Obity Anwil Włocławek. Kapitalna skuteczność Stelmetu

Jeszcze niedawno potęga, a teraz coraz większe kłopoty. Zespół z Włocławka przegrał we własnej hali ze Stelmetem Zielona Góra 94:77. Mistrzowie Polski pokazali moc, Anwil chciał, ale nie umiał.
Kontuzje, wycofujący się sponsor, groźby upadku klubu, który był jednym z symboli polskiej koszykówki przez wiele lat. To jest codzienność Anwilu Włocławek. Jak grać w takiej sytuacji, a co więcej myśleć o pokonaniu mistrzów Polski? Piotr Pamuła zaklinał przed meczem rzeczywistość mówiąc, że zawodników problemy nie dotyczą. Będą grać w koszykówkę, bo co im pozostaje?
Chcieć można, próbować też, ale móc - to już zupełnie inna historia. Od dawna brakuje kontuzjowanego Paula Grahama, a jakby kłopotów było mało, to kość śródstopia złamał jeszcze ostatnio Keith Clanton. To właśnie postanowił wykorzystać Stelmet, który przyjechał do Włocławka podbudowany zwycięstwem pucharowym z Valencią. W drużynie mistrzów Polski nie mógł z kolei, zagrać kontuzjowani Kamil Chanas i Przemysław Zamojski, ale dzięki temu szansę dostał młody Maciej Kucharek.
Nawet przy tych kłopotach być może Anwil nie musiał tego meczu przegrać tylko, że siła Stelmetu w tym spotkaniu tkwiła na obwodzie. To, co wyprawiali gracze mistrzów Polski, rzucając za trzy punkty nie zdarza się często. Trafiali z narożnika, na wprost kosza, przez ręce rywali. Mylili się rzadko, trafili 16 prób i zabijali tym wszystkie nadzieje rywali. Z tych, którzy pojawili się na boisku nie trafił tylko Marcel Ponitka (próbował raz), a Adam Hrycaniuk w ogóle nie spróbował. Kto wie, może by mu się udało?
Anwil próbował walczyć (w ostatnich sekundach, mimo wysokiej straty za poświęcenie głośno dziękowali kibice), ale nie na wiele się to zdało. W pewnym momencie gospodarze bronili nawet strefą i zdołali się zbliżyć na sześć punktów do rywali. Kibice Stelmetu mogli się obawiać tak nerwowej końcówki, jak w poprzedniej kolejce z Rosą Radom, gdy rywale rzucili 39 punktów w ostatniej kwarcie, ale Anwilu nie było stać na taki zryw.
Wystarczyło kilka rzutów z dystansu, żeby uspokoić sytuację. Gdyby to był pojedynek bokserski, to punkty z dystansu, zdobywane przez Stelmet byłyby jak ciosy na wątrobę: nie nokautowały, ale odbierały rywalom ochotę do walki. Anwil nie potrafił złapać oddechu do końca spotkania.
Anwil Włocławek - Stelmet Zielona Góra 77:94 (17:24, 18:24, 21:22, 21:24)
Chcieć można, próbować też, ale móc - to już zupełnie inna historia. Od dawna brakuje kontuzjowanego Paula Grahama, a jakby kłopotów było mało, to kość śródstopia złamał jeszcze ostatnio Keith Clanton. To właśnie postanowił wykorzystać Stelmet, który przyjechał do Włocławka podbudowany zwycięstwem pucharowym z Valencią. W drużynie mistrzów Polski nie mógł z kolei, zagrać kontuzjowani Kamil Chanas i Przemysław Zamojski, ale dzięki temu szansę dostał młody Maciej Kucharek.
Nawet przy tych kłopotach być może Anwil nie musiał tego meczu przegrać tylko, że siła Stelmetu w tym spotkaniu tkwiła na obwodzie. To, co wyprawiali gracze mistrzów Polski, rzucając za trzy punkty nie zdarza się często. Trafiali z narożnika, na wprost kosza, przez ręce rywali. Mylili się rzadko, trafili 16 prób i zabijali tym wszystkie nadzieje rywali. Z tych, którzy pojawili się na boisku nie trafił tylko Marcel Ponitka (próbował raz), a Adam Hrycaniuk w ogóle nie spróbował. Kto wie, może by mu się udało?
Anwil próbował walczyć (w ostatnich sekundach, mimo wysokiej straty za poświęcenie głośno dziękowali kibice), ale nie na wiele się to zdało. W pewnym momencie gospodarze bronili nawet strefą i zdołali się zbliżyć na sześć punktów do rywali. Kibice Stelmetu mogli się obawiać tak nerwowej końcówki, jak w poprzedniej kolejce z Rosą Radom, gdy rywale rzucili 39 punktów w ostatniej kwarcie, ale Anwilu nie było stać na taki zryw.
Wystarczyło kilka rzutów z dystansu, żeby uspokoić sytuację. Gdyby to był pojedynek bokserski, to punkty z dystansu, zdobywane przez Stelmet byłyby jak ciosy na wątrobę: nie nokautowały, ale odbierały rywalom ochotę do walki. Anwil nie potrafił złapać oddechu do końca spotkania.
Anwil Włocławek - Stelmet Zielona Góra 77:94 (17:24, 18:24, 21:22, 21:24)
Komentarze