia zaglądać do świata magii, a Federer, choć coraz starszy, wciąż potrafi zachwycać wirtuozerią. Co prawda, Aga docenia też „czutkę” (wyjątkowe czucie piłki) jakie prezentuje Bernie Tomic, niepokorny Australijczyk, zna kunszt Andy’ego Murraya, ale nade wszystko „kręci” ją niewiarygodny „dotyk” rakiety Rogera Federera. 18 tytuł dla Szwajcara to życzenie Agnieszki, która potrafi odróżnić artystów od solidnych rzemieślników.
Narty na bok
Aga uwielbia snowboard, góry, śnieżny puch oraz narty. Jednak wie jakie ryzyko niesie ze sobą zjazd ze stoku, więc z bólem serca zawiesiła miłość do białego szaleństwa. „Trzeba liczyć się z tym, że można sobie samemu zrobić krzywdę szusując na nartach, ale na stoku przebywają też inni ludzie. Warto mieć oczy dookoła głowy. Kocham szaleć na nartach i na desce snowboardowej, ale przestałam jeździć gdy miałam 12 czy 13 lat. Strach mnie oblatuje jak sobie pomyślę, że ponad 10 lat nie miałam zapiętych nart. Nie warto kusić losu, bo szkoda stracić tenisowy sezon. Taka błahostka jak wybity palec potrafi wykluczyć mnie z gry na 2 miesiące, więc myślę, że gra nie jest warta świeczki. Nie nosi mnie, żeby stanąć na stoku, bo ryzyko w tym wypadku zwyczajnie się nie opłaca. Wolę wybrać się na przejażdżkę rowerem wzdłuż rzeki Yarra, byleby nie po 2 i półgodzinnym meczu” – mówiła w Melbourne Park Agnieszka.
Australijski fizjoterapeuta
Aga jak sama przyznaje „jest trochę młodsza od Sereny Williams”, więc trudno przewidzieć czym krakowianka będzie zajmować się za 5 czy 10 lat, ale trenerski fach raczej jej nie „kręci”. Aga zna realia życia w tourze. Podróże, mecze, treningi, masaże, wieczna gonitwa, walka z czasem. „Nie mówię nie, bo nie wiem co będzie, co wydarzy się w moim życiu. Mogłabym być ewentualnie kapitanem Fed Cupu” – śmieje się 25 – letnia Agnieszka.
Radwańska umie otoczyć się właściwymi ludźmi. „Pytasz o gościa, który siedzi obok Tomka Wiktorowskiego? To Australijczyk–Jason. Jest też Krzysztof Guzowski, fizjoterapeuta kadry daviscupovej, ale wiadomo, że Krzyśkowi urodziło się dziecko, więc musi poświęcić się rodzinie. Krzysiek i Jason dzielą się obowiązkami: pół na pół. I każdy jest szczęśliwy. Australijski fizjoterapeuta w niedzielę wziął ślub, więc sporo się dzieje, ale wszyscy są w domowych pieleszach” – mówi uśmiechnięta Agnieszka.
Australijczycy i Polacy mają ze sobą wiele wspólnego. Lubią chodzić niezbadanymi ścieżkami, nie przepadają za utartymi szlakami. W marcu tego roku Agnieszka Radwańska skończy 25 lat. Finał singla pań zaplanowano na Rod Laver Arena na sobotni wieczór, 25 stycznia. Aga nie wierzy w magię liczb, ale czy potrzeba lepszej zachęty, aby pokonać dwie ostatnie przeszkody i odebrać nagrodę za 20 lat katorżniczej pracy?
Komentarze