Śląsk Wrocław z Pucharem Polski. Pierwsze trofeum po dziewięciu latach

Po dramatycznej walce gospodarze turnieju finałowego pokonali Turów Zgorzelec . Kibice we Wrocławiu wreszcie, po kilku latach przerwy, mają powody do radości.
Kiedy trybuny zaczęły skandować "WKS! WKS!" można sobie było przypomnieć czasy wielkiego Śląska, które skończyły się jakieś dziesięć lat temu. Potem było bankructwo, próby powrotu do najwyższej ligi i wreszcie przyszedł jakiś triumf. Pierwszy po dziewięciu latach przerwy, kiedy Śląsk poprzednio zdobył Puchar Polski Na ogłaszanie powrotu tłustych lat jest jeszcze za wcześnie, ale Śląsk znowu zaczyna się liczyć.
Już w półfinale, przeciwko Anwilowi, Śląsk zagrał znakomicie. Wygrał z odwiecznym rywalem 82:69. Trener Jerzy Chudeusz tonował nastroje mówiąc, że w finale do zwycięstwa potrzebna będzie jeszcze lepsza gra i to się Śląskowi udało.
To był mecz walki, ale inteligentnej, nie zwykłego szarpania się pod koszem i na obwodzie. Świetnie zagrali obwodowi gracze gospodarzy Robert Skibniewski (pod koniec meczu musiał zejść z kontuzją) i niewielki wzrostem, ale wielki sercem Danny Gibson. Swoją pracę znakomicie wykonał, trafiając ważne punkty. Cieszyć może też niezła gra Jakuba Parzeńskiego, który doskonale rozwija się, grając we Wrocławiu. Świetnie zaprezentował się Michał Gabiński, trafiając kilka razy z dystansu.
Koszykarze Śląska wytrzymali nerwową końcówkę, kiedy za trzy punkty trafił Filip Dylewicz i wydawało się, że Turów już dopadł rywali. Dobrze zagrał wtedy Gibson, dając się sfaulować i trafiając rzuty wolne.
Szczególne powody do radości ma z powodu tego zwycięstwa Radosław Hyży. Zawodnik, który pamięta jeszcze czasy wielkiej drużyny we Wrocławiu wrócił, żeby pomagać odbudować potęgę Śląska. Doczekał się trofeum, a dodatkowo w sobotę obchodził 37. urodziny. Dostał piękny prezent.
PGE Turów Zgorzelec - Śląsk Wrocław 87:90 (14:25, 27:26, 24:16, 22:23)
Już w półfinale, przeciwko Anwilowi, Śląsk zagrał znakomicie. Wygrał z odwiecznym rywalem 82:69. Trener Jerzy Chudeusz tonował nastroje mówiąc, że w finale do zwycięstwa potrzebna będzie jeszcze lepsza gra i to się Śląskowi udało.
To był mecz walki, ale inteligentnej, nie zwykłego szarpania się pod koszem i na obwodzie. Świetnie zagrali obwodowi gracze gospodarzy Robert Skibniewski (pod koniec meczu musiał zejść z kontuzją) i niewielki wzrostem, ale wielki sercem Danny Gibson. Swoją pracę znakomicie wykonał, trafiając ważne punkty. Cieszyć może też niezła gra Jakuba Parzeńskiego, który doskonale rozwija się, grając we Wrocławiu. Świetnie zaprezentował się Michał Gabiński, trafiając kilka razy z dystansu.
Koszykarze Śląska wytrzymali nerwową końcówkę, kiedy za trzy punkty trafił Filip Dylewicz i wydawało się, że Turów już dopadł rywali. Dobrze zagrał wtedy Gibson, dając się sfaulować i trafiając rzuty wolne.
Szczególne powody do radości ma z powodu tego zwycięstwa Radosław Hyży. Zawodnik, który pamięta jeszcze czasy wielkiej drużyny we Wrocławiu wrócił, żeby pomagać odbudować potęgę Śląska. Doczekał się trofeum, a dodatkowo w sobotę obchodził 37. urodziny. Dostał piękny prezent.
PGE Turów Zgorzelec - Śląsk Wrocław 87:90 (14:25, 27:26, 24:16, 22:23)
Komentarze