Serwismeni: szamani, magicy, naukowcy

Zimowe
Serwismeni: szamani, magicy, naukowcy
Serwismeni Justyny Kowalczyk: Ulf Olsson (z lewej) i Rafał Węgrzyn / fot. PAP

To ludzie cały czas żyjący w cieniu, ale bez których żaden narciarz nie wyobraża sobie sukcesu. Zaczynają pracę, kiedy inni czasami jeszcze śpią, a kończą, kiedy inni dawno zjedli kolację. W rozmowie z Polsatsport.pl serwismeni polskiej kadry mężczyzn opowiedzieli o tajnikach swojej pracy.

Sama narta nie pojedzie, a na pewno nie pojedzie tak, żeby biegacz osiągnął dobry wynik. Sama narta, nie posmarowana, będzie się ślizgać wtedy, kiedy nie powinna i trzeć o śnieg, gdy powinna się rozpędzać. Nawet Justyna Kowalczyk, nawet Marit Bjoergen mają chwile zwątpienia. Nieraz zawodnicy z płaczem opowiadają o niedobranych smarach, o śniegu, który płatał figle, o nartach, które ślizgają się na podbiegach i nie zjeżdżają na zjazdach. Taka sytuacja to koszmar każdego biegacza. Dlatego dobry, doświadczony serwismen to skarb. Ciężko ustalić, jaka część medalu mu się należy, ale na pewno każdy zawodnik przyzna, że spora.

Nauka nigdy się nie kończy, ciągle wchodzą nowe smary i proszki, firm produkujących sprzęt jest co najmniej kilkadziesiąt. Można się pogubić, więc im więcej bezcennego doświadczenia ma serwismen, tym lepiej. Do tego dochodzą jeszcze indywidualne sposoby, tajemnice, dzięki którym każdy serwismen jest niepowtarzalny i bezcenny. Pomylić można się tylko raz, w trakcie zawodów już nic nie da się poprawić.

Serwismenów nie widać nigdy na pierwszej linii. Kiedy zawodnicy są na trasie, oni siedzą w domkach i wdychają smary (czasami muszą zakładać nawet specjalne maski). Patrzą w niebo, śledzą prognozy pogody w internecie, badają śnieg. W każdym zespole jest ich kilku, każdy próbuje zgadnąć, jakie smary będą najlepsze i przedstawia propozycje zawodnikowi. Dlatego zaufanie między biegaczami i ich serwismenami jest bezcenne. Jedni drugich muszą umieć słuchać, bo z przeciągania liny: kto jest mądrzejszy, nic dobrego nie wyjdzie.

Ci ludzie (na ogół mężczyźni, kobiet jakoś w tym fachu nie widać) muszą być doskonale zorganizowani. Tylko na pierwszy rzut oka może się wydawać, że sprzętu w biegach narciarskich nie ma dużo. Ot, dwie pary cienkich desek, dwa kijki, lekki strój, buty. Tyle widać w transmisji telewizyjnej z trasy. Za tym kryją się jednak, całe ciężarówki sprzętu. Norwegowie jeżdżą po Europie ciężarówką, w której kryje się niemałe laboratorium i warsztaty ze sprzętem. Norwegowie to oddzielny świat, skrupulatnie pilnują swoich tajemnic.  Samochody Szwedów i Rosjan, chociaż też bogatych i dobrze zorganizowanych, przy pojeździe Norwegów wyglądają niezwykle skromnie.

A jak wypadają Polacy? Tak jak inni biedniejsi niż biegający krezusi korzystają z domków, które przygotowali na zawody organizatorzy. Jest na pewno dużo lepiej niż było jeszcze kiedyś. Sprzętu nigdy za wiele, bo trzeba być przygotowanym na każde warunki i wszystkie warianty pogody. Chociaż z Norwegami ścigać się nie możemy, to polska ekipa do Soczi zabrała, lekko licząc, dwie tony sprzętu. A nie ma w tej masie sprzętu wyposażenia Justyny Kowalczyk, która ma oddzielny team.

Zapraszamy do obejrzenia materiału, w którym serwismeni polskiej reprezentacji opowiadają jak ze zwykłej narty stworzyć ślizgającego się demona prędkości.
Łukasz Majchrzyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze